poniedziałek, 3 lutego 2014

Szczęśliwej drogi już czas...

Szczęście, tak jak i rozwój osobisty nie jest celem, tylko drogą do celu. 

Zacząć się to może od odczuwania dyskomfortu. Szukasz sposobu żeby ten dyskomfort usunąć, żeby czuć się dobrze. Obierasz jakąś drogę postępowania i mówisz sobie - kiedy dojdę do celu wszystko będzie cacy. 

Wielu w tym momencie popełnia błąd - wydaje im się że ważny jest ten punkt docelowy, a droga którą przebywasz to jedynie chwilowa niedogodność którą trzeba jakoś przetrzymać żeby dostać się tam gdzie chcesz. Kłopot polega na tym, że cały czas przebywając myślami w punkcie docelowym odcinasz się od otoczenia, od bycia tu i teraz. Tymczasem to tu i teraz toczy się życie, to tu i teraz jest magia i majestat. 

Kiedy dotrzesz wreszcie do swego celu, okaże się że nie czujesz się usatysfakcjonowany. Dlaczego? Przecież przebyłeś długą drogę, zasłużyłeś sobie no nie? Niestety odzwyczaiłeś się od bycia tu i teraz, i kiedy osiągnąłeś cel nie potrafisz się nim rozkoszować, bo jest on tutaj i teraz a nie gdzieś daleko, a ty nie potrafisz się skoncentrować się na tym co cię otacza, przyzwyczaiłeś się że to co cię otacza jest nudne, a ciekawe jest tylko "to co za górką". 

Wobec tego szukasz sobie następnego celu i znowu idziesz tam, ślepy na otoczenie, wyobrażając sobie że jak tam dojdziesz to będzie wspaniale. Takie zachowanie to klasyczny przykład nerwicy czyli niemożliwości skupienia się na tutaj i teraz.

Kiedy przezwyciężysz ten schemat, dalej idziesz, dalej kierujesz się do obranego celu, ale tym razem jesteś częścią drogi, każdy twój krok dostosowany jest do warunków, dostrzegasz jak zmienia się otoczenie, rozkoszujesz się słoneczkiem, wiatrem na twarzy, odgłosami przyrody, płynącymi chmurami, zmieniającym się wokół ciebie otoczeniem. Ten liść ma ząbkowany brzeg, ten kamień przecina żyłka kwarcu, z tego kwiatka odpadł jeden płatek i właśnie spada a ty jesteś tego świadkiem.

To w tej chwili, w tym magicznym momencie znajdujesz szczęście, rośnie twoja zdolność do bycia tu i teraz - rozwijasz się, radujesz się tu i teraz a nie gdzieś w przyszłości, daleko stąd.

niedziela, 2 lutego 2014

Pewność siebie

Pewność siebie wyrabiasz poprzez konfrontowanie się z rzeczami których unikasz, których się boisz albo które wydają ci się zbyt uciążliwe, niewygodne, nieciekawe więc przed nimi uciekasz chociaż wiesz że powinieneś je zrobić.

Nie chodzi o jakieś wcześniej ustalone "zadania" - chodzi o rzeczy które już są w twoim życiu. Codziennie przelatuje przez twoją głowę sporo myśli że powinieneś coś zrobić. Otóż twoim nieustającym zadaniem, wyzwaniem życiowym, grą o najwyższą stawkę, punktem honoru, niech będzie robienie tego natychmiast jak ta myśl przemknie ci przez głowę - nieważne co powinieneś zrobić - zrób to natychmiast - ta przelotna myśl jest jak nabój wprowadzany do lufy a ty masz oddać strzał natychmiast jak zauważysz że się pojawiła.

Rób tylko to co wiesz że powinieneś zrobić. Nikt ci nie musi tłumaczyć - sam dobrze wiesz, czujesz to w bebechach.

Robienie tego to wyzwanie - trzeba porzucić wszelkie wątpliwości i po prostu to zrobić, bez dywagacji, zastanawiania się a co będzie jak ci się nie uda, co sobie pomyślą inni. Po prostu weź i zrób. Kiedy to robisz bądź jak Godzilla - nie do zatrzymania. Podjąłeś decyzję o zrobieniu tego i zrobisz to choćby się paliło i waliło, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobisz. Poprawka - zrób to tak jakby to była ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu, jakby mieli cię zapamiętać właśnie ze zrobienia tej rzeczy. Zrób to najlepiej jak potrafisz i całkowicie się temu poświęć.

Jeśli siedzisz w domu i nie wiesz co zrobić, nic ci nie przychodzi do głowy, wysyp rzeczy z torby i przeglądnij. Zaraz będziesz wiedział - i sruu do roboty. Myśl - strzał. Bez zastanawiania, ociągania się. Darmowy trening przed poważniejszymi sprawami.

Pewność siebie uzyskana w jednej dziedzinie daje ci zwiększenie pewności w innych dziedzinach. To jak pompowanie balonu. I uprzedzam że zawsze kiedy robi się coś czego się wcześniej nie robiło odczuwa się niepewność - trzeba czuć strach i robić to pomimo niego.

Konfrontacja z tym czego się obawiasz, działanie pomimo obaw zawsze przynosi w końcu powiększenie ogólnej pewności siebie. Może to trochę potrwać, na pewno będzie nieprzyjemne, ale efekt jest pewny pod warunkiem że będziesz powtarzał do skutku.

Zamiast planować polegaj na swoich odczuciach - niech wahanie, obawa będą dla ciebie znakiem że "to jest to - to muszę zrobić". Nie zastanawiaj się co powinieneś zrobić - rób to co przynosi ci życie. Podążaj za tym co cię interesuje. Jeśli poczujesz niepewność, zaczniesz się wahać to właśnie jest znak że MUSISZ to zrobić, choćby nie wiem co.

Zyskuję tracąc

Po długim okresie folgowania sobie obudziłem się z otyłością (132kg), kiepskim zdrowiem i powiedziałem sobie "Dość!"
Wczoraj, po 2 tygodniach waga wskazała 125,8, czyli 6kg mniej.
Co robię? Wywaliłem ekstrahowane węglowodany z diety, unikam przetworzonej żywności, pozostała cała reszta - warzywa, owoce (słodkie z umiarem), mięso (tłuszczami się nie martwię). Przede wszystkim unikam nawet śladowych ilości pszenicy (czytałeś "Dieta bez pszenicy" Wiliama Davisa?) - pszenica wzmaga łaknienie - i to działa - nie jestem głodny, jem normalne ilości jedzenia, ale zrzucam wagę bez problemu. Żeby nie tracić mięśni i podnosić formę (pod tłuszczem jestem solidnie umięśniony) wykonuję codziennie ćwiczenia - oparłem się na książce Paula Wade "Skazany na trening" - genialna pozycja, pokazuje jak wycisnąć nie napompowane sterydami mięśnie tylko prawdziwą siłę całego ciała. Założyłem zeszyt ćwiczeń i zapisuję typ wykonywanych ćwiczeń i ilość powtórzeń. Ćwiczenia z książki są wykonywane na krawędzi możliwości (stopień trudności regulowany jest odpowiednim ułożeniem ciała - trenujesz z własną masą), więc zajmują niewiele czasu - od kilkunastu minut do pół godziny.

Zaczęło się dwa miesiące temu, kiedy wróciłem do wyrabiania nawyku codziennego porządkowania otoczenia. Każdego dnia wybieram jakiś obszar - np. szuflada, dno szafy, jakiś kąt - opróżniam go, czyszczę, segreguję rzeczy na śmieci (do kosza), rzeczy do wydania (do kartonu "WYDAĆ"), rzeczy do naprawienia (do kartonu "NAPRAWIĆ"), rzeczy które powinny być gdzie indziej (do koszyka), układam porządnie rzeczy które mają tam być, przechodzę przez mieszkanie z koszykiem i odkładam rzeczy na swoje miejsca. Zajmuje to może 15-20 minut.
Dawno temu stwierdziłem że kiedy usuwam nadmiar rzeczy z otoczenia, w jakiś dziwny sposób zrzucam wagę a także porządkuję swoje sprawy.

Skumulowałem to wszystko w poranną rutynę - wstaję o 6, prawie półtorej godziny przed wyjściem do pracy więc spokojnie mam na to czas plus na poranną toaletę i spakowanie śniadania.

Mój cel? Zrzucić 40-45 kg (waga 85-90 przy wzroście 185) plus osiągnąć wysoki poziom sprawności fizycznej (Wielka Szóstka ćwiczeń z książki - pompki, przysiady, podciągnięcia, wznosy nóg, mostek i pompki w staniu na rękach - na najtrudniejszym poziomie). O ile pierwszy cel mogę spokojnie osiągnąć w tym roku, o tyle osiągnięcie drugiego może trwać dłużej, ale nie przejmuję się tym - każde z sześciu ćwiczeń jest podzielone na 10 wariantów o wzrastającej trudności i ułożonych w przejrzysty system treningowy gdzie po opanowaniu jednego poziomu przechodzi się do następnego. Pozwala to na proste śledzenie postępów i dostosowywanie treningu do własnych możliwości. Nie ścigam się z nikim tylko podążam za rozwijającymi się możliwościami mojego ciała.

Po prawdzie żadne z tych trzech czynności (oprócz porządkowania - cholernie trudno jest mi zdecydować się na pozbycie gratów - mam naturę chomikarza) nie sprawia mi większych trudności. Czuję się jakbym trochę oszukiwał kiedy ludzie mówią "Wow! To musi być trudne!" - bo to wcale nie jest dla mnie trudne.

Dodatkowo odkryłem HabitRPG - portal internetowy na którym przekształca się wyrabianie nawyków i załatwianie rzeczy z listy To Do w grę RPG - dostajesz punkty doświadczenia i wirtualną kasę za odhaczanie zrobionych rzeczy, tracisz punkty życia jak coś zawalisz, za kasę możesz ulepszać swoje wyposażenie itd. To brzmi śmiesznie, ale przez taką gamifikację mam dodatkową motywację do odhaczania rzeczy do zrobienia i osiągania kolejnych poziomów. Jestem przez to np. bardziej wydajny w pracy.

piątek, 23 sierpnia 2013

Szczytowanie ;)

Tytuł tego wpisu to trochę dowolne tłumaczenie słowa 'peakowanie' które to określenie przyszło mi do głowy kiedy chciałem nazwać czynność jaką chcę tu opisać.

W pracy, we własnych projektach możesz tak sobie poukładać zajęcia żeby uprawiać swego rodzaju gimnastykę robienia.

Tak układaj sobie zajęcia by być lekko na granicy utraty kontroli nad tokiem spraw. Tzn najlepiej ustawić sobie ilość spraw do załatwienia żeby ze spokojem móc sobie z nimi poradzić, ale raz na dzień robić taki "peak", czyli chwilowe obciążenie, w którym obciążasz się do momentu w którym stwierdzasz że nie dajesz rady, po czym odpuszczasz.
W miarę postępów będzie się podwyższać zarówno poziom jak długość tych codziennych "prób wytrzymałościowych". W ten sposób wytrenujesz się tak że będziesz mógł spokojnie wziąć na siebie więcej - dostosuj do tego swoją rutynę, czyli podwyższ poziom stałego obciążenia i dalej praktykuj "peak'owanie" :)
Aha. Nie ma sensu obciążać się rzeczami które cię nie interesują ani nie rozwijają. Rób szybko i solidnie to co musisz, wybieraj to co ci się podoba z tego czego nie musisz. Reszta niech się odczepi.

piątek, 7 czerwca 2013

Sekret kontroli nad życiem

"Pollyanna" Eleanor H. Porter.

Książka którą każdy powinien przeczytać i zagrać w grę tytułowej bohaterki. Grę która wnosi w życie radość. Grę której nie cierpią ludzie zgorzkniali, którzy - żeby móc ją zignorować - zaliczyli ją do tzw. błędów poznawczych, czyli przylepili jej etykietkę i są zadowoleni że mogą na każdego kto w nią gra patrzeć z wyższością jako na kogoś kto popełnia błąd.

Ale tzw. efekt Pollyanny, czyli "tendencja do myślenia o rzeczach przyjemnych i poszukiwania pozytywnych aspektów/cech w każdej sytuacji/osobie przy jednoczesnym ignorowaniu aspektów przykrych lub nieprzyjemnych" został źle zdefiniowany. Bo nie chodzi o ignorowanie czy zaprzeczanie temu co nam się nie podoba - przyjmuje się to do wiadomości, a potem - pomimo tego - szuka jakiegoś powodu do cieszenia się tą sytuacją i skupia na tym uwagę.

Od dziecka nieświadomie grałem w nią, chociaż zdałem sobie z tego sprawę dopiero kiedy przeczytałem tą książkę. Od tej pory świadomie staram się w nią grać. Nie zawiodła mnie do tej pory nawet w najtrudniejszych chwilach mojego życia, bo każda sytuacja ma jak medal dwie strony - wystarczy się jedynie skoncentrować na tej która przynosi radość - a nie zdarzyło się jeszcze żebym nie znalazł jakiegoś powodu do zadowolenia - nawet wtedy, kiedy ktoś kto mi był światełkiem, zgasł nagle w biały dzień, czy kiedy po urazie fizycznym musiałem się poddać długotrwałej rekonwalescencji.

Właśnie - ktoś kogo kochałem umarł a ja się z tego cieszę. Chore, prawda? A właśnie że nie - kiedy potrafisz dostrzec coś dobrego w śmierci ukochanej osoby - dopiero wtedy czujesz że żyjesz, i nikt kto tego nie przeszedł nie ma prawa mówić ci że tak nie powinieneś na to patrzeć.

Poprzez lata grania nauczyłem się że sekret tkwi w uzyskiwaniu kontroli nad swoim życiem. Kiedy wydaje się mi że "świat bije na oślep", że nie mam kontroli nad tym co się mi przytrafia - wszystko jest do niczego, ale tylko do momentu kiedy uświadomię sobie że mam na coś wpływ - na to jak na to zareaguję. A moją - nawykową już - reakcją na to co się zdarzyło jest wyszukiwanie powodów do zadowolenia z tego zdarzenia i robienie tego co w tej sytuacji daje mi poczucie że to co się stało miało jakiś sens.

Tak, cokolwiek się stało - pomimo tego co się stało - pytam się co - dzięki temu co się stało - mogę robić żeby dalej móc nadawać sens mojemu życiu.

piątek, 12 kwietnia 2013

Kompas życia


Myśli to tylko myśli i aż myśli. Nie należy ich lekceważyć i nie należy przydawać im nadmiernego znaczenia.

Mamy w głowie miejsce na jedną myśl naraz, ew. kilka którymi żonglujemy, trzymając w danej chwili jedną. Brzmi skomplikowanie i niewygodnie? I takie jest. Nie mamy za bardzo jak porównać myśli w głowie, nie potrafimy ocenić czy to głupoty czy coś ważnego. Żeby to zrobić trzeba myśli wyrzucić z głowy na papier.

Weź kartkę papieru i zapisz myśli którymi żonglujesz w głowie. Od razu poczujesz ulgę bo nie będziesz musiał już nimi żonglować. Pojawią się inne myśli o różnych sprawach. Też je zapisz. Rób to aż poczujesz pustkę w głowie - nic ci nie będzie do niej przychodzić. Teraz, kiedy masz je przed sobą, zapisane na kartce, możesz je poddać analizie, ocenić i odrzucić lub przyjąć do realizacji.

Sporo z nich to po prostu śmieci i kiedy możesz spojrzeć na nie z zewnątrz widać to od razu. Rozpoznanie tego spowoduje że kiedy pojawią się znowu w twojej głowie od razu je odrzucisz.

Niektóre wyglądają na sensowne, ale jeśli wyobrazisz sobie ich realizację czujesz się w środku źle, bebechy ci mówią "nie!" Zaczynasz siebie samego przekonywać "ale słuchaj, to super sprawa - bo to, bo tamto!" Nie. Jeżeli sam siebie musisz przekonywać to te myśli nie są twoje - to obce memy które odbierają twoją energię i nawet jeśli je zrealizujesz nie przyniosą ci zadowolenia - poczujesz wtedy to co ci teraz mówią bebechy. Jeżeli możesz odrzuć je, wyślizgaj się ze zobowiązań i po prostu je odrzuć. Są jak zepsute jedzenie i zatruwają twoje życie. Jeśli wydają się ważne, świadomie obniż ich znaczenie. Rozpoznaj je jako to czym są naprawdę - nic nie znaczącymi dla ciebie śmieciami.

Nie odrzucaj nic na siłę. Rozpoznaj że coś jest śmieciem, świadomie to oceń i poczuj.

Zagłuszone przez rozplenione w głowie chwasty, znajdziesz czasem niepozorne myśli co do których zawahasz się nawet czy je warto zapisać. Nie wahaj się - zapisuj wszystko! Kiedy wyobrazisz sobie ich realizację poczujesz błogość i zadowolenie. Bebechy mówią prawdę - to są twoje cele, nie cele implantowane tobie przez otoczenie. Hołub je i każdego dnia rób coś co prowadzi w kierunku ich realizacji.

Pod koniec ćwiczenia będziesz czuć błogość - odrzuciłeś śmieci i koncentrujesz się na tym co jest ważne dla twojego serca.

Powtarzaj to za każdym razem kiedy czujesz zdenerwowanie, niepokój, zdołowanie. Odrzucaj stare i nowe śmieci i koncentruj się na ścieżkach obdarzonych sercem. Po pewnym czasie nauczysz się rozpoznawać śmieciowe myśli i odrzucać je na sam ich widok, zanim poczujesz się źle.

Zrób sobie listę twoich ścieżek, myśli które sprawiają że czujesz się dobrze. Zaczynaj swój dzień od przeczytania tej listy, pozycja za pozycją, wczuwając się w to co czujesz kiedy wyobrażasz sobie ich urzeczywistnienie. Kiedy w ciągu dnia czujesz skołowanie, wyjmuj tą listę i znowu czytaj wczuwając się. To twój życiowy kompas!

środa, 2 stycznia 2013

Pomóż sobie


Po lekturze wpisu na blogu Michała Pasterskiego o tym że najlepiej pomagamy innym pomagając sobie zacząłem pisać odpowiedź która rozrosła się na tyle że stwierdziłem że zamieszczę ją tutaj.

Dostrzegamy w innych swoje wady i zalety. Dosłownie - non stop dokonujemy nieświadomej projekcji swoich cech na otoczenie. Dlatego pomaganie innym, a szczególnie dawanie im rad jest wspaniałą okazją na to by pomóc sobie.

Od dłuższego czasu bardzo chętnie radzę innym jak poradzić sobie ze swoimi problemami. Napisałem 'swoimi', bo to tak naprawdę moje problemy. I te rady natychmiast stosuję w realu. Np. wczoraj odpowiedziałem tutaj na pytanie jak poradzić sobie z bałaganem - i od razu wcieliłem to w życie, jako wspaniały nawyk do wyrobienia na początku nowego roku. Nawiasem mówiąc sam blog również założyłem z powodu takiej odpowiedzi na pytanie.

Tak więc jak najbardziej jestem za pomaganiem innym. Jesteśmy często ślepi na nasze wady. Dostrzegamy je natomiast niezwykle wyraźnie u innych.

Jeżeli spotkasz kogoś kto budzi twoją silną niechęć z jakiegoś powodu, wyobraź sobie że zapytał cię jak sobie z tym poradzić i odpowiedz mu w formie wpisu na blogu - a następnie przeczytaj ten wpis i zastanów się czy ty sam skorzystałbyś gdybyś zastosował się do tych zaleceń. Założę się że z całą pewnością.

Interakcje z ludźmi są niezwykle cenne. Dają ci okno do głębokiego wglądu w twoje słabe punkty i drzwi do zmiany siebie na lepsze. Kluczem do tych drzwi jest działanie zgodne z radami jakie dajesz innym.

EDIT: I oczywiście inni widząc twoją przemianę mają motywację by zmienić się samemu a więc jest to najlepszy sposób na pomaganie innym - poprzez własny przykład.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ogarnij się


Często trafiam na pytania o ogarnięcie bałaganu - coś z czym również walczę na co dzień.

Wyrób sobie nawyk - codziennie, nieważne co by się działo, sprzątaj jedno miejsce w twoim pokoju - np. szufladę, półkę, dno szafy, kąt. Najlepiej zrób to jako pierwszą rzecz po powrocie do domu i zjedzeniu posiłku.

Powiedzmy że to szuflada. Wyłącz komputer, opróżnij ją, wyczyść, po czym bierz po kolei do ręki przedmioty które w niej były i segreguj je na następujące grupy:
  • śmieci -> od razu do kosza
  • rzeczy do wydania -> do kartonu opisanego "Rzeczy do wydania"
  • rzeczy do naprawienia -> do kartonu opisanego "Rzeczy do naprawienia"
  • to co ma być w tej szufladzie -> układaj w szufladzie
  • to co powinno być gdzieś indziej -> wkładaj do otwartego pudełka
Nie musisz ograniczać się do jednego miejsca - możesz sprzątnąć tyle miejsc na ile będziesz miał ochotę (po sprzątnięciu jednego wpada się w rytm i idzie to bardzo łatwo), ale musisz sprzątnąć minimum jedno miejsce każdego dnia. Jak skończysz, weź pudełko i przejdź się po pokoju/domu, odkładając zabłąkane przedmioty na swoje miejsca. Na koniec wybierz miejsce które chcesz sprzątnąć następnego dnia. Zapisz je na karteczce papieru. Wychodząc rano z domu połóż ją na klawiaturze, żeby zabrać się za sprzątanie zaraz po powrocie, zanim włączysz komputer.

W weekend posegreguj rzeczy do wydania - zapakuj je osobno, opisując komu chcesz je dać, od razu daj je tym których masz blisko a resztę zaplanuj sobie do wydania w nadchodzącym tygodniu - np. "w środę zaniosę książki dla Wojtka". Również w weekend napraw tyle rzeczy ile ci się uda - odłóż je na swoje miejsca.

Jak widać, podstawą jest wdrożenie systemu "Każda rzecz ma swoje miejsce, każda rzecz jest na swoim miejscu". Trzymaj wszystkie swoje przybory do pisania w jednym miejscu, książki na półkach podzielone tematycznie, skarpetki w jednej szufladzie; koszulki, spodnie, swetry - w osobnych kupkach na półkach. Przydatne są opisane pudełka po butach jako pojemniki dodatkowo ułatwiające posegregowanie rzeczy na półce czy w szufladzie.

Kiedy możesz jednym rzutem oka zobaczyć wszystkie swoje koszulki, łatwiej jest ci ocenić czy nie jest ich za dużo - czy nie warto pozbyć się części z nich. Jeśli tak - załóż po kolei. Niewygodna? Nie podoba ci się, nie czujesz się w niej dobrze? Wydać.

Zostawiaj sobie tylko te rzeczy które z przyjemnością nosisz, z przyjemnością używasz. Jeśli masz tylko jeden - niewygodny w używaniu ale potrzebny ci przedmiot, zaplanuj co kupisz kiedy się zniszczy albo dojrzejesz do jego wymiany na lepszy.

Zostawiaj sobie tylko tyle rzeczy ile potrzebujesz. Masz pięć par nożyczek? Może wystarczą dwie? Pudło kredek? Będziesz ich używać? To wybierz po jednej z każdego koloru a resztę razem ze zbędnymi nożyczkami oddaj np. do najbliższego przedszkola - na pewno się ucieszą.

Im mniej masz rzeczy tym łatwiej jest utrzymać porządek, schować wszystko co jest  na wierzchu a nie powinno, zostawiając schludny, czysty pokój bez żadnych gratów. Tym mniej energii tracisz szukając tego co potrzebujesz - wiesz gdzie wszystko jest. Zostawiając sobie przedmioty które lubisz używać a pozbywając się bubli i klamotów bez wahania wybierasz co potrzebujesz i używasz to z przyjemnością.

Każdy przedmiot leżący na wierzchu woła do ciebie "zrób coś ze mną!" Odbiera ci cząstkę energii za każdym razem kiedy na niego spojrzysz. Dlatego na wierzchu nie zostawiaj nic poza rzeczami które powodują że czujesz się dobrze. Kartony do porządkowania chowaj do szafy na dnie i wyjmuj je tylko do porządkowania albo by zająć się ich zawartością. Porządkując swój pokój odzyskujesz energię którą traciłeś co dzień na gnębienie się tym że przygniata cię masa rzeczy z którymi powinieneś coś zrobić. A wystarczy wyrobienie nawyku codziennego sprzątnięcia kawałka pokoju żeby sukcesywnie zniknęły one z twojego pola widzenia. Najlepiej zacząć od widocznych przestrzeni - np. biurka, parapetu, podłogi - po kolei sprzątnij to co widzisz przebywając w pokoju. W ten sposób najszybciej odzyskasz energię.

Jeżeli chcesz przyspieszyć odzyskanie energii możesz zrobić (polecam) - np. w weekend - generalny porządek w pokoju, opróżniając i czyszcząc wszystkie widoczne przestrzenie, wyrzucając śmieci, zapełniając kartony rzeczami do wydania i naprawienia, by zostawić na wierzchu tylko to co wywołuje uśmiech na twarzy, a resztę upychając do szuflad i zamkniętych półek. Kiedy wszystko na wierzchu jest posprzątane możesz sukcesywnie zabrać się za codzienne sprzątanie tego co jest ukryte przed wzrokiem.

Podsumowując - jeśli chcesz trwałych zmian, przyjmij strategię i wyrób nawyk ją podtrzymujący.

niedziela, 9 grudnia 2012



Na spotkaniu MeetPRO 5 grudnia w Poznaniu jedna z dyskusji na Open Space dotyczyła pokory. Doszliśmy do wniosku że pokora jest przeciwieństwem zadufania, arogancji. Ktoś opowiedział jak jego nadmierna pewność siebie w górach spowodowała że przeoczył oznaki zmiany pogody co skończyło się tym że prawie zginął i musiał być ewakuowany helikopterem. To zdarzenie spowodowało że nabrał pokory wobec gór.

Słuchając wywiadu z Malcolmem Gladwellem przypomniałem sobie o tej dyskusji gdyż stwierdził on że tak jak przypadłością nowicjuszy jest ignorancja, tak chorobą ekspertów jest nadmierna pewność siebie, przekonanie o swojej nieomylności - i że kiedy słyszy jak jakiś przywódca zachowuje się tak jakby był nieomylny, zaczyna się naprawdę bać, bo tacy ludzie mają największy potencjał spowodowania prawdziwej katastrofy - dlatego tym czego ludzie powinni szukać w przywódcach powinna być pokora, nie pewność siebie. Owszem, powinien być inteligentny i doświadczony, ale przede wszystkim powinna w nim być pokora wobec świata i jego wyzwań.

Linkuję do tego momentu wywiadu, ale warto posłuchać całego. Gladwella mógłbym słuchać bez końca :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ścieżka przez błotniste pole


Idąc przez życie obserwuję uważnie swoje emocje i wyłapuję sytuacje kiedy czuję że coś jest nie tak. Zamiast jednak koncentrować się na tym co takiego jest nie tak, zadaję sobie pytanie:
"Czego chcę?" 
Nieracjonalna taktyka, prawda? A jednak najlepsza, bo natychmiast naprowadza na właściwą ścieżkę. 

Wyobraź sobie że idziesz ścieżką przez błotniste pole. Póki idziesz suchą i twardą ścieżką wszystko jest ok. Jeżeli się jednak zagapisz i z niej zejdziesz, trafiasz w błoto i chaszcze - już nie tak fajnie. Większość ludzi w takiej sytuacji koncentruje swoją uwagę na błocie i chaszczach - jakie to brudne i czepliwe, fuj! Patrzą dookoła i co widzą? Jeszcze więcej błota i chaszczy!

Jeśli jednak skoncentrujesz się na tym że chcesz iść suchą, wygodną ścieżką, twój wzrok skieruje się gdzie? W stronę ścieżki - i natychmiast dostrzeżesz jakie kroki musisz przedsięwziąć żeby z powrotem na nią trafić. Tada!

Twoje odczucia są wskaźnikiem czy jesteś na swojej ścieżce czy z niej zboczyłeś w błoto i chaszcze.
Wykorzystaj je i działaj natychmiast, póki ścieżka jest wciąż w polu widzenia i łatwo na nią wrócić!


Ktoś kto wiele razy chodził ścieżkami po błotnistych polach zada nieuniknione pytanie: "No dobrze, a co jeśli idąc ścieżką stanę przed błotnistym bajorem w którym ścieżka niknie i wyłania się gdzieś dalej? Jeśli pójdę przez bajoro zmoczę się i ubłocę. Jeśli pójdę jego brzegami dalej się ubłocę i będę się musiał przedzierać przez chaszcze."

Oczywiście sporo ludzi, idąc pierwszy raz spróbuje jednego z tych dwóch sposobów i się ubłoci. Mówi się trudno i idzie się dalej.

Jednorazowe takie zdarzenie jest jeszcze do zniesienia - w końcu trafiamy z powrotem na suchą ścieżkę. Jednak kiedy to się powtarza, warto zawczasu się przygotować. Jak? Np. zakładając kalosze i podpierając się w drodze kijem. Nawet jeśli środek kałuży jest za głęboki przejdziesz bokiem bez problemu znajdując dzięki kijowi drogę wystarczająco płytką dla twoich kaloszy i podparcie w śliskich miejscach, a i chaszcze posmakują kija jeśli staną ci na drodze ;) 

I kolejne bajora nie zepsują ci już humoru bo wiesz jak je przebyć.

Tak więc powtarzające się przykrości warto przeanalizować i znaleźć strategię ich rozwiązywania bez narażania się ponownie na przykrość.


Takie strategie warto sobie zapisywać i trzymać pod ręką, żebyś za każdym razem kiedy staniesz przed podobną sytuacją, wiedział dokładnie co trzeba zrobić żeby z niej wybrnąć najmniejszym możliwym kosztem.

Dlaczego zapisywać i gromadzić? 

Dlatego że na swojej ścieżce będziesz napotykał wiele najróżniejszych przeszkód i czasem może ci się wydawać że pamiętasz jak sobie z nimi poradzić, ale jednak możesz zapomnieć jakiś istotny szczegół i np. nie używając kija wywrócić się i skąpać w bajorze. 

Dlatego że jeśli masz je zapisane nie musisz wciąż rozmyślać "a co będzie jak napotkam na bajoro" bo rozmyślania "przesłaniają" ci drogę, zagapiasz się,  i znowu schodzisz ze ścieżki i trafiasz w błoto :P

Mając instrukcję przy sobie możesz być spokojny że nie zapomnisz o takich szczegółach. Spokój umysłu pozwala ci bez wysiłku rozglądać się wokół i zauważać kolejne przeszkody zanim jeszcze do nich dojdziesz - a więc możesz nawet omijać je bez potrzeby radzenia sobie z nimi.


Życzę notatnika pełnego strategii  i słonecznej wędrówki ścieżkami obdarzonymi sercem :)

piątek, 26 października 2012

Deszcz i czekanie na przystanku

Narzekanie znajomego na czekanie w deszczowy dzień skłoniły mnie do rozmyślań na temat czekania, deszczu i czerpania radości z życia.

Wszyscy gdzieś, nie wiedzieć gdzie, gnamy. I tak przyzwyczailiśmy się do wyczekiwania na moment kiedy tam, nie wiedzieć gdzie, będziemy, że odzwyczailiśmy się czerpać radość z tutaj i teraz. 

A przecież pamiętam jak dziś jak jako dzieciak na bosaka tańczyłem z kuzynką na deszczu w kałuży. Deszcz przynosi mi wiele radosnych wspomnień, ale najbardziej lubię po prostu to że podnosi mój poziom świadomości - omijam kałuże, czuję krople na twarzy, powietrze ma smak. 

Deszcz to coś pięknego, coś czymś warto się delektować.

niedziela, 21 października 2012

Zatrzymaj się

Kiedy czujesz że chcesz coś szybko skończyć zrób na odwrót. Zatrzymaj się, zrób głęboki oddech, zakotwicz się w otoczeniu - zwróć uwagę na wszystko wokół ciebie, zwolnij. A potem spokojnie i dokładnie kontynuuj to co robiłeś, całkowicie skoncentrowany.

Skoncentrowanie się na tutaj i teraz i na tym co robisz odrywa twoją uwagę od rozważań o przyszłości i tego że chciałbyś już skończyć i robić coś innego.

czwartek, 18 października 2012

What hurts


In truth, what hurts is clinging to our vision of people around us and not accepting that they - just as we - have right to change.

In order to feel joy you have to concentrate on what you appreciate about what surrounds you.

If you're in discomfort, ask yourself "What do I want? What are positive aspects of this situation?" This simple questions deflect your thoughts from what you don't want and direct them toward what you do want.

Keep asking that questions and look for the answer every time you feel dissatisfaction and in a short while your life will take a sharp turn toward better future - for what you concentrate on is what you get.

sobota, 6 października 2012

Gra o pewność siebie

Pewność siebie wyrabiasz poprzez konfrontowanie się z rzeczami których unikasz, których się boisz albo które wydają ci się zbyt uciążliwe, niewygodne, nieciekawe więc przed nimi uciekasz chociaż wiesz że powinieneś je zrobić.

Nie chodzi o jakieś wcześniej ustalone "zadania" - chodzi o rzeczy które już są w twoim życiu. Codziennie przelatuje przez twoją głowę sporo myśli że powinieneś coś zrobić. Otóż twoim nieustającym zadaniem, wyzwaniem życiowym, grą o najwyższą stawkę, punktem honoru, niech będzie robienie tego natychmiast jak ta myśl przemknie ci przez głowę - nieważne co powinieneś zrobić - zrób to natychmiast - ta przelotna myśl jest jak nabój wprowadzany do lufy a ty masz oddać strzał natychmiast jak zauważysz że się pojawiła.

Rób tylko to co wiesz że powinieneś zrobić. Nikt ci nie musi tłumaczyć - sam dobrze wiesz, czujesz to w bebechach.

Robienie tego to wyzwanie - trzeba porzucić wszelkie wątpliwości i po prostu to zrobić, bez dywagacji, zastanawiania się a co będzie jak ci się nie uda, co sobie pomyślą inni. Po prostu weź i zrób. Kiedy to robisz bądź jak Godzilla - nie do zatrzymania. Podjąłeś decyzję o zrobieniu tego i zrobisz to choćby się paliło i waliło, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobisz. Poprawka - zrób to tak jakby to była ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu, jakby mieli cię zapamiętać właśnie ze zrobienia tej rzeczy. Zrób to najlepiej jak potrafisz i całkowicie się temu poświęć.

Jeśli siedzisz w domu i nie wiesz co zrobić, nic ci nie przychodzi do głowy, wysyp rzeczy z torby i przeglądnij. Zaraz będziesz wiedział - i sruu do roboty. Myśl - strzał. Bez zastanawiania, ociągania się. Darmowy trening przed poważniejszymi sprawami.

Z każdą zrobioną taką rzeczą będzie w tobie narastało wewnętrzne przekonanie o twojej wartości, twoje przekonanie że dasz sobie radę. To coś co przyciąga do ciebie ludzi.

wtorek, 2 października 2012

Przyjemność działania

Na blogu Joanny Boj przeczytałem wpis o tym jak wyniki badań naukowych sugerują że ciągła koncentracja na celu przeszkadza w jego osiągnięciu - dążenie do niego zmienia się w harówkę i nuży. Natomiast skupienie uwagi na odczuciach towarzyszących działaniu, znajdywanie w nich przyjemności, powoduje że osiągnięcie celu jest efektem ubocznym działań niosących nam zadowolenie. Parafrazując Biblię - jest czas na planowanie, jest czas na działanie - i jest czas na zbieranie owoców działania.

Na celu koncentruj się aby go określić i sprecyzować, ale podczas działania bądź tutaj i teraz i koncentruj się na odczuciach towarzyszących działaniu. 

Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed wielu lat. Jeszcze w czasach studenckich pewnego jesiennego dnia dnia pomyślałem że fajnie byłoby przetestować moją wytrzymałość na zimno. Postanowiłem że nie będę dostosowywać już ubioru do obniżających się temperatur tylko chodził tak ubrany jak w tej chwili (półbuty, spodnie, koszula i marynarka). Jesień tego roku wyjątkowo szybko stała się zimna i wietrzna (co dodatkowo wzmagało uczucie chłodu). Wkrótce przeklinałem ten pomysł marznąc w podmuchach lodowatego wiatru. Pewnego dnia miałem już dosyć i pchając się pod wiatr do domu stwierdziłem że to koniec, nie ma sensu się tak męczyć. Nagle tknęła mnie dziwna myśl - a co się stanie jeśli wmówię sobie że lodowaty wiatr jest przyjemny?

Wbrew logice zacząłem mówić na głos jaką rozkoszą jest odczuwać na skórze podmuchy tego „chłodnego” wiatru, jaka to przyjemność – jednocześnie rozluźniłem się, „otworzyłem” na wiatr i poruszałem tak jakbym rzeczywiście odczuwał z tego przyjemność. Po kilku minutach doznałem szoku – naprawdę czułem przyjemność, zrobiło mi się ciepło i rozkosznie. Od tego czasu lubię wiatr i preferuję chłodną pogodę.

Nie testowałem tego, ale podejrzewam że w podobny sposób można zmienić swoje odczucia do większości bodźców i czynności. Wyciskanie ciężarów, zmęczenie po treningu, sprzątanie - nawet mycie ubikacji – wszystko to może być źródłem przyjemności jeśli tak to sobie skojarzymy.

W ten sposób zarówno planowanie jak działanie i w końcu cieszenie się osiągnięciem celu mogłoby być źródłem przyjemności. Oczywiście nie ciągłym - nieprzyjemne chwile są nieuniknione, ale zadowolenie odczuwałoby się podczas całego procesu, nie tylko na zakończenie - osiągnięcie celu jest w tym wypadku wisienką na torcie.

Zastanów się, jakie działania podejmowane dla osiągnięcia twojego celu wywołują w tobie największą niechęć. Warto skojarzyć je z przyjemnością by cieszyć się nimi na każdym kroku prowadzącym do celu.