piątek, 12 kwietnia 2013

Kompas życia


Myśli to tylko myśli i aż myśli. Nie należy ich lekceważyć i nie należy przydawać im nadmiernego znaczenia.

Mamy w głowie miejsce na jedną myśl naraz, ew. kilka którymi żonglujemy, trzymając w danej chwili jedną. Brzmi skomplikowanie i niewygodnie? I takie jest. Nie mamy za bardzo jak porównać myśli w głowie, nie potrafimy ocenić czy to głupoty czy coś ważnego. Żeby to zrobić trzeba myśli wyrzucić z głowy na papier.

Weź kartkę papieru i zapisz myśli którymi żonglujesz w głowie. Od razu poczujesz ulgę bo nie będziesz musiał już nimi żonglować. Pojawią się inne myśli o różnych sprawach. Też je zapisz. Rób to aż poczujesz pustkę w głowie - nic ci nie będzie do niej przychodzić. Teraz, kiedy masz je przed sobą, zapisane na kartce, możesz je poddać analizie, ocenić i odrzucić lub przyjąć do realizacji.

Sporo z nich to po prostu śmieci i kiedy możesz spojrzeć na nie z zewnątrz widać to od razu. Rozpoznanie tego spowoduje że kiedy pojawią się znowu w twojej głowie od razu je odrzucisz.

Niektóre wyglądają na sensowne, ale jeśli wyobrazisz sobie ich realizację czujesz się w środku źle, bebechy ci mówią "nie!" Zaczynasz siebie samego przekonywać "ale słuchaj, to super sprawa - bo to, bo tamto!" Nie. Jeżeli sam siebie musisz przekonywać to te myśli nie są twoje - to obce memy które odbierają twoją energię i nawet jeśli je zrealizujesz nie przyniosą ci zadowolenia - poczujesz wtedy to co ci teraz mówią bebechy. Jeżeli możesz odrzuć je, wyślizgaj się ze zobowiązań i po prostu je odrzuć. Są jak zepsute jedzenie i zatruwają twoje życie. Jeśli wydają się ważne, świadomie obniż ich znaczenie. Rozpoznaj je jako to czym są naprawdę - nic nie znaczącymi dla ciebie śmieciami.

Nie odrzucaj nic na siłę. Rozpoznaj że coś jest śmieciem, świadomie to oceń i poczuj.

Zagłuszone przez rozplenione w głowie chwasty, znajdziesz czasem niepozorne myśli co do których zawahasz się nawet czy je warto zapisać. Nie wahaj się - zapisuj wszystko! Kiedy wyobrazisz sobie ich realizację poczujesz błogość i zadowolenie. Bebechy mówią prawdę - to są twoje cele, nie cele implantowane tobie przez otoczenie. Hołub je i każdego dnia rób coś co prowadzi w kierunku ich realizacji.

Pod koniec ćwiczenia będziesz czuć błogość - odrzuciłeś śmieci i koncentrujesz się na tym co jest ważne dla twojego serca.

Powtarzaj to za każdym razem kiedy czujesz zdenerwowanie, niepokój, zdołowanie. Odrzucaj stare i nowe śmieci i koncentruj się na ścieżkach obdarzonych sercem. Po pewnym czasie nauczysz się rozpoznawać śmieciowe myśli i odrzucać je na sam ich widok, zanim poczujesz się źle.

Zrób sobie listę twoich ścieżek, myśli które sprawiają że czujesz się dobrze. Zaczynaj swój dzień od przeczytania tej listy, pozycja za pozycją, wczuwając się w to co czujesz kiedy wyobrażasz sobie ich urzeczywistnienie. Kiedy w ciągu dnia czujesz skołowanie, wyjmuj tą listę i znowu czytaj wczuwając się. To twój życiowy kompas!

środa, 2 stycznia 2013

Pomóż sobie


Po lekturze wpisu na blogu Michała Pasterskiego o tym że najlepiej pomagamy innym pomagając sobie zacząłem pisać odpowiedź która rozrosła się na tyle że stwierdziłem że zamieszczę ją tutaj.

Dostrzegamy w innych swoje wady i zalety. Dosłownie - non stop dokonujemy nieświadomej projekcji swoich cech na otoczenie. Dlatego pomaganie innym, a szczególnie dawanie im rad jest wspaniałą okazją na to by pomóc sobie.

Od dłuższego czasu bardzo chętnie radzę innym jak poradzić sobie ze swoimi problemami. Napisałem 'swoimi', bo to tak naprawdę moje problemy. I te rady natychmiast stosuję w realu. Np. wczoraj odpowiedziałem tutaj na pytanie jak poradzić sobie z bałaganem - i od razu wcieliłem to w życie, jako wspaniały nawyk do wyrobienia na początku nowego roku. Nawiasem mówiąc sam blog również założyłem z powodu takiej odpowiedzi na pytanie.

Tak więc jak najbardziej jestem za pomaganiem innym. Jesteśmy często ślepi na nasze wady. Dostrzegamy je natomiast niezwykle wyraźnie u innych.

Jeżeli spotkasz kogoś kto budzi twoją silną niechęć z jakiegoś powodu, wyobraź sobie że zapytał cię jak sobie z tym poradzić i odpowiedz mu w formie wpisu na blogu - a następnie przeczytaj ten wpis i zastanów się czy ty sam skorzystałbyś gdybyś zastosował się do tych zaleceń. Założę się że z całą pewnością.

Interakcje z ludźmi są niezwykle cenne. Dają ci okno do głębokiego wglądu w twoje słabe punkty i drzwi do zmiany siebie na lepsze. Kluczem do tych drzwi jest działanie zgodne z radami jakie dajesz innym.

EDIT: I oczywiście inni widząc twoją przemianę mają motywację by zmienić się samemu a więc jest to najlepszy sposób na pomaganie innym - poprzez własny przykład.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ogarnij się


Często trafiam na pytania o ogarnięcie bałaganu - coś z czym również walczę na co dzień.

Wyrób sobie nawyk - codziennie, nieważne co by się działo, sprzątaj jedno miejsce w twoim pokoju - np. szufladę, półkę, dno szafy, kąt. Najlepiej zrób to jako pierwszą rzecz po powrocie do domu i zjedzeniu posiłku.

Powiedzmy że to szuflada. Wyłącz komputer, opróżnij ją, wyczyść, po czym bierz po kolei do ręki przedmioty które w niej były i segreguj je na następujące grupy:
  • śmieci -> od razu do kosza
  • rzeczy do wydania -> do kartonu opisanego "Rzeczy do wydania"
  • rzeczy do naprawienia -> do kartonu opisanego "Rzeczy do naprawienia"
  • to co ma być w tej szufladzie -> układaj w szufladzie
  • to co powinno być gdzieś indziej -> wkładaj do otwartego pudełka
Nie musisz ograniczać się do jednego miejsca - możesz sprzątnąć tyle miejsc na ile będziesz miał ochotę (po sprzątnięciu jednego wpada się w rytm i idzie to bardzo łatwo), ale musisz sprzątnąć minimum jedno miejsce każdego dnia. Jak skończysz, weź pudełko i przejdź się po pokoju/domu, odkładając zabłąkane przedmioty na swoje miejsca. Na koniec wybierz miejsce które chcesz sprzątnąć następnego dnia. Zapisz je na karteczce papieru. Wychodząc rano z domu połóż ją na klawiaturze, żeby zabrać się za sprzątanie zaraz po powrocie, zanim włączysz komputer.

W weekend posegreguj rzeczy do wydania - zapakuj je osobno, opisując komu chcesz je dać, od razu daj je tym których masz blisko a resztę zaplanuj sobie do wydania w nadchodzącym tygodniu - np. "w środę zaniosę książki dla Wojtka". Również w weekend napraw tyle rzeczy ile ci się uda - odłóż je na swoje miejsca.

Jak widać, podstawą jest wdrożenie systemu "Każda rzecz ma swoje miejsce, każda rzecz jest na swoim miejscu". Trzymaj wszystkie swoje przybory do pisania w jednym miejscu, książki na półkach podzielone tematycznie, skarpetki w jednej szufladzie; koszulki, spodnie, swetry - w osobnych kupkach na półkach. Przydatne są opisane pudełka po butach jako pojemniki dodatkowo ułatwiające posegregowanie rzeczy na półce czy w szufladzie.

Kiedy możesz jednym rzutem oka zobaczyć wszystkie swoje koszulki, łatwiej jest ci ocenić czy nie jest ich za dużo - czy nie warto pozbyć się części z nich. Jeśli tak - załóż po kolei. Niewygodna? Nie podoba ci się, nie czujesz się w niej dobrze? Wydać.

Zostawiaj sobie tylko te rzeczy które z przyjemnością nosisz, z przyjemnością używasz. Jeśli masz tylko jeden - niewygodny w używaniu ale potrzebny ci przedmiot, zaplanuj co kupisz kiedy się zniszczy albo dojrzejesz do jego wymiany na lepszy.

Zostawiaj sobie tylko tyle rzeczy ile potrzebujesz. Masz pięć par nożyczek? Może wystarczą dwie? Pudło kredek? Będziesz ich używać? To wybierz po jednej z każdego koloru a resztę razem ze zbędnymi nożyczkami oddaj np. do najbliższego przedszkola - na pewno się ucieszą.

Im mniej masz rzeczy tym łatwiej jest utrzymać porządek, schować wszystko co jest  na wierzchu a nie powinno, zostawiając schludny, czysty pokój bez żadnych gratów. Tym mniej energii tracisz szukając tego co potrzebujesz - wiesz gdzie wszystko jest. Zostawiając sobie przedmioty które lubisz używać a pozbywając się bubli i klamotów bez wahania wybierasz co potrzebujesz i używasz to z przyjemnością.

Każdy przedmiot leżący na wierzchu woła do ciebie "zrób coś ze mną!" Odbiera ci cząstkę energii za każdym razem kiedy na niego spojrzysz. Dlatego na wierzchu nie zostawiaj nic poza rzeczami które powodują że czujesz się dobrze. Kartony do porządkowania chowaj do szafy na dnie i wyjmuj je tylko do porządkowania albo by zająć się ich zawartością. Porządkując swój pokój odzyskujesz energię którą traciłeś co dzień na gnębienie się tym że przygniata cię masa rzeczy z którymi powinieneś coś zrobić. A wystarczy wyrobienie nawyku codziennego sprzątnięcia kawałka pokoju żeby sukcesywnie zniknęły one z twojego pola widzenia. Najlepiej zacząć od widocznych przestrzeni - np. biurka, parapetu, podłogi - po kolei sprzątnij to co widzisz przebywając w pokoju. W ten sposób najszybciej odzyskasz energię.

Jeżeli chcesz przyspieszyć odzyskanie energii możesz zrobić (polecam) - np. w weekend - generalny porządek w pokoju, opróżniając i czyszcząc wszystkie widoczne przestrzenie, wyrzucając śmieci, zapełniając kartony rzeczami do wydania i naprawienia, by zostawić na wierzchu tylko to co wywołuje uśmiech na twarzy, a resztę upychając do szuflad i zamkniętych półek. Kiedy wszystko na wierzchu jest posprzątane możesz sukcesywnie zabrać się za codzienne sprzątanie tego co jest ukryte przed wzrokiem.

Podsumowując - jeśli chcesz trwałych zmian, przyjmij strategię i wyrób nawyk ją podtrzymujący.

niedziela, 9 grudnia 2012



Na spotkaniu MeetPRO 5 grudnia w Poznaniu jedna z dyskusji na Open Space dotyczyła pokory. Doszliśmy do wniosku że pokora jest przeciwieństwem zadufania, arogancji. Ktoś opowiedział jak jego nadmierna pewność siebie w górach spowodowała że przeoczył oznaki zmiany pogody co skończyło się tym że prawie zginął i musiał być ewakuowany helikopterem. To zdarzenie spowodowało że nabrał pokory wobec gór.

Słuchając wywiadu z Malcolmem Gladwellem przypomniałem sobie o tej dyskusji gdyż stwierdził on że tak jak przypadłością nowicjuszy jest ignorancja, tak chorobą ekspertów jest nadmierna pewność siebie, przekonanie o swojej nieomylności - i że kiedy słyszy jak jakiś przywódca zachowuje się tak jakby był nieomylny, zaczyna się naprawdę bać, bo tacy ludzie mają największy potencjał spowodowania prawdziwej katastrofy - dlatego tym czego ludzie powinni szukać w przywódcach powinna być pokora, nie pewność siebie. Owszem, powinien być inteligentny i doświadczony, ale przede wszystkim powinna w nim być pokora wobec świata i jego wyzwań.

Linkuję do tego momentu wywiadu, ale warto posłuchać całego. Gladwella mógłbym słuchać bez końca :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ścieżka przez błotniste pole


Idąc przez życie obserwuję uważnie swoje emocje i wyłapuję sytuacje kiedy czuję że coś jest nie tak. Zamiast jednak koncentrować się na tym co takiego jest nie tak, zadaję sobie pytanie:
"Czego chcę?" 
Nieracjonalna taktyka, prawda? A jednak najlepsza, bo natychmiast naprowadza na właściwą ścieżkę. 

Wyobraź sobie że idziesz ścieżką przez błotniste pole. Póki idziesz suchą i twardą ścieżką wszystko jest ok. Jeżeli się jednak zagapisz i z niej zejdziesz, trafiasz w błoto i chaszcze - już nie tak fajnie. Większość ludzi w takiej sytuacji koncentruje swoją uwagę na błocie i chaszczach - jakie to brudne i czepliwe, fuj! Patrzą dookoła i co widzą? Jeszcze więcej błota i chaszczy!

Jeśli jednak skoncentrujesz się na tym że chcesz iść suchą, wygodną ścieżką, twój wzrok skieruje się gdzie? W stronę ścieżki - i natychmiast dostrzeżesz jakie kroki musisz przedsięwziąć żeby z powrotem na nią trafić. Tada!

Twoje odczucia są wskaźnikiem czy jesteś na swojej ścieżce czy z niej zboczyłeś w błoto i chaszcze.
Wykorzystaj je i działaj natychmiast, póki ścieżka jest wciąż w polu widzenia i łatwo na nią wrócić!


Ktoś kto wiele razy chodził ścieżkami po błotnistych polach zada nieuniknione pytanie: "No dobrze, a co jeśli idąc ścieżką stanę przed błotnistym bajorem w którym ścieżka niknie i wyłania się gdzieś dalej? Jeśli pójdę przez bajoro zmoczę się i ubłocę. Jeśli pójdę jego brzegami dalej się ubłocę i będę się musiał przedzierać przez chaszcze."

Oczywiście sporo ludzi, idąc pierwszy raz spróbuje jednego z tych dwóch sposobów i się ubłoci. Mówi się trudno i idzie się dalej.

Jednorazowe takie zdarzenie jest jeszcze do zniesienia - w końcu trafiamy z powrotem na suchą ścieżkę. Jednak kiedy to się powtarza, warto zawczasu się przygotować. Jak? Np. zakładając kalosze i podpierając się w drodze kijem. Nawet jeśli środek kałuży jest za głęboki przejdziesz bokiem bez problemu znajdując dzięki kijowi drogę wystarczająco płytką dla twoich kaloszy i podparcie w śliskich miejscach, a i chaszcze posmakują kija jeśli staną ci na drodze ;) 

I kolejne bajora nie zepsują ci już humoru bo wiesz jak je przebyć.

Tak więc powtarzające się przykrości warto przeanalizować i znaleźć strategię ich rozwiązywania bez narażania się ponownie na przykrość.


Takie strategie warto sobie zapisywać i trzymać pod ręką, żebyś za każdym razem kiedy staniesz przed podobną sytuacją, wiedział dokładnie co trzeba zrobić żeby z niej wybrnąć najmniejszym możliwym kosztem.

Dlaczego zapisywać i gromadzić? 

Dlatego że na swojej ścieżce będziesz napotykał wiele najróżniejszych przeszkód i czasem może ci się wydawać że pamiętasz jak sobie z nimi poradzić, ale jednak możesz zapomnieć jakiś istotny szczegół i np. nie używając kija wywrócić się i skąpać w bajorze. 

Dlatego że jeśli masz je zapisane nie musisz wciąż rozmyślać "a co będzie jak napotkam na bajoro" bo rozmyślania "przesłaniają" ci drogę, zagapiasz się,  i znowu schodzisz ze ścieżki i trafiasz w błoto :P

Mając instrukcję przy sobie możesz być spokojny że nie zapomnisz o takich szczegółach. Spokój umysłu pozwala ci bez wysiłku rozglądać się wokół i zauważać kolejne przeszkody zanim jeszcze do nich dojdziesz - a więc możesz nawet omijać je bez potrzeby radzenia sobie z nimi.


Życzę notatnika pełnego strategii  i słonecznej wędrówki ścieżkami obdarzonymi sercem :)

piątek, 26 października 2012

Deszcz i czekanie na przystanku

Narzekanie znajomego na czekanie w deszczowy dzień skłoniły mnie do rozmyślań na temat czekania, deszczu i czerpania radości z życia.

Wszyscy gdzieś, nie wiedzieć gdzie, gnamy. I tak przyzwyczailiśmy się do wyczekiwania na moment kiedy tam, nie wiedzieć gdzie, będziemy, że odzwyczailiśmy się czerpać radość z tutaj i teraz. 

A przecież pamiętam jak dziś jak jako dzieciak na bosaka tańczyłem z kuzynką na deszczu w kałuży. Deszcz przynosi mi wiele radosnych wspomnień, ale najbardziej lubię po prostu to że podnosi mój poziom świadomości - omijam kałuże, czuję krople na twarzy, powietrze ma smak. 

Deszcz to coś pięknego, coś czymś warto się delektować.

niedziela, 21 października 2012

Zatrzymaj się

Kiedy czujesz że chcesz coś szybko skończyć zrób na odwrót. Zatrzymaj się, zrób głęboki oddech, zakotwicz się w otoczeniu - zwróć uwagę na wszystko wokół ciebie, zwolnij. A potem spokojnie i dokładnie kontynuuj to co robiłeś, całkowicie skoncentrowany.

Skoncentrowanie się na tutaj i teraz i na tym co robisz odrywa twoją uwagę od rozważań o przyszłości i tego że chciałbyś już skończyć i robić coś innego.

czwartek, 18 października 2012

What hurts


In truth, what hurts is clinging to our vision of people around us and not accepting that they - just as we - have right to change.

In order to feel joy you have to concentrate on what you appreciate about what surrounds you.

If you're in discomfort, ask yourself "What do I want? What are positive aspects of this situation?" This simple questions deflect your thoughts from what you don't want and direct them toward what you do want.

Keep asking that questions and look for the answer every time you feel dissatisfaction and in a short while your life will take a sharp turn toward better future - for what you concentrate on is what you get.

sobota, 6 października 2012

Gra o pewność siebie

Pewność siebie wyrabiasz poprzez konfrontowanie się z rzeczami których unikasz, których się boisz albo które wydają ci się zbyt uciążliwe, niewygodne, nieciekawe więc przed nimi uciekasz chociaż wiesz że powinieneś je zrobić.

Nie chodzi o jakieś wcześniej ustalone "zadania" - chodzi o rzeczy które już są w twoim życiu. Codziennie przelatuje przez twoją głowę sporo myśli że powinieneś coś zrobić. Otóż twoim nieustającym zadaniem, wyzwaniem życiowym, grą o najwyższą stawkę, punktem honoru, niech będzie robienie tego natychmiast jak ta myśl przemknie ci przez głowę - nieważne co powinieneś zrobić - zrób to natychmiast - ta przelotna myśl jest jak nabój wprowadzany do lufy a ty masz oddać strzał natychmiast jak zauważysz że się pojawiła.

Rób tylko to co wiesz że powinieneś zrobić. Nikt ci nie musi tłumaczyć - sam dobrze wiesz, czujesz to w bebechach.

Robienie tego to wyzwanie - trzeba porzucić wszelkie wątpliwości i po prostu to zrobić, bez dywagacji, zastanawiania się a co będzie jak ci się nie uda, co sobie pomyślą inni. Po prostu weź i zrób. Kiedy to robisz bądź jak Godzilla - nie do zatrzymania. Podjąłeś decyzję o zrobieniu tego i zrobisz to choćby się paliło i waliło, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobisz. Poprawka - zrób to tak jakby to była ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu, jakby mieli cię zapamiętać właśnie ze zrobienia tej rzeczy. Zrób to najlepiej jak potrafisz i całkowicie się temu poświęć.

Jeśli siedzisz w domu i nie wiesz co zrobić, nic ci nie przychodzi do głowy, wysyp rzeczy z torby i przeglądnij. Zaraz będziesz wiedział - i sruu do roboty. Myśl - strzał. Bez zastanawiania, ociągania się. Darmowy trening przed poważniejszymi sprawami.

Z każdą zrobioną taką rzeczą będzie w tobie narastało wewnętrzne przekonanie o twojej wartości, twoje przekonanie że dasz sobie radę. To coś co przyciąga do ciebie ludzi.

wtorek, 2 października 2012

Przyjemność działania

Na blogu Joanny Boj przeczytałem wpis o tym jak wyniki badań naukowych sugerują że ciągła koncentracja na celu przeszkadza w jego osiągnięciu - dążenie do niego zmienia się w harówkę i nuży. Natomiast skupienie uwagi na odczuciach towarzyszących działaniu, znajdywanie w nich przyjemności, powoduje że osiągnięcie celu jest efektem ubocznym działań niosących nam zadowolenie. Parafrazując Biblię - jest czas na planowanie, jest czas na działanie - i jest czas na zbieranie owoców działania.

Na celu koncentruj się aby go określić i sprecyzować, ale podczas działania bądź tutaj i teraz i koncentruj się na odczuciach towarzyszących działaniu. 

Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed wielu lat. Jeszcze w czasach studenckich pewnego jesiennego dnia dnia pomyślałem że fajnie byłoby przetestować moją wytrzymałość na zimno. Postanowiłem że nie będę dostosowywać już ubioru do obniżających się temperatur tylko chodził tak ubrany jak w tej chwili (półbuty, spodnie, koszula i marynarka). Jesień tego roku wyjątkowo szybko stała się zimna i wietrzna (co dodatkowo wzmagało uczucie chłodu). Wkrótce przeklinałem ten pomysł marznąc w podmuchach lodowatego wiatru. Pewnego dnia miałem już dosyć i pchając się pod wiatr do domu stwierdziłem że to koniec, nie ma sensu się tak męczyć. Nagle tknęła mnie dziwna myśl - a co się stanie jeśli wmówię sobie że lodowaty wiatr jest przyjemny?

Wbrew logice zacząłem mówić na głos jaką rozkoszą jest odczuwać na skórze podmuchy tego „chłodnego” wiatru, jaka to przyjemność – jednocześnie rozluźniłem się, „otworzyłem” na wiatr i poruszałem tak jakbym rzeczywiście odczuwał z tego przyjemność. Po kilku minutach doznałem szoku – naprawdę czułem przyjemność, zrobiło mi się ciepło i rozkosznie. Od tego czasu lubię wiatr i preferuję chłodną pogodę.

Nie testowałem tego, ale podejrzewam że w podobny sposób można zmienić swoje odczucia do większości bodźców i czynności. Wyciskanie ciężarów, zmęczenie po treningu, sprzątanie - nawet mycie ubikacji – wszystko to może być źródłem przyjemności jeśli tak to sobie skojarzymy.

W ten sposób zarówno planowanie jak działanie i w końcu cieszenie się osiągnięciem celu mogłoby być źródłem przyjemności. Oczywiście nie ciągłym - nieprzyjemne chwile są nieuniknione, ale zadowolenie odczuwałoby się podczas całego procesu, nie tylko na zakończenie - osiągnięcie celu jest w tym wypadku wisienką na torcie.

Zastanów się, jakie działania podejmowane dla osiągnięcia twojego celu wywołują w tobie największą niechęć. Warto skojarzyć je z przyjemnością by cieszyć się nimi na każdym kroku prowadzącym do celu.

środa, 22 sierpnia 2012

Commitment - to ode mnie zależy.


Gdzieś, głęboko we mnie istnieje podejrzenie że przekonanie „nie mam na to wpływu” jest właśnie tylko przekonaniem – że wpływ mam na wszystko co mnie otacza, ba – jestem kreatorem mojego świata i jestem za niego całkowicie odpowiedzialny.
O wiele łatwiej jednak jest zrzucić winę na innych, na warunki itp. i odebrać sobie moc wpływania na rzeczywistość, ale jednocześnie być „zwolnionym” od odpowiedzialności za to co mnie otacza.

Aktywność w życiu zaczyna się od wzięcia za nie całkowitej odpowiedzialności. Jeżeli czegoś chcę, muszę całym sobą oddać się działaniu w kierunku osiągnięcia tego czegoś. Co ciekawe, jak zauważył już Goethe, kiedy naprawdę poświęcisz się jakiejś sprawie – nagle świat staje się twoim ukrytym sprzymierzeńcem – otwierają się przed tobą ścieżki i przydarzają takie przypadki których w żaden sposób nie mógłbyś wcześniej przewidzieć.

Ludzie uwielbiają pomagać tym którzy wytrwale dążą do realizacji marzenia. Może w ten sposób wyobrażają sobie że przybliżają się do realizacji swoich marzeń?

Jest takie angielskie słowo które to ładnie oddaje: commitment - zaangażowanie i jednocześnie zobowiązanie się do czegoś. Po polsku najbliższym temu co chcę określić jest poświęcenie, niestety jest tak przeładowane że niestety już się nie nadaje.

piątek, 3 sierpnia 2012

Medytacja



Jeśli chodzi o medytację, najlepiej nastawić się na stopniowe wydłużanie czasu pełnej świadomości bez przysłonięcia świata zasłoną myśli. Zajmij wygodną pozycję, rozluźnij się z wyprostowanym kręgosłupem. Jeśli siedzisz na krześle poczuj jego nacisk na pośladki i uda, poczuj podłogę pod stopami, oparcie za plecami. Połóż ręce na kolana, wierzchem do dołu, poczuj jak ich grzbiety dotykają nóg. Wczuj się w dotyk ubrania na twoim ciele - gdzieś uciska, gdzieś cię swędzi, gdzieś jest przyjemne. Wszystkie te sensacje obserwuj, ale nie działaj na nich - potraktuj je jak obserwator który tylko odnotowuje otoczenie i jest go cały czas świadomy. Teraz skoncentruj się na oddechu - weź wdech i poczuj jak rozszerza ci się klatka piersiowa, wypycha brzuch, powietrze wnika przez nos schładzając go, przepływa przez krtań i wlatuje do płuc, przemieszczająca się skóra pociera o ubranie. Teraz wydech - brzuch się chowa, klatka piersiowa kurczy. Staraj się odnotować każdą sensację, każde odczucie jakie jesteś w stanie sobie uświadomić. Kiedy wczujesz się we wrażenia cielesne - dotyk, temperaturę, do tych odczuć dodaj wrażenia wzrokowe i słuchowe - bądź świadomy wszystkich bodźców które docierają.

Wydaje się proste, ale haczyk tkwi w umiejętności utrzymania świadomości. Umysł usiłuje się wtrynić ze swoimi myślami w każdym momencie kiedy jakiś bodziec "odpali" skojarzenie. Ucisk może wywołać myśl o poprawieniu pozycji, pojawi się wyobrażenie ruchów wykonywanych w celu poprawienia pozycji i ułożenia ubrania - i już nie czujesz ciała - w twojej głowie odgrywa się scenka która przesłania ci świat. Wrażenia należy odnotowywać, ale zachowywać wobec nich całkowitą pasywność, brak reakcji. Czujesz ucisk? Dobrze - kolejny uświadomiony sobie bodziec do odnotowania. Pasywnie wczuwasz się w siebie i w otoczenie odczuwając i pasywnie odnotowując kolejne bodźce.

Początkowo możliwe że uda ci się utrzymać świadomość - bez odpalenia myśli i wyobrażeń na jakiś temat - przez kilka sekund. Kiedy się złapiesz na myśli wstań, przeciągnij się jak kot, głęboko odetchnij, usiądź znowu i spróbuj ponownie. Nie przejmuj się tym tylko próbuj i próbuj, stopniowo wydłużając czas milczenia umysłu.

Wprowadź to ćwiczenie jako regularny element twojego codziennego życia. Wypróbuj czy łatwiej jest ci je wykonywać rano, w ciągu dnia czy też wieczorem (a może tak ci się spodoba że będziesz je wykonywał w każdej wolnej chwili?)

Nie należy go lekceważyć - medytacja ma moc wyzwolenia z kajdanów życia codziennego. Nie należy też wykonywać go "po łebkach" - jest chwilą w której twoja świadomość jest na skupiona na najwyższym możliwym poziomie - "niebieskie migdały" są jego absolutna antytezą bo jeśli o czymś zaczniesz rozmyślać, coś sobie wyobrażać, należy natychmiast je przerwać, przeciągnąć się, odetchnąć i ponowić próbę.

Zauważ że napisałem "rozmyślać, wyobrażać" - pojedyncza myśl jest intruzem, bodźcem, który masz sobie uświadomić, odnotować, po czym pozostać pasywnym i nie dawać się złapać w małpią podróż z gałęzi na gałąź - z myśli na myśl w gąszcz skojarzeń. Po prostu uświadamiasz sobie myśl i pozostawiasz ją w spokoju, nie podążasz za nią, tylko ją odnotowujesz i dalej pasywnie obserwujesz i odczuwasz świat wokół ciebie.

Medytacja jest ścieżką która omija nasze wyobrażenia o świecie, które są tylko próbą jego opisu, a zamiast tego pozwala ci odczuć go w pełni - coś o czym zapomnieliśmy w jazgocie naszych umysłów. Jesteś w stanie zobaczyć ten prawdziwy świat tak długo jak długo potrafisz wytrzymać bez wpadnięcia w gęstwinę myśli i wyobrażeń która znów ci go zakryje.

Ścieżka obdarzona sercem


Widzę siebie jako wędrowca który idzie, podziwia widoki ale nigdzie nie zagrzewa miejsca. Dbam tylko o to by moja ścieżka współgrała z moim sercem, tak jak napisał Castaneda w Naukach Don Juana:

Każda rzecz to jedna z miliona ścieżek. Dlatego należy pamiętać, że ścieżka to tylko ścieżka - jeżeli czujesz, że nie powinieneś nią podążać, nie wolno ci na niej pozostać pod żadnym pozorem. Aby osiągnąć taką jasność rozeznania, trzeba prowadzić zdyscyplinowane życie. Dopiero wówczas przekonasz się, że wszelka ścieżka jest tylko ścieżką i że nie ma niczego uwłaczającego samemu sobie lub innym w tym, że się ją porzuca, jeśli tak nakazuje serce. Podejmując jednak decyzję o pozostaniu lub wycofaniu się ze ścieżki, powinieneś wyzbyć się strachu bądź ambicji. Oto moja przestroga: każdej ścieżce przyjrzyj się z bliska i z rozwagą. Wypróbuj ją tyle razy, ile uznasz za konieczne. Postaw pytanie, jakie zadaje jedynie sędziwy starzec. Wspomniał mi o tym mój dobroczyńca, gdy byłem młody, a krew zanadto burzyła mi się w żyłach, bym je zrozumiał. Dziś je rozumiem. Oto ono: Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? 
Wszystkie ścieżki są podobne do siebie: wiodą donikąd. Prowadzą przez gęstwinę lub wgłąb gęstwiny. Mógłbym powiedzieć, że w ciągu mego życia przemierzyłem wiele długich ścieżek, lecz nie znajduję się w żadnym określonym miejscu. Pytanie mego dobroczyńcy nabrało dla mnie sensu. Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? Jeśli tak, jest dobra, jeśli nie, nie zda się na nic. Obie prowadzą donikąd, ale jedna obdarzona jest sercem, a druga nie. Jedna pozwala odbyć radosną podróż; póki nią podążasz, stanowicie jedność. Druga sprawi, że przeklniesz swoje życie. Jedna przyda ci siły, druga cię osłabi.

Kiedy zadajesz sobie pytanie czy ścieżka którą podążasz obdarzona jest sercem wyzbądź się strachu i ambicji. Robisz to co robisz bo boisz się co się stanie jeśli tego nie będziesz robił? Robisz to bo chcesz zaimponować, udowodnić innym? To nie jest droga obdarzona sercem.

Dusza ci gra gdy robisz to co robisz? Twoje działania przynoszą ci wewnętrzną radość? Bingo!

poniedziałek, 30 lipca 2012

Wizualizacja celu


Wielu ma kłopoty z wizualizacją czysto wzrokową i wtedy pomaga to co pokazali w Sekrecie – wyobrażenie dotyku, wrażeń kinestetycznych, wiatru na twarzy związanego np. z jazdą wymarzonym kabrioletem.

Dotyk odkryłem podczas grupowej sesji prowadzonej wizualizacji, gdzie po wygodnym rozdsiadnięciu się na krzesłach, rozluźnieniu i zamknięciu oczu mieliśmy wyobrazić sobie że stoimy na łące na skraju lasu. Instruktor nawijał o trawie, kwiatkach, motylkach a ja niczego nie widziałem. Potem powiedział żebyśmy podeszli do lasu, oglądali drzewa. Dalej nic. Wtedy powiedział - dotknijcie drzewo dłonią, poczujcie korę pod palcami. I dotknąłem! Poczułem chropowatą korę sosny i wtedy ujrzałem ją przed sobą. Spojrzałem w górę i zobaczyłem koronę kołyszącą się na lekkim wietrze, dookoła były inne drzewa. Pomyślałem że skoro podziałało z drzewem to może z łąką też – cofnąłem się i dotknąłem trawę dłońmi – zobaczyłem ją, łąkę a nawet motylki

Jestem b. sprawny manualnie, złota rączka itp., więc u mnie działają dłonie. U kogoś innego może działać w ten sposób słuch, węch, temperatura, kinestezja (np. taniec). Naprawdę warto spróbować – sam byłem zdumiony bogactwem detali jakie dostrzegłem w trakcie tamtej wizualizacji, a im bogatsza wizualizacja wymarzonego celu tym większa szansa jego osiągnięcia.

Oprócz wizualizacji trzeba mieć oczy otwarte i reagować natychmiast na impulsy zrobienia czegoś które przydarzają się nam w ciągu dnia – zadzwonić do kogoś, spotkać się z kimś, kupić los, wysłać zgłoszenie do konkursu – i w nocy – zapisać natychmiast po przebudzeniu pomysł który nam się przyśnił i od razu to zrobić.

Warto dzielić dzień np. na kwadranse i każdą rzecz do zrobienia albo robić od razu, albo jak potrwa dłużej niż kwadrans podzielić na kilka mniejszych elementów – duże sprawy nas onieśmielają, łatwiej nam się zmobilizować do zrobienia czegoś małego – a jak zaczniesz to potem idzie już siłą rozpędu. Zamiast pozycji na liście rzeczy do zrobienia: – pomalować pokój napisz: – przebrać się i przygotować sprzęt do malowania, zakryć podłogę i meble folią, umyć sufit, umyć ściany, pomieszać farbę i nalać do korytka, pomalować sufit wałkiem, pomalować narożniki pędzlem, pomalować drugi raz sufit wałkiem, itd …

Już wizualizując proces malowania pokoju i pisząc taki plan możesz zorientować się że np. nie masz kija do wałka i musisz go kupić – oszczędza ci to czasu i nerwów straconych gdybyś odkrył to w trakcie malowania.

W trakcie realizacji marzeń zdarza się że doznajemy niepowodzeń. W praktyce jest to gwarantowane. Jednak są to nauki konieczne dla nas abyśmy stali się ludźmi którzy są kompatybilni z rzeczami które wymarzyliśmy. Koniecznie trzeba przeanalizować niepowodzenie, wyciągnąć z niego nauczkę i zdecydować co się zrobi „następną razą”.

W zasadzie za każdym razem kiedy coś zrobisz, osiągniesz, zadaj sobie dwa pytania:- „Co zrobiłem dobrze?”- „Co zrobiłbym inaczej?”

Nie pytaj się co zrobiłeś źle, bo w przyszłości jak sytuacja się powtórzy zrobisz to samo.

Trenowałem kiedyś ruchy Tai-Chi w świadomym śnieniu… W „Tybetańskiej Jodze snu” wyczytałem że medytowanie w świadomym śnieniu jest dziesięciokrotnie skuteczniejsze niż na jawie. Podejrzewam, że wizualizacja celu w trakcie świadomego śnienia pozwala na wybicie dziury w suficie (mam na myśli wyuczony pułap tak jak w eksperymencie z pchłami w szklance przykrytej szybką – po pewnym czasie skaczą tak by nie uderzać o „sufit” i nawet jeśli się szybkę zdejmie nie skaczą wyżej – stąd pochodzi pojęcie „szklanego sufitu”.

Poziom sukcesu człowieka zależy od pułapu na którym ma ustawiony szklany sufit. Dostaniesz od życia tyle ile spodziewasz się, oczekujesz. Oczekiwania powodują nastawienie, nastawienie filtruje otoczenie w taki sposób że dostrzegamy tylko to co współgra z nastawieniem (dla młotka wszystkie problemy wyglądają jak gwoździe).

Jeżeli nastawisz się na sukces (czyli będziesz go oczekiwać, spodziewać się), będziesz dostrzegać wokół siebie ścieżki które do niego prowadzą – musisz jedynie nimi podążać i odnajdziesz sukces.

Jeśli nastawisz się na przegraną (czyli będziesz jej oczekiwać, spodziewać się), będziesz dostrzegać wokół siebie ścieżki które do niej prowadzą – zniechęcony nie zrobisz nic – a to jest najpewniejsza ścieżka do przegranej.

czwartek, 26 lipca 2012

Trust, hope and love with all your heart



On the contrary:

Trust, hope and love with all your heart - anything less is insincere and will cost you dearly.

Anytime you feel like you love somebody too much, in fact you love her not enough - because if you'd love her with all your heart it would never occure to you.

It is when you expect reciprocation that you start getting anxious - and that is not love, for love doesn't expect anything in return. And the law of attraction gives you back what you're concentrated on - your worry that you loved her too much, that you can lose what you invested materializes and you're left alone and devastated.

But it wasn't love...