środa, 18 stycznia 2012

Kolejna dobra rada

Jak zwykle radzę innym to co powinienem zrobić. Jednak dzisiaj napisałem perełkę:

Nie myśl o przeszłości, sraj na przyszłość, popatrz wokół siebie tutaj i teraz, pokontempluj sobie (tylko się nie opluj :) ) i jak zauważysz że coś trzeba zrobić, zrób to - klapki na oczy, kichaj na wszystko póki tej jednej rzeczy nie zrobisz.

Potem znowu usiądź i kontempluj i zrób pierwszą rzecz jaką zauważysz że trzeba zrobić
Potem
(...)

A potem do łóżeczka :)

Po kilku dniach zauważysz że coraz dłużej siedzisz i kontemplujesz.
Wtedy pomyśl gdzie chciałabyś być gdyby kasa, otoczenie, w ogóle nic cię nie ograniczało i pokontempluj to.
I zrób pierwszą rzecz jaką zauważysz że musisz zrobić.
(...)
Genialne w swojej prostocie. I genialne dla mnie - zawalonego po sufit rzeczami do zrobienia.

Za chwilę wychodzę więc zrobię jedną czy dwie rzeczy, ale od jutra wprowadzam tę strategię w życie.

piątek, 11 listopada 2011

Cóż, nawet Ogame nie było w stanie zmobilizować mnie do regularnego pisania choć mnie ostatnio non stop zajmuje. W zasadzie nie ma się co dziwić - jak w tym dowcipem ze sprzedawcą hot dogów - "change must come from within"...

Nie mam co liczyć na to że jakiś zewnętrzny bodziec spowoduje jakieś moje regularne działanie - musi ono wyjść z mojego wnętrza, to musi być moja decyzja...

Co do Ogame zbudowałem flotkę do próby księżycowej i nagle przestali mnie atakować :) Myślę że działało wcześniej rozumowanie "Poślę, najwyżej mi zwieje i spalę tylko deuter, ale może go zaskoczę i go ograbię" - i oczywiście w większości wypadków spotykał ich zawód. Jednak teraz na widok gotowej flotki księżycowej wygląda ono prawdopodobnie tak: "Jak wyślę flotkę i on zwieje jak zwykle to mogę mu zrobić księżyc. Eee, niech szuka innego naiwnego".

Najśmieszniejsze że już dwa razy zaspałem i byłem skanowany a potem przez wiele godzin nie byłem przed komputerem. Mimo tego nie byłem atakowany :)

Lepsze od bunkra :)

Mogę co najwyżej podnieść stawkę - składować na planecie miliony surowców żeby ich chciwość przezwyciężyła obawę że nic nie zyskają a jeszcze mi pomogą.

Mógłbym jeszcze zbudować bunkier i umówić się z kimś na wzajemny atak i rozbicie na sobie flot księżycowych. Być może tak zrobię, ale dopiero jak pierwszy sposób nie zadziała - bunkry nie są rozwiązaniem na starym uni gdzie jak ktoś będzie chciał to najedzie każdy bunkier jaki postawię...

Pójdę na kompromis. Zacznę zbierać na fabrykę nanitów 2 - to są miliony surowców, jeśli ją zacznę budować to będę zbierać na jakieś badanie - np. technologię komputerową albo jakiś napęd - ale jak fabryka nanitów się zbuduje to zacznę budować bunkier z min. 50 wyrzutniami plazmy. Za taką osłoną mogę spokojnie latać nawet optymalnymi flotami na ekspedycje nie bojąc się ataku z falangi. Oczywiście główna flota to co innego, ale będę ją po prostu puszczał na długie bezpieczne loty.

środa, 2 listopada 2011

Odbudowa przed rozbudową

Skasowanie floty unaoczniło mi jak bardzo potrzebuję księżyca. Uni1 to prastary wszechświat i niemal każdy gracz i jego pies ma tutaj księżyc z falangą. Na razie nie stać mnie na próby moonowe, ale będę musiał szybko je przeprowadzać - najprawdopodobniej z użyciem odliczonej ilości lekkich myśliwców - najtańszego okrętu.

Do chwili obecnej opierałem się na farm(i)eniu czyli atakowaniu nieaktywnych graczy - takich którzy porzucili grę i nic już nie robią na swoich koloniach. W podglądzie galaktyki gracz który nie grał od tygodnia jest oznaczony "(i)", a ci którzy byli nieaktywni 3 tygodnie mają oznaczenie "(I)".
Jest to niezłe źródło dochodów, zwłaszcza na początku, ale zaczyna powoli nie wystarczać na szybkie przeskakiwanie sąsiadów w statystykach. Jestem za słaby żeby złomować. innych graczy. Wybór padł na ekspedycje - przetestowałem już je i mają duży potencjał - dzisiaj włączyłem Astrofizykę 9 która pozwoli mi wysyłać 3 ekspedycje naraz. Jednocześnie buduję na maksa duże transportery i ciężkie myśliwce które są najlepsze do tworzenia ekspedycji. Jedynym minusem ekspedycji jest jej duża losowość - może przywieźć z powrotem mało, średnio, dużo lub wcale surowca, może walczyć z piratami i obcymi, znaleźć opuszczone statki i je przyholować - ale może też zniknąć bez śladu po wpadnięciu w czarną dziurę.

Buduję duże transportery bo małych transporterów mam wystarczająco dużo na farm(i)enie (są szybsze więc można wypuścić więcej ataków na dzień) a potrzebuję transporterów na przewożenie surowców podczas lotów ochronnych - są pojemne i nie palą dużo. Jednocześnie nie buduję floty bojowej - przynajmniej na razie - będę kompletował ją ze statków przywiezionych z ekspedycji.

Robię szybkie postępu punktowe - dziś odrobiłem już straty punktowe związane ze złomowaniem choć flota jest mniejsza - to dlatego że były wtedy w budowie dwa solidne projekty a ja nie lubię apatii i buduję flotę i badam na potęgę. Do jutra chcę mieć nową idealną flotę do ekspedycji - gotową do lotu w momencie gdy skończy się badanie Astrofizyki 9.

Idealna flota to 96 dużych transporterów, 69 ciężkich myśliwców, bombowiec i sonda szpiegowska. Ta flota maksymalizuje punkty ekspedycji czyli zapewnia maksymalny potencjał dużych znalezisk, zapewnia odpowiednią ładowność, pozwala na znalezienie wszystkich możliwych do znalezienia typów okrętów - a jednocześnie minimalizuje koszt, oraz straty w przypadku napotkania na piratów czy obcych.


wtorek, 1 listopada 2011

Kop w tyłek

Dzisiaj dostałem od brata OPR że nie wpisuję nic na blogu mimo że się zobowiązałem.

Jak już napisałem, pochłania mnie Ogame - stwierdziłem więc że mogę codziennie opisywać moje postępy (i cofki) w tej grze.

Na początek opiszę tę grę tym którzy o niej nic nie wiedzą.

Ogame to tzw. Massive Multiplayer Online Strategic Game (MMOSG) czyli internetowa gra strategiczna w której bierze udział bardzo dużo graczy. Żeby w nią grać wystarczy mieć komputer z dostępem do internetu - grę obsługuje się za pomocą przeglądarki internetowej za pomocą której loguje się na stronie startowej www.ogame.pl - strategia biegnie w czasie rzeczywistym gdzieś na serwerze a ty możesz za pośrednictwem przeglądarki internetowej wydawać polecenia.

W grze wcielasz się w rolę władcy gwiezdnego imperium. Do wyboru jest w tej chwili 78 wszechświatów, w każdym jest 9 galaktyk, w każdej galaktyce 450 układów a w każdym układzie do 15 planet. Zaczynasz bardzo skromnie - na planecie matce z pewną ilością surowców i możesz zacząć budować (dosłownie) swoje imperium - stawiasz kopalnie i zasilające je elektrownie, budujesz magazyny na surowce, laboratoria w których badasz nowe technologie i stocznie w których budujesz statki kosmiczne. Wszystkie czynności trwają jakiś czas - od minut do wielu dni. Jeżeli chcesz coś w tej grze osiągnąć przygotuj się do wielu miesięcy grania. Pięć lat temu, po roku gry skończyłem ją jako dość potężny władca z wieloma planetami, czterema księżycami połączonymi gwiezdnymi wrotami które pozwalają przelecieć w sekundę nawet do innej galaktyki.

Teraz masochistycznie wystartowałem w uniwersum 1, czyli tym od którego gra zaczęła się 8 lat temu. Początkujący gracz w porównaniu do najlepszego jest w nim podobny do roztocza pod paznokciem słonia. Podczas gdy ty zaczynasz latać paroma myśliwcami on może wysłać setkę gwiazd śmierci. W założeniu sytuacja taka miała bardzo zaabsorbować moją uwagę. Mission accomplished.

Dzisiaj kiedy poszedłem na cmentarz wysłałem moją flotę w przestrzeń żeby nie czekała jak na patelni aż ktoś ją zniszczy. Niestety wybrałem sposób wysyłki który jest do namierzenia za pomocą tzw. falangi - stacji namiernikowej na księżycu - która może namierzyć taką flotę i pomóc w dokładnym ustawieniu ataku tak abyś nie miał czasu uciec tą flotą po wylądowaniu. Wróciłem 17 minut przed wylądowaniem floty - sekundę po nim dolatywał atak wysłany przez innego gracza więc nie miałem już czasu na ponowne wysłanie jej gdzie indziej. Na szczęście miałem jeszcze inne statki na planecie i mogłem odlecieć nimi z surowcami więc nie straciłem wszystkich statków. Flotę zniszczyło 1000 pancerników, co można przyrównać do zabicia muchy packą - nie masz szans o ile nie unikniesz ciosu a tego ciosu uniknąć się nie dało.

To już chyba piąte złomowanie, rekordowe na razie co do rozmiaru - szczątków po mojej flocie było tyle że miałem 17% szansy na powstanie z nich księżyca (maksymalnie można mieć 20% szansy). Niestety nie powstał. Gdybym wysłał flotę z księżyca falanga nie mogłaby jej namierzyć czyli jego zdobycie jest dla mnie dość ważne.

Wkurzyłem się na tego gracza ale że uczestniczę w eksperymencie pozytywnego myślenia stwierdziłem że daje mi to świetną motywację żeby mu pokazać gdzie raki zimują. Ten gracz ma prawie 18 razy więcej punktów ode mnie - jeśli będę podwajał swoje punkty co miesiąc to po pięciu miesiącach go przegonię. W chwili obecnej podwajam punkty co dwa tygodnie więc jeśli utrzymam tempo mam szansę go przegonić za 2,5 miesiąca.

W chwili obecnej mam 65.860 pkt - moim pierwszym celem pośrednim jest mieć 131.720 lub więcej punktów za dwa tygodnie, czyli 15 listopada.

wtorek, 25 października 2011

I od początku poślizg - spowodowany oczywiście tym że nie zaplanowałem pisania artykułu do bloga, nie włączyłem go do planu dnia.

Po prawdzie w ogóle nie miałem planu dnia poza pracą...

Mój czas pochłania internetowa gra Ogame do której wróciłem po 5 latach. Praktycznie przyrosłem do monitora. W zamierzeniu miała zaabsorbować mnie, odciągnąć moją uwagę. Zastanawiam się czy nie zrobiła tego aż za dobrze...

Jak zwykle udzielam na internecie wspaniałych rad, które najlepiej byłoby gdybym zastosował w moim życiu. Zacytuję:

Niwelowanie to tłumienie, czyli wydatkowanie energii, czyli jej strata (przy okazji się "wypalasz" kiedy emocje w tobie walczą).

Mówię o uświadomieniu sobie emocji, ogarnięciu jej jak gdyby wewnętrznym wzrokiem - jak chmury pędzonej wiatrem, bez próby stłamszenia jej - jedynie powstrzymanie się od działania pod jej wpływem - takie pasywne, bierne przyglądanie się tej emocji, rozpoznanie że jest ona od ciebie oddzielna, że nie jest częścią ciebie. Niedokarmiana działaniem emocja niknie, przelatuje, rozwiewa się w nicość tak jak chmura. Kiedy przeleci dostrzeżesz to co ci przesłaniała - twój prawdziwy cel. I nie będąc osłabiona walką z chmurą będziesz mogła podążyć w jego kierunku.

Ludzie obserwując tych którym się to udaje dziwią się skąd biorą oni siły na pokonanie przeciwności. Tymczasem ta siła jest w nas cały czas, tylko kiedy nie wydatkujesz jej na walkę z emocjami możesz ją użyć...

Możesz wybierać opcję nierobienia niczego ważnego jeśli czujesz się komfortowo z nie osiąganiem niczego ważnego...

Pytanie - co jest ważne?
Odpowiedź - usiądź cicho, rozluźnij się, wycisz wewnętrznie, poczuj swój oddech, odczucia twojego ciała - bądź świadoma swego ciała i impulsów dochodzących z otoczenia. Nie reaguj na nie - po prostu je obserwuj tak jak opisałem radzenie sobie z emocjami. W pewnym momencie, sama nie wiedząc kiedy i jak, zobaczysz co powinnaś zrobić. Wstań i zrób to natychmiast.

Za każdym razem kiedy czujesz się zagubiona, kiedy nie wiesz po co robisz to co robisz zastosuj tą technikę.
Wpisuję do planu na jutro pozycję "napisać posta na blogu".

niedziela, 23 października 2011

Wynurzenie

Na długi czas ten blog zniknął z mojego radaru, po prostu o nim nie pamiętałem. Zaprzestałem również ćwiczeń oraz kuracji octowej poza sporadycznymi sytuacjami gdzie pojedynczą szklanką wody z octem zbijałem ucisk w okolicach woreczka żółciowego - w sumie nie więcej niż 5-7 razy.

Można powiedzieć że zasnąłem na szlaku. Obudziła mnie niespodziewana śmierć bliskiej osoby - uświadomiłem sobie że mój czas na tej ziemi skraca się, nie wydłuża i że marnuję go nie rozwijając się.

Jednym z głównych negatywnych cech mojego charakteru jest słomiany zapał - pomimo zdumiewających początkowych postępów trudno jest mi utrzymać zainteresowanie tematem w miarę jak początkowo duże przyrosty zmniejszają się - innymi słowy rezygnuję kiedy trafiam na mur. Pomyślałem że sposobem na to może być wyrobienie nawyku regularnego działania w jednej dziedzinie - nawyki mają to do siebie że zakorzenione rozrastają się na inne obszary więc mam nadzieję że będzie to tylko "beginning of a beautiful friendship!" jak powiedział pewien francuski policjant...

Jaki to nawyk? Chcę codziennie pisać jednego posta na tym blogu :)
Życzcie mi wytrwałości!

niedziela, 28 listopada 2010

Nadzór nad kształtowaniem nawyku

Przedwczoraj nie wykonywałem rytuału - a robię go codziennie 21 powtórzeń. Nie jest to koniec świata, przeanalizowałem sytuację, skorygowałem kurs i znowu regularnie ćwiczę.

Co się stało? Nie chciało mi się rano wstawać więc sobie mówiłem "zrobię to po południu". A po południu niewygodnie, jak się zje to wygibasy przewracają w żołądku, człowiek zmęczony i mu się nie chce, itp. itd. W efekcie musiałem się siłą woli przymuszać do ćwiczeń przed samym snem.

Zdecydowałem że, nie ważne co, będę wykonywać ćwiczenia zaraz po wstaniu z łóżka, przed pójściem do pracy a w weekend przed śniadaniem. Ma to dodatkowy plus bo jak idę do pracy jest mi ciepło i nie odczuwam chłodu (wczoraj spadł pierwszy śnieg w tym roku) :)

Jeżeli chodzi o kurację octową, również miała w tym samym czasie wahnięcie i przegapiłem kilka szklaneczek soku z octem, ale nie było dnia w którym bym chociaż jednej nie wypił. Wystarczyło skierowanie uwagi i już nie żadnej przegapiam. Kamienie mi nie przeszkadzają - od czasu kiedy zacząłem pić ocet tylko raz czułem lekki ucisk w okolicy woreczka żółciowego. Żadnej kolki, bólu, nic. Załatwię wizytę kontrolną i sprawdzę co się dzieje z kamieniem. Kto wie, może się zmniejszył - a jeżeli nie to i tak uważam sytuację za dobrą.

sobota, 6 listopada 2010

Życie świadome celu

Duże wrażenie zrobiła na mnie przemowa Ricka Warrena na TED Talks o życiu celowym. Rick Warren to autor superbestsellera "Życie świadome celu".

Konkretnie chodzi mi o zestawienie dwóch idei - po pierwsze jakości życia nie mierzy się materialnymi osiągnięciami tylko twoim wpływem na innych ludzi - jeżeli wywarłeś pozytywny wpływ na życie innych, twoje życie było dobre. Po drugie, człowiek przychodzi na ten świat z pewnymi talentami, dziedzinami w których ma wrodzone zdolności. Ostatecznie - miarą jego spełnienia w życiu jest to, w jakim stopniu używa swoich talentów by pozytywnie wpłynąć na życie innych ludzi.

Oto pytanie - jakie są moje wrodzone zdolności, talenty z jakimi przyszedłem na ten świat - i co z nimi robię by pozytywnie wpłynąć na życie innych ludzi, by zmienić ten świat na odrobinę lepszy?

piątek, 5 listopada 2010

Elena Filatowa

Na stronie Ukrainki Eleny Filatowej trafiłem na świetne opisy Czernobyla, walk o Kijów i pozostałości po nich oraz kilka których jeszcze nie przeczytałem ale najprawdopodobniej także pochłonę. Po prostu niesamowite, czadowe wyprawy w nieznany świat. Opis Czernobyla został nawet przetłumaczony na język polski.

Nie zdobyłem się jeszcze na przeczytanie wspomnień z łagrów...

Tak więc to mi zjadło złotą godzinę, ale nie żałuję - polecam :)

wtorek, 2 listopada 2010

Transerfing Rzeczywistości

Surfując po sieci natrafiłem na entuzjastyczne opinie o cyklu książek "Transerfing rzeczywistości" które napisał Vadim Zeland (książki, nie opinie :P ). Po przeczytaniu kilku fragmentów stwierdziłem że muszę je mieć.

To co przeczytałem o wykorzystujących ludzi konstruktach energetyczno-informacyjnych świetnie uzupełnia mój, wyniesiony z książek Pirsiga obraz świata jako piramidy gdzie kolejne poziomy stanowią agregacje prostszych elementów z niższych poziomów. Ten statyczny do tej pory obraz nagle ożył w moim umyśle dzięki tym nowym ideom Zelanda i dlatego zamówiłem już pierwsze cztery tomy. Nie mogę się już doczekać aż je przeczytam, a na razie studiuję oficjalną polską stronę transerfingu.

Dzisiaj rano wykonałem 11 powtórzeń rytuałów - za 5 dni dojdę do docelowych 21 powtórzeń. Nie tryskam energią, ale wcześniejsze znużenie minęło.

Mój ocet jabłkowy jest na wykończeniu - zacząłem z połową butelki 0,5L jaką znalazłem w domu - kupiłem dziś za 8zł butelkę 0,75L więc mam spokój na najbliższy miesiąc z hakiem. Gorzej z sokiem - wypatruję promocji - kupiłem za 7zł paczkę z trzema litrowymi sokami Tymbarku - wychodzi 2,33 za litr. Trzy litrowe soki wystarczą mi na 4 dni, więc wychodzi 1,75 na dzień, czyli ponad 50zł na miesiąc. W razie czego mogę rozcieńczać wodą albo po prostu pić z wodą - ocet jabłkowy jest dla mnie ok. w smaku.

poniedziałek, 1 listopada 2010

"Eye of Revelation" - Peter Kelder, część 1

Dawno temu przekonałem się, że najszybszym sposobem nauki jest własne działanie, w myśl powiedzenia:
Usłyszysz - zapomnisz,
Opowiesz - zapamiętasz,
Zrobisz - zrozumiesz.
Dlatego opiszę tutaj sukcesywnie, własnymi słowami książkę Petera Keldera "Eye of Revelation":

Kelder przypadkowo spotyka pułkownika Bradforda (nieprawdziwe nazwisko), starego dżentelmena mającego ponad 65 lat, łysego, chudego, zgarbionego, poszarzałego, ciężko opierającego się na lasce i kulejącego podczas chodzenia. Bradford, emerytowany oficer, służył w służbach dyplomatycznych Korony Brytyjskiej i zwiedził prawie wszystkie zakątki globu. Kelder z zainteresowaniem słucha opowieści o jego przygodach, szybko się zaprzyjaźniają i spędzają wiele wieczorów na dyskusjach. Przy jednej z takich okazji Kelder wyczuwa że Bradford chciałby mu coś powiedzieć i z trudem wydobywa z niego opowieść o tym że, stacjonując kiedyś w Indiach słyszał opowieści że grupa tybetańskich Lamów odkryła "Źródło Młodości" - starzy ludzie w tajemniczy sposób odzyskiwali zdrowie, siłę, wigor i jurność wkrótce po przybyciu do tajemniczego klasztoru lamów. Stary Bradford pragnie odnaleźć ten klasztor i odzyskać zdrowie i siły. Kelder wierzy w istnienie tego klasztoru, ale ostatecznie nie jedzie z pułkownikiem.

Po czterech latach Bradford wraca do Stanów. Kiedy spotyka się z Kelderem, ten go początkowo nie poznaje - stoi przed nim wysoki, wyprostowany mężczyzna w kwiecie wieku, o różowej karnacji, bez śladu siwizny w odrosłych włosach. Pułkownik opowiada rozemocjonowanemu Kelderowi jak odnalazł klasztor i odzyskał zdrowie i młodość stosując pięć ćwiczeń fizycznych nazywanych przez lamów rytuałami.

W ciele człowieka jest siedem czakr, wirów energii które u zdrowego człowieka wirują z wielką prędkością, a ich spowolnienie równoznaczne jest ze starością. Pierwszy z nich mieści się w czole, drugi z tyłu głowy, trzeci u podstawy gardła, czwarty po prawej stronie ciała nad linią pasa, piąty w centrum płciowym, szósty i siódmy w kolanach. Te wirujące centra aktywności u zdrowego człowieka wychodzą poza obręb fizycznego ciała, ale u starego, słabego, schorowanego człowieka z ledwością sięgają powierzchni ciała, poza centrami w kolanach. Najszybszym sposobem odzyskania zdrowia, młodości i żywotności jest ponowne wprawienie ich wszystkich w szybki ruch wirowy o tej samej prędkości. Temu właśnie służy pięć rytuałów które nie są wcale ćwiczeniami fizycznymi a praktykami duchowymi.

Dalej następuje opis kolejnych rytuałów który podam w późniejszym wpisie :)

Eye of Revelation

Przeczytałem rano książkę Keldera - ach, ten entuzjazm sprzed 70 lat :)

Jak z większością naturalnych metod uzdrawiania na efekty czeka się miesiącami. Z oceną skuteczności poczekam na własne efekty, ale jeżeli choć 1/10 tego co napisano na ten temat się sprawdzi to warto się trochę spocić. Tak, zaskakujące bo ćwiczenia nie wymagają wielkiego wysiłku a jednak się solidnie napocę i nadyszę. Komentarz co do poziomu mojej sprawności fizycznej :/

Jutro:

5 Rytuałów: 9 powtórzeń
Złota Godzina: przeczytam Keldera jeszcze raz - tym razem robiąc notatki.
Plan dnia: czystki w moim pokoju

niedziela, 31 października 2010

Ciemno wszędzie

Obudziłem się w środku nocy, więc skomentuję miniony dzień. Plan wykonałem częściowo, tzn. 5 powtórzeń tak, plan dnia nie. Wydaje mi się że to dlatego że nie włączyłem budzika - obudziłem się ok 8.30 a potem dom ożył i miałem inne rzeczy do roboty. Nie czytałem również podczas złotej godziny więc nawyk dostał w plecy.

Coś zrobiłem więc jest dobrze :)
Zwłaszcza że były to tybetańskie rytuały więc na pewno wyszło mi na zdrowie.

Następną razą nastawię budzik i przygotuję od razu coś do czytania.
Jako że właśnie teraz jest następna raza to właśnie włączyłem budzik i przygotowałem pdf z książką "The Eye of Revelation" Petera Keldera - jak zgłębiać temat to od podstaw.

Ach, i jutro rano robię 7 powtórzeń :)

piątek, 29 października 2010

kolejny dzień

Udało mi się wykonać rano 5 rytuałów :)
Miałem dzisiaj więcej energii - być może dlatego...

Zapomniałem dzisiaj o ważnym dla mnie spotkaniu - nie prowadziłem od tygodnia planu dnia - potem takie są efekty :(

Plan na jutro - powtórka, ale 5 powtórzeń rytuałów, podczas złotej godziny ułożyć plan dnia.

Być tu i teraz

Czuję się coraz bardziej zmęczony. Dzisiaj po pracy wczołgałem się na łóżko i obudziłem przed 22 - akurat z energią na długi spacer. Nurtuje mnie myśl, że być może rzeczywiście ocet ma negatywny wpływ na zdrowie - przy dłuższym jego używaniu. Mogą to być również symptomy oczyszczania organizmu więc utrzymuję kurs. Podjąłem decyzję o miesięcznej próbie i tego się trzymam.

O rytuałach czytałem a jednak żadnego nie wykonałem...

Miałem interesujący sen po południu - Jako poszukujący młody człowiek żyłem w Paryżu i pewnego dnia zdałem sobie że to w co wierzyłem i co robiłem było stekiem bzdur, oprócz spotkania pewnej osoby. Próbowałem ją odnaleźć, ale wszystkie miejsca które z nią kojarzyłem zniknęły, zmieniły się. W końcu ją odnalazłem i byłem niezadowolony z tego że nie jest taka jak ją sobie wyobrażałem. Usłyszałem w odpowiedzi

- Nie jestem tą samą osobą którą kiedyś znałeś. Ty nie jesteś tą samą osobą którą ja znałem. To miasto nie jest tym miastem którym wtedy było. Próba odtworzenia dawnych zdarzeń, dawnych odczuć jest z góry skazana na niepowodzenie. Jedyne co można zrobić to w pełni objąć teraźniejszość, być całkowicie tutaj i teraz, widzieć wszystko jak gdyby pierwszy raz.

Ta wypowiedź chodzi teraz za mną jak refren piosenki...

Plan na jutro: Wykonać rano wszystkie rytuały - z 3 krotnym powtórzeniem.