poniedziałek, 15 października 2018

Stres, poranek i decyzje

Każdy wie co to stres. A raczej każdy słyszał o stresie i wydaje mu się że wie co to takiego. Najczęściej zrównuje się go z instynktowną reakcją walcz/uciekaj w obliczu postrzeganego zagrożenia, jednak tak naprawdę jest rezultatem zaniechania tej reakcji, tj. wyboru nie robienia niczego (w sytuacji rzeczywistego zagrożenia to zastygnięcie w sparaliżowanym bezruchu). Wyzwolone reakcją hormony krążą w ciele, zakłócając jego działanie, dosłownie wyłączając na moment układ odpornościowy. Nawet zwykłe codzienne decyzje, które odkładamy na później wywołują w nas stres który kumuluje się i wywołuje tzw. zmęczenie decyzyjne - te niepodjęte decyzje są wałkowane podświadomie i zabierają nam moc obliczeniową potrzebną do podejmowania kolejnych decyzji. Dlatego zaczynanie dnia od czytania poczty internetowej albo przeglądania facebooka jest kiepskim pomysłem. Sposób zaczęcia dnia ma fenomenalne znaczenie. Wyrób rutynę wstawania zawsze o określonej godzinie - mniejsze znaczenie ma kiedy się położysz niż kiedy wstaniesz. Zjedz śniadanie bogate w proteiny i tłuszcze a ubogie w węglowodany (jajka są idealne), ułóż plan dnia a najlepiej przejrzyj i zmodyfikuj plan ułożony poprzedniego dnia - w ten sposób najważniejsze decyzje podejmiesz przy najwyższej sprawności mentalnej. Wracając do decyzji - słowo pochodzi z łaciny i oznacza odcięcie od czegoś. I tak ma się to odbywać. Decyzja to miecz - wybierasz jedną ścieżkę i odcinasz się od wszystkich innych. Jeżeli zastanawiasz się czy podjąłeś właściwą decyzję to znaczy że nie podjąłeś decyzji. To jak załadowanie naboju do rewolweru i wystrzelenie go - nie da się ponownie podjąć podjętej decyzji. Kiedy podjąłeś decyzję działaj tak jak ci na to pozwala twoja wewnętrzna siła - właśnie takie działanie ją rozwija. Kiedy się zatrzymasz albo zostaniesz zatrzymany, następuje czas podjęcia następnej decyzji. Kiedy nie podejmiesz decyzji, stresujesz się - tym bardziej im ważniejsza jest ta decyzja.

środa, 13 czerwca 2018

Droga w życiu, wybór pracy

Ktoś się mnie spytał jak szukać drogi w życiu, pracy, czegoś co go jara. W sumie pytanie dla każdego, również dla mnie. Każdy tak naprawdę wie, potrafi sobie samemu dać radę pod tym kątem, tylko nie słucha swoich rad, goni za sławą, imponowaniem innym ludziom, świecidełkami (marchewką) albo ucieka od nieprzyjemności, tego czego się boi (kija).
A moja odpowiedź?
"Usiądź sobie i zrób listę rzeczy które robiłeś w życiu - prace, eventy, dorabianie, majsterkowanie, rzeczy dla siebie, rzeczy dla innych. A potem każdą pozycję zastanów się co najbardziej w tym lubiłeś, co sprawiało ci frajdę, oraz czego najbardziej nie lubiłeś, czego nie chcesz nigdy więcej.
W rezultacie dostaniesz listę rzeczy które cię jarają i które cię gaszą. 
Zastanów się jaką pozycję w firmie najlepiej wypełni osoba z takim zestawem preferencji. Sprzedaż? Biuro? Technik? Produkcja/Research? itp. Po prostu wyobraź sobie siebie w firmie robiącego takie rzeczy. 
Teraz przeglądaj ogłoszenia o pracy i zastanawiaj się czy pozycja i opisana funkcja pasuje do tego obrazu mentalnego który sobie wyobraziłeś. Czy ta ścieżka jest tobą?
P.S. Unikaj jakiejkolwiek pracy w której miałbyś wykonywać coś czego nie cierpisz - nawet gdyby cię kusiła.
"
Powinienem sam usiąść i to zrobić bo wszelkie takie porady to tak naprawdę rady dla siebie 

środa, 7 marca 2018

Poczucie własnej wartości. Your self worth

Ludzie męczą się próbując na siłę podnieść poczucie własnej wartości - niska zamyka ci drogę do wielu rzeczy, bo po prostu uważasz że nie jesteś ich wart. Poradniki są pełne porad, które na krótko ją "napompują", ale pozostawią w twoim umyśle wątpliwości, a te w krótkim czasie spuszczą powietrze z balonu. A można to zrobić prosto i skutecznie. Jak? Kontrintuicyjnie. - Rezygnując z działań skierowanych na podniesienie własnej wartości, a wątpliwości spalając w działaniu - jakimkolwiek, beznamiętnym. Obserwuj siebie i jeśli tylko zauważysz że próbujesz podnieść swoją ważność, przestań - i rób swoje - więcej słuchając niż mówiąc. - Żądasz zainteresowania sobą? Przestań i rób swoje. - Chcesz szacunku? Przestań i rób swoje. - Udowadniasz swoją rację? Przestań i rób swoje. - Obrażasz się? Przestań i rób swoje. - Bronisz się? Przestań i rób swoje. - Usprawiedliwiasz się? Przestań i rób swoje. - Wdajesz się w konflikty? Przestań i rób swoje. - Przejawiasz pychę? Przestań i rób swoje. - Okazujesz lekceważenie? Przestań i rób swoje. - Próbujesz przewodzić dyskusji? Przestań i rób swoje. - Próbujesz poniżać innych? Przestań i rób swoje. - Podkreślasz czyjeś wady? Przestań i rób swoje. - Eksponujesz swoje zalety? Przestań i rób swoje. - itd., itp. Jeżeli stopniowo wygasisz wszystkie te próby zwiększenia swojej ważności, otoczenie nieświadomie to wyczuje - "nie broni swojej ważności bo nie trzeba, jest wysoka" - i zaczną odnosic się do ciebie w inny sposób. Z kolei wyczuje to twój umysł i w obliczu dowodów z otoczenia sam uzna swoją ważność. Kiedy sam uznasz swoją ważność, twoje otoczenie natychmiast się z tym zgodzi. I tak, rezygnując, otrzymasz. Przy okazji olbrzymie ilości energii jakie marnujemy na co dzień na podnoszenie swojej ważności gdzieś muszą znaleźć ujście - i znajdują - robisz swoje. I osiągasz, a to dodatkowo podnosi twoją pewność siebie ;) I find that the biggest amount of energy is wasted on putting a facade, defending your feeling of worthiness. "How would people react to that? What they will think?" We are tamed from our childhood, and what people around us concentrate the most is what they perceive as wrong. "You do good a hundred times, no one will notice, you'll do bad one time, they won't stop screaming at you". As such we are concentrated on predicting what bad can happen, we await and dread its coming, and try all things to avoid it, or prepare mentally to weather it. The "amoral" people are those who don't give a flying fuck about what others think, and doing so save enormous amounts of energy, that either propels them forward or into a dumpster. The thing is, we all want to feel important, but all our efforts to impress other people misfire and cause reverse effects - precisely because we know we are not worthy and our efforts are awkward and unsure, and our surroundings feels that and deride it. But there is a very effective, though counterintuitive method for that. You need to find yourself something to strive for, and do it - slowly and meekly but surely as I wrote earlier, and stop trying to impress people. First effect is that your worries disappear when your mind is busy doing something, and second part is to employ your mind to spot all the moments when you are trying to pump up your worthiness - and when you spot it, to stop it immediately and go back to doing your project. - You demand interest in you? Stop and do your stuff. - You want respect? Stop and do your stuff. - You want to prove you're right? Stop and do your stuff. - You take offense? Stop and do your stuff. - You defend yourself? Stop and do your stuff. - You justify yourself? Stop and do your stuff. - You engage in conflicts? Stop and do your stuff. - You show pride? Stop and do your stuff. - You hold someone in disregard? Stop and do your stuff. - You try to lead the discussion? Stop and do your stuff. - Yu try to humiliate others? Stop and do your stuff. - You emphasize someone's faults? Stop and do your stuff. - You expose your virtues? Stop and do your stuff. - etc. If, systematically, you'll extinguish all those efforts to pump up your worthiness, your surrounding will subconsciously notice that - "he doesn't defend his worthiness because it is not necessary - he is worthy" - and they will treat you accordingly. In its turn the mind, noticing that people treat you with respect will assume that you are worthy. When you yourself know you are worthy, your surroundings immediately agrees with you. And so, resigning, you receive.

niedziela, 11 lutego 2018

Akceptacja siebie a rozwój - Accepting yourself and self development.

Ludzie mylą akceptację samego siebie z rezygnacją z prób zmieniania siebie - no bo jak, mówisz że akceptujesz się takim jakim jesteś a chcesz się zmieniać? wtf? Tymczasem akceptacja samego siebie to jak zaakceptowanie faktu że jest się w miejscu w którym się jest, przyjęcie tego do wiadomości i nie opieranie się temu. Nie zmienia to faktu że możesz pragnąć być gdzieś indziej, ale nie protestujesz że jesteś tu gdzie jesteś - przyjąłeś to do wiadomości, a teraz, tu gdzie jesteś i w tej chwili możesz podjąć kroki prowadzące cię w lepsze miejsce. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ale przed jego wykonaniem warto się zorientować gdzie jesteś. Akceptacja to przyjęcie. Przyjęcie do (ś)wiadomości.



People mistake accepting yourself with resignation from trying to change yourself - because what, you're saying that you accept yourself the way you are, and you want to change yourself? Wtf? But accepting yourself is like accepting the fact that you are in the place where you are, to take note and not to resist it. It doesn't change the fact that you might wish to be somewhere else, but you don't protest that you are where you are - you took notice of it, and now and here you can take steps moving you towards a better place. Every journey begins with the first step. But before taking it, it is well worth to find out where you are. Accepting means to take. To take notice.

czwartek, 22 czerwca 2017

Oświetl swoje życie zachwytem - In the light of amazement

Dostajesz to na czym się koncentrujesz. Jako dzieci mamy tendencję do koncentrowania się na zdumiewających, nadzwyczajnych rzeczach i do ciągłej zabawy w gry z życiem w tle, ale pod nadzorem dorosłych wciąż wytykających nam rzeczy które im się w nas nie podobają, zaczynamy się koncentrować na rzeczach które nie są takie jakie my/oni chcielbyśmy żeby były. Ta negatywna koncentracja zaczyna przeważać w naszym świadomym i podświadomym postrzeganiu świata, i zaczynamy żyć w świecie przykrytym mrocznym woalem niezadowolenia.

Rozwiązanie? Zamiast koncentrować się na tym co ci się nie podoba, wyrób w sobie nawyk kierowania swojej uwagi na to co cię zdumiewa. Zrób z tego zabawę - co zdumiewającego, nadzwyczajnego, zachwycającego mogę znaleźć - w tej rzeczy którą napotkałem w tej właśnie chwili na ścieżce mojego życia. Bądź tu i teraz - zdumiony, zachwycony - zamiast wciąż być w przeszłości albo w przyszłości - niezadowolony albo znudzony i przegapiający całą zabawę i urok który cię w tej chwili otacza.


You get what you concentrate on. As children we tend to concentrate on amazing, extraordinary things and play the hell out of life, but under scrutiny of grownups who point to us things they don't like about us, we start to concentrate on things that are not like we/they would like them to be. This negative concentration starts to overwhelm our conscious and subconscious world, and we live in a world covered with dark veil of dissatisfaction.

The solution? Instead of concentrating on things you don't like, make a habit to direct your attention on things that amaze you. Make it a play - what amazing can I find - in this thing that I met on my way through life - at this very moment. Be right here, right now, amazed, Instead of being constantly in the past or in the future - dissatisfied or bored - and missing out on all the fun and amazement that surrounds you now.


poniedziałek, 25 lipca 2016

Carpe Diem

Większość ludzi wokół nas nie potrafi się skupić na tym co nas otacza, zamiast tego koncentrując się na wspomnieniach albo oczekiwaniach. Idą przez życie szukając upragnionego celu albo rozpamiętują przeszłe zdarzenia - a w międzyczasie są ślepi na to co ich otacza. Kiedy dotrą do celu odczują rozczarowanie bo nie umieją skoncentrować się na chwili obecnej - ich oczy wypatrują wciąż czegoś gdzieś indziej i nie zatrzymują się na tej szarej codzienności. Ale dlaczego ta codzienność jest szara? Bo nie koncentrujemy na niej swojej uwagi. Kiedy nauczysz się koncentrować na chwili obecnej świat tryśnie kolorami. W chwilach zagrożenia, kiedy wszystko poza chwilą obecną traci znaczenie, nagle świat staje się cudownym miejscem, tak bardzo chce się żyć jeszcze choć przez chwilę. Nie czekaj na zagrożenie życia - traktuj każdy moment jak gdyby był ostatnim momentem w twoim życiu. Zawiązuj buty jakby to była jedyna rzecz jaką zapamiętasz ze swojego życia. A idąc przez życie wybieraj ścieżki obdarzone sercem, ścieżki które mogą mieć serce. Nie patrz na to co inni mogą o tobie pomyśleć i traktuj strach jako drogowskaz pokazujący właściwy kierunek.


Most people around us can't concentrate on what surrounds us, instead fixating on memories or expectations. They go through life looking for a dream or mulling over past events - and in the meantime they are blind to their surroundings. When they will reach their target dissapointment is imminent, for they forgot how to concentrate on this very moment - their eyes search constantly for something, somewhere else and don't dwell on this bleak, transitory place they are now. But why that everyday now is bleak? Because we don't fix out attention on it. When you'll learn to concentrate on here and now, the world will explode with colors. In the moments of danger, when everything except the present moment loses its importance, suddenly worlds becomes an amazing, wonderful place, and we want so much to live just one more moent. Don't wait for the danger to experience it - treat each moment of your life as if it was the last moment in your life. Tie your shoes as if it was the only thing you will remember from your life.

And going through life choose paths with heart, paths that can have heart. Don't look at what others could think about you, and treat your fear as an indicator showing you the right direction.

poniedziałek, 23 marca 2015

Eureka! Method

If you try hard to get something, you are basically blocking your way there. The real work is done by your subconsciousness, but it cannot work on your target when you concentrate consciously on it. The most effective way of getting there is: 
1. Try hard until you feel you are not going anywhere, then 
2. Concentrate consciously on something different and immersive - take your mind completely off the target. The less you think of it, the more you basically forget about your target - the faster your subconsciousness takes you to a place where your target is in the reach of your hand, and then 
3. You have an 'eureka!' moment - you realize what you have to do in order to get what you want.

And here comes the pivotal moment - you have about 5 seconds window of opportunity, and if you don't act on the 'eureka!' you miss the target altogether - so:

DO IT!

czwartek, 19 marca 2015

WILD chasing and solving problems - the Let-Go method

WILD - Wake Induced Lucid Dreaming. You attempt to stay concious while falling asleep and will start your dream being lucid. Going to bed at night is the worst time to do WILD. Do it in the morning - wake up an hour earlier, don't turn the lights on, go to the toilet, lie back in bed and try then - your chances are considerably higher as you are already relaxed, rested and your mind is way fresher than in the evening. 

I trained WILD so that I am able to enter LD/OBE in a matter of several minutes. Really it is a matter of perfecting technique. Once you learn it you can do it even when going to bed at night. My usual routine is - I lie on my back, relax my body (Jacobson method, from face to feet), then lie still and stay aware of my body - I feel my body lying on the bed. My relaxation deepens, I lie still, unmoving even if there appear an urge to turn - I ignore it, concentrate on feeling my body, my breathing - then appear first hypnagogia - I hear people talking, noises close and far, see shapes and entire scenes, see the ceiling through my closed eyes. All that time I am aware of my body lying on the bed. The hypnagogia intensify, but I am not reacting to them, just lie still and feel my body. At some point I feel that I am no longer in my bed, that I'm moving. Then I look at my hands (Castaneda technique) - and BAM! - I am usually outside my building, hanging in the air.

That's all there is in it to me now, but it didn't started so easy. First time I tried I was doing it for hours until I made it - I was literally wasted from all that effort of relaxing (I relaxed until I lost feeling of my body - I felt as if my body disappeared I figured out that I can rotate to exit the body, but instead I flexed muscles and got back on my bed at starting point. I was exosted, said to myself, that's enough, I'm done - I gave up, turned on my side, curled into fetal position and started to fall asleep when suddenly I heard loud BANG! and was shot bodily into a dark tunnel. I followed it toward little point of light which was getting larger, until I got out of tunnel through it - I found myself flying out of a train tunnel, above tracks, under high voltage lines of traction. I managed to somehow pass between the lines and I soared above, into beautiful world. I noticed that the tunnel I've flown out of was a section of bridge over train track in the center of my city. I saw buildings from above, people, trees - and every single thing shone as if it was lit from within. I felt wonderful freedom and elation but after a moment I found myself back in my bed.

I found that if you want to get something the best method is as follow: First you decide your tactic, then you do all you can and more to get there using your chosen tactic. You keep on working and if you get it, that's it If you don't get it, then after some time, exosted, you stop and "give up". What I do then is I do something else, unconnected to the thing I wanted to get, something that completely absorbs my conscious mind. This way I throw the first thing out of my conscious mind and my subconscious mind is free to work on his own. This speeds things considerably and in short time later - usually several minutes - I have an "Eureca" moment - I know exactly what I should do. So I stop the distraction and come back to getting something - this time using this new tactic. And 9 times of 10 I get it.

This pattern of - trying hard -> letting go -> eureca -> getting it - I traveled through so many times it seems obvious and easy to me now.

The trying hard part is there to let your subconscious know that you want something. Then you let go and allow your subconscious to lead you to the place where all you have to do is to grab it. The time between the two varies, but it is faster if you totally forget about what you tried to do - you give your consciousness something to do so it lets go of the steering wheel and subconsciousness can take over and drive you there.

In the process of learning to get WILD, my relaxation time shortened with practice from an hour to half an hour, a quarter of an hour, to several minutes now. Relaxing is active and is my "trying hard", then I "let go" and am passive, finally I have an 'eureca' moment when I find that I am out of body.

My favourite method of problem solving is similar - I try as hard as I can to solve the problem, and when I can't think of nothing else I give up, take an encyclopaedia from my bookcase, open it in a random place and start reading one definition after another, trying hard to imagine, visualize, understand the things described by the definition I read. Concentration on encyclopaedia allows me to take my conscious mind away from the problem, so that the subconscious mind can take over. By the way, I learn a lot of random interesting stuff . Usually after several minutes of this I have a sudden 'eureca!' moment and have the solution to my problem - I put the encyclopaedia back and start solving the problem again using the insight I got. 
,

Lucid Living

Instead of constantly evaluating, thinking about what is happening, what happened, what can or will happen to you, try to be lucid in your waking life.

When walking, feel your feet touching the ground, your legs flexing and moving your body - become one with the experience. Try not to intelectualize it, naming it, describing what is happening to you. Instead try to feel it to the maximum possible extent - feel sensations inside of your body, feel the interaction of your body with the environment, feel your breathing, your clothes touching your skin, movements of air, sun rays heating your body, cold, warmth or hotness of your surroundings, feeling of moist or dryness of your skin - all that at once. Add to it noticing of everything that you perceive around you. Don't try to concentrate on anything - just notice everything that surrounds you - the path you are walking on, grass and street on the sides, people and vehicles passing by, trees and posts, animals, insects, sky and clouds, wind, sun, rain, snow, voices and sounds, smells. Be fully immersed in reality that surrounds you and you being part of that reality.

This is single most important exercise you can do everyday. If you do it properly, your mind is so overwhelmed by the multitude of signals to process that it stops.

Normally there is a little voice which describes to you everything that surrounds you, giving you names for everything, and each time the name creates a mental substitute which hides from your sight the real object before you, replacing it with a mental construct. This mental constructs surround you totally, so that you live in a cocoon of mental imagery and are oblivious to your surroundings. Your thoughts create imagery on the walls of your cocoon so that often you are blinded to the surroundings, which you navigate automatically, unconsciously - so that you are often surprised waking up arriving to your destination - your program has led you there unbeknowst to you while you were daydreaming and thinking. We go through our days and our nights mostly in that hypnotic, automatic, drone-like way, waking momentarily when there are exceptions from the norm which demand our attention.

This exercise stops the voice describing the world and there is silence. This silence, when it is maintained for some time - a time that depends on a person - from mere minutes to hours - dezactivates this cocoon. Suddenly the world stops, and you find yourself in reality - you awake in real life, experience Lucid Living. Through millenia this was called Enlightment, for everything that surrounds you looks as if it was made of light. We are made of light, and we all are inseparate parts of everything that surrounds us. Tat Tvam Asi - You Are This.

With practice we can learn to Stop the World on demand. And this is where magic starts, for when you are Lucid Living, you are like a man with sight living among the blind, and you can do things that seem magical to others - just because they don't know how you did them. But to you this is something normal - you just saw something and acted on it. This is called Sidhi. Some mystics travelled instantaneously, walked on water, healed by touch.

I wish all of You great Lucid Living, for when you Live Lucid, you Dream Lucid too, because as above so below, as below so above...

For we are one

wtorek, 3 marca 2015

Fake goal


Doesn't work.
Fake it until you make it - act as if you had a goal, act as if you were someone that has a goal. Somehow it becomes real.

Don't wait for the perfect goal. Go out and do imperfect one - along the way you'll learn a lot, and - very possibly - you'll find a better goal

Repeat

poniedziałek, 3 lutego 2014

Szczęśliwej drogi już czas...

Szczęście, tak jak i rozwój osobisty nie jest celem, tylko drogą do celu. 

Zacząć się to może od odczuwania dyskomfortu. Szukasz sposobu żeby ten dyskomfort usunąć, żeby czuć się dobrze. Obierasz jakąś drogę postępowania i mówisz sobie - kiedy dojdę do celu wszystko będzie cacy. 

Wielu w tym momencie popełnia błąd - wydaje im się że ważny jest ten punkt docelowy, a droga którą przebywasz to jedynie chwilowa niedogodność którą trzeba jakoś przetrzymać żeby dostać się tam gdzie chcesz. Kłopot polega na tym, że cały czas przebywając myślami w punkcie docelowym odcinasz się od otoczenia, od bycia tu i teraz. Tymczasem to tu i teraz toczy się życie, to tu i teraz jest magia i majestat. 

Kiedy dotrzesz wreszcie do swego celu, okaże się że nie czujesz się usatysfakcjonowany. Dlaczego? Przecież przebyłeś długą drogę, zasłużyłeś sobie no nie? Niestety odzwyczaiłeś się od bycia tu i teraz, i kiedy osiągnąłeś cel nie potrafisz się nim rozkoszować, bo jest on tutaj i teraz a nie gdzieś daleko, a ty nie potrafisz się skoncentrować się na tym co cię otacza, przyzwyczaiłeś się że to co cię otacza jest nudne, a ciekawe jest tylko "to co za górką". 

Wobec tego szukasz sobie następnego celu i znowu idziesz tam, ślepy na otoczenie, wyobrażając sobie że jak tam dojdziesz to będzie wspaniale. Takie zachowanie to klasyczny przykład nerwicy czyli niemożliwości skupienia się na tutaj i teraz.

Kiedy przezwyciężysz ten schemat, dalej idziesz, dalej kierujesz się do obranego celu, ale tym razem jesteś częścią drogi, każdy twój krok dostosowany jest do warunków, dostrzegasz jak zmienia się otoczenie, rozkoszujesz się słoneczkiem, wiatrem na twarzy, odgłosami przyrody, płynącymi chmurami, zmieniającym się wokół ciebie otoczeniem. Ten liść ma ząbkowany brzeg, ten kamień przecina żyłka kwarcu, z tego kwiatka odpadł jeden płatek i właśnie spada a ty jesteś tego świadkiem.

To w tej chwili, w tym magicznym momencie znajdujesz szczęście, rośnie twoja zdolność do bycia tu i teraz - rozwijasz się, radujesz się tu i teraz a nie gdzieś w przyszłości, daleko stąd.

niedziela, 2 lutego 2014

Pewność siebie

Pewność siebie wyrabiasz poprzez konfrontowanie się z rzeczami których unikasz, których się boisz albo które wydają ci się zbyt uciążliwe, niewygodne, nieciekawe więc przed nimi uciekasz chociaż wiesz że powinieneś je zrobić.

Nie chodzi o jakieś wcześniej ustalone "zadania" - chodzi o rzeczy które już są w twoim życiu. Codziennie przelatuje przez twoją głowę sporo myśli że powinieneś coś zrobić. Otóż twoim nieustającym zadaniem, wyzwaniem życiowym, grą o najwyższą stawkę, punktem honoru, niech będzie robienie tego natychmiast jak ta myśl przemknie ci przez głowę - nieważne co powinieneś zrobić - zrób to natychmiast - ta przelotna myśl jest jak nabój wprowadzany do lufy a ty masz oddać strzał natychmiast jak zauważysz że się pojawiła.

Rób tylko to co wiesz że powinieneś zrobić. Nikt ci nie musi tłumaczyć - sam dobrze wiesz, czujesz to w bebechach.

Robienie tego to wyzwanie - trzeba porzucić wszelkie wątpliwości i po prostu to zrobić, bez dywagacji, zastanawiania się a co będzie jak ci się nie uda, co sobie pomyślą inni. Po prostu weź i zrób. Kiedy to robisz bądź jak Godzilla - nie do zatrzymania. Podjąłeś decyzję o zrobieniu tego i zrobisz to choćby się paliło i waliło, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobisz. Poprawka - zrób to tak jakby to była ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu, jakby mieli cię zapamiętać właśnie ze zrobienia tej rzeczy. Zrób to najlepiej jak potrafisz i całkowicie się temu poświęć.

Jeśli siedzisz w domu i nie wiesz co zrobić, nic ci nie przychodzi do głowy, wysyp rzeczy z torby i przeglądnij. Zaraz będziesz wiedział - i sruu do roboty. Myśl - strzał. Bez zastanawiania, ociągania się. Darmowy trening przed poważniejszymi sprawami.

Pewność siebie uzyskana w jednej dziedzinie daje ci zwiększenie pewności w innych dziedzinach. To jak pompowanie balonu. I uprzedzam że zawsze kiedy robi się coś czego się wcześniej nie robiło odczuwa się niepewność - trzeba czuć strach i robić to pomimo niego.

Konfrontacja z tym czego się obawiasz, działanie pomimo obaw zawsze przynosi w końcu powiększenie ogólnej pewności siebie. Może to trochę potrwać, na pewno będzie nieprzyjemne, ale efekt jest pewny pod warunkiem że będziesz powtarzał do skutku.

Zamiast planować polegaj na swoich odczuciach - niech wahanie, obawa będą dla ciebie znakiem że "to jest to - to muszę zrobić". Nie zastanawiaj się co powinieneś zrobić - rób to co przynosi ci życie. Podążaj za tym co cię interesuje. Jeśli poczujesz niepewność, zaczniesz się wahać to właśnie jest znak że MUSISZ to zrobić, choćby nie wiem co.

Zyskuję tracąc

Po długim okresie folgowania sobie obudziłem się z otyłością (132kg), kiepskim zdrowiem i powiedziałem sobie "Dość!"
Wczoraj, po 2 tygodniach waga wskazała 125,8, czyli 6kg mniej.
Co robię? Wywaliłem ekstrahowane węglowodany z diety, unikam przetworzonej żywności, pozostała cała reszta - warzywa, owoce (słodkie z umiarem), mięso (tłuszczami się nie martwię). Przede wszystkim unikam nawet śladowych ilości pszenicy (czytałeś "Dieta bez pszenicy" Wiliama Davisa?) - pszenica wzmaga łaknienie - i to działa - nie jestem głodny, jem normalne ilości jedzenia, ale zrzucam wagę bez problemu. Żeby nie tracić mięśni i podnosić formę (pod tłuszczem jestem solidnie umięśniony) wykonuję codziennie ćwiczenia - oparłem się na książce Paula Wade "Skazany na trening" - genialna pozycja, pokazuje jak wycisnąć nie napompowane sterydami mięśnie tylko prawdziwą siłę całego ciała. Założyłem zeszyt ćwiczeń i zapisuję typ wykonywanych ćwiczeń i ilość powtórzeń. Ćwiczenia z książki są wykonywane na krawędzi możliwości (stopień trudności regulowany jest odpowiednim ułożeniem ciała - trenujesz z własną masą), więc zajmują niewiele czasu - od kilkunastu minut do pół godziny.

Zaczęło się dwa miesiące temu, kiedy wróciłem do wyrabiania nawyku codziennego porządkowania otoczenia. Każdego dnia wybieram jakiś obszar - np. szuflada, dno szafy, jakiś kąt - opróżniam go, czyszczę, segreguję rzeczy na śmieci (do kosza), rzeczy do wydania (do kartonu "WYDAĆ"), rzeczy do naprawienia (do kartonu "NAPRAWIĆ"), rzeczy które powinny być gdzie indziej (do koszyka), układam porządnie rzeczy które mają tam być, przechodzę przez mieszkanie z koszykiem i odkładam rzeczy na swoje miejsca. Zajmuje to może 15-20 minut.
Dawno temu stwierdziłem że kiedy usuwam nadmiar rzeczy z otoczenia, w jakiś dziwny sposób zrzucam wagę a także porządkuję swoje sprawy.

Skumulowałem to wszystko w poranną rutynę - wstaję o 6, prawie półtorej godziny przed wyjściem do pracy więc spokojnie mam na to czas plus na poranną toaletę i spakowanie śniadania.

Mój cel? Zrzucić 40-45 kg (waga 85-90 przy wzroście 185) plus osiągnąć wysoki poziom sprawności fizycznej (Wielka Szóstka ćwiczeń z książki - pompki, przysiady, podciągnięcia, wznosy nóg, mostek i pompki w staniu na rękach - na najtrudniejszym poziomie). O ile pierwszy cel mogę spokojnie osiągnąć w tym roku, o tyle osiągnięcie drugiego może trwać dłużej, ale nie przejmuję się tym - każde z sześciu ćwiczeń jest podzielone na 10 wariantów o wzrastającej trudności i ułożonych w przejrzysty system treningowy gdzie po opanowaniu jednego poziomu przechodzi się do następnego. Pozwala to na proste śledzenie postępów i dostosowywanie treningu do własnych możliwości. Nie ścigam się z nikim tylko podążam za rozwijającymi się możliwościami mojego ciała.

Po prawdzie żadne z tych trzech czynności (oprócz porządkowania - cholernie trudno jest mi zdecydować się na pozbycie gratów - mam naturę chomikarza) nie sprawia mi większych trudności. Czuję się jakbym trochę oszukiwał kiedy ludzie mówią "Wow! To musi być trudne!" - bo to wcale nie jest dla mnie trudne.

Dodatkowo odkryłem HabitRPG - portal internetowy na którym przekształca się wyrabianie nawyków i załatwianie rzeczy z listy To Do w grę RPG - dostajesz punkty doświadczenia i wirtualną kasę za odhaczanie zrobionych rzeczy, tracisz punkty życia jak coś zawalisz, za kasę możesz ulepszać swoje wyposażenie itd. To brzmi śmiesznie, ale przez taką gamifikację mam dodatkową motywację do odhaczania rzeczy do zrobienia i osiągania kolejnych poziomów. Jestem przez to np. bardziej wydajny w pracy.

piątek, 23 sierpnia 2013

Szczytowanie ;)

Tytuł tego wpisu to trochę dowolne tłumaczenie słowa 'peakowanie' które to określenie przyszło mi do głowy kiedy chciałem nazwać czynność jaką chcę tu opisać.

W pracy, we własnych projektach możesz tak sobie poukładać zajęcia żeby uprawiać swego rodzaju gimnastykę robienia.

Tak układaj sobie zajęcia by być lekko na granicy utraty kontroli nad tokiem spraw. Tzn najlepiej ustawić sobie ilość spraw do załatwienia żeby ze spokojem móc sobie z nimi poradzić, ale raz na dzień robić taki "peak", czyli chwilowe obciążenie, w którym obciążasz się do momentu w którym stwierdzasz że nie dajesz rady, po czym odpuszczasz.
W miarę postępów będzie się podwyższać zarówno poziom jak długość tych codziennych "prób wytrzymałościowych". W ten sposób wytrenujesz się tak że będziesz mógł spokojnie wziąć na siebie więcej - dostosuj do tego swoją rutynę, czyli podwyższ poziom stałego obciążenia i dalej praktykuj "peak'owanie" :)
Aha. Nie ma sensu obciążać się rzeczami które cię nie interesują ani nie rozwijają. Rób szybko i solidnie to co musisz, wybieraj to co ci się podoba z tego czego nie musisz. Reszta niech się odczepi.

piątek, 7 czerwca 2013

Sekret kontroli nad życiem

Znalezione obrazy dla zapytania looking for bright side of life

"Pollyanna" Eleanor H. Porter.

Książka którą każdy powinien przeczytać i zagrać w grę tytułowej bohaterki. Grę która wnosi w życie radość. Grę której nie cierpią ludzie zgorzkniali, którzy - żeby móc ją zignorować - zaliczyli ją do tzw. błędów poznawczych, czyli przylepili jej etykietkę i są zadowoleni że mogą na każdego kto w nią gra patrzeć z wyższością jako na kogoś kto popełnia błąd.

Ale tzw. efekt Pollyanny, czyli "tendencja do myślenia o rzeczach przyjemnych i poszukiwania pozytywnych aspektów/cech w każdej sytuacji/osobie przy jednoczesnym ignorowaniu aspektów przykrych lub nieprzyjemnych" został źle zdefiniowany. Bo nie chodzi o ignorowanie czy zaprzeczanie temu co nam się nie podoba - przyjmuje się to do wiadomości, a potem - pomimo tego - szuka jakiegoś powodu do cieszenia się tą sytuacją i skupia na tym uwagę.

Od dziecka nieświadomie grałem w nią, chociaż zdałem sobie z tego sprawę dopiero kiedy przeczytałem tą książkę. Od tej pory świadomie staram się w nią grać. Nie zawiodła mnie do tej pory nawet w najtrudniejszych chwilach mojego życia, bo każda sytuacja ma jak medal dwie strony - wystarczy się jedynie skoncentrować na tej która przynosi radość - a nie zdarzyło się jeszcze żebym nie znalazł jakiegoś powodu do zadowolenia - nawet wtedy, kiedy ktoś kto mi był światełkiem, zgasł nagle w biały dzień, czy kiedy po urazie fizycznym musiałem się poddać długotrwałej rekonwalescencji.

Właśnie - ktoś kogo kochałem umarł a ja się z tego cieszę. Chore, prawda? A właśnie że nie - kiedy potrafisz dostrzec coś dobrego w śmierci ukochanej osoby - dopiero wtedy czujesz że żyjesz, i nikt kto tego nie przeszedł nie ma prawa mówić ci że tak nie powinieneś na to patrzeć.

Poprzez lata grania nauczyłem się że sekret tkwi w uzyskiwaniu kontroli nad swoim życiem. Kiedy wydaje się mi że "świat bije na oślep", że nie mam kontroli nad tym co się mi przytrafia - wszystko jest do niczego, ale tylko do momentu kiedy uświadomię sobie że mam na coś wpływ - na to jak na to zareaguję. A moją - nawykową już - reakcją na to co się zdarzyło jest wyszukiwanie powodów do zadowolenia z tego zdarzenia i robienie tego co w tej sytuacji daje mi poczucie że to co się stało miało jakiś sens.

Tak, cokolwiek się stało - pomimo tego co się stało - pytam się co - dzięki temu co się stało - mogę robić żeby dalej móc nadawać sens mojemu życiu.