piątek, 23 sierpnia 2013

Szczytowanie ;)

Tytuł tego wpisu to trochę dowolne tłumaczenie słowa 'peakowanie' które to określenie przyszło mi do głowy kiedy chciałem nazwać czynność jaką chcę tu opisać.

W pracy, we własnych projektach możesz tak sobie poukładać zajęcia żeby uprawiać swego rodzaju gimnastykę robienia.

Tak układaj sobie zajęcia by być lekko na granicy utraty kontroli nad tokiem spraw. Tzn najlepiej ustawić sobie ilość spraw do załatwienia żeby ze spokojem móc sobie z nimi poradzić, ale raz na dzień robić taki "peak", czyli chwilowe obciążenie, w którym obciążasz się do momentu w którym stwierdzasz że nie dajesz rady, po czym odpuszczasz.
W miarę postępów będzie się podwyższać zarówno poziom jak długość tych codziennych "prób wytrzymałościowych". W ten sposób wytrenujesz się tak że będziesz mógł spokojnie wziąć na siebie więcej - dostosuj do tego swoją rutynę, czyli podwyższ poziom stałego obciążenia i dalej praktykuj "peak'owanie" :)
Aha. Nie ma sensu obciążać się rzeczami które cię nie interesują ani nie rozwijają. Rób szybko i solidnie to co musisz, wybieraj to co ci się podoba z tego czego nie musisz. Reszta niech się odczepi.

piątek, 7 czerwca 2013

Sekret kontroli nad życiem

"Pollyanna" Eleanor H. Porter.

Książka którą każdy powinien przeczytać i zagrać w grę tytułowej bohaterki. Grę która wnosi w życie radość. Grę której nie cierpią ludzie zgorzkniali, którzy - żeby móc ją zignorować - zaliczyli ją do tzw. błędów poznawczych, czyli przylepili jej etykietkę i są zadowoleni że mogą na każdego kto w nią gra patrzeć z wyższością jako na kogoś kto popełnia błąd.

Ale tzw. efekt Pollyanny, czyli "tendencja do myślenia o rzeczach przyjemnych i poszukiwania pozytywnych aspektów/cech w każdej sytuacji/osobie przy jednoczesnym ignorowaniu aspektów przykrych lub nieprzyjemnych" został źle zdefiniowany. Bo nie chodzi o ignorowanie czy zaprzeczanie temu co nam się nie podoba - przyjmuje się to do wiadomości, a potem - pomimo tego - szuka jakiegoś powodu do cieszenia się tą sytuacją i skupia na tym uwagę.

Od dziecka nieświadomie grałem w nią, chociaż zdałem sobie z tego sprawę dopiero kiedy przeczytałem tą książkę. Od tej pory świadomie staram się w nią grać. Nie zawiodła mnie do tej pory nawet w najtrudniejszych chwilach mojego życia, bo każda sytuacja ma jak medal dwie strony - wystarczy się jedynie skoncentrować na tej która przynosi radość - a nie zdarzyło się jeszcze żebym nie znalazł jakiegoś powodu do zadowolenia - nawet wtedy, kiedy ktoś kto mi był światełkiem, zgasł nagle w biały dzień, czy kiedy po urazie fizycznym musiałem się poddać długotrwałej rekonwalescencji.

Właśnie - ktoś kogo kochałem umarł a ja się z tego cieszę. Chore, prawda? A właśnie że nie - kiedy potrafisz dostrzec coś dobrego w śmierci ukochanej osoby - dopiero wtedy czujesz że żyjesz, i nikt kto tego nie przeszedł nie ma prawa mówić ci że tak nie powinieneś na to patrzeć.

Poprzez lata grania nauczyłem się że sekret tkwi w uzyskiwaniu kontroli nad swoim życiem. Kiedy wydaje się mi że "świat bije na oślep", że nie mam kontroli nad tym co się mi przytrafia - wszystko jest do niczego, ale tylko do momentu kiedy uświadomię sobie że mam na coś wpływ - na to jak na to zareaguję. A moją - nawykową już - reakcją na to co się zdarzyło jest wyszukiwanie powodów do zadowolenia z tego zdarzenia i robienie tego co w tej sytuacji daje mi poczucie że to co się stało miało jakiś sens.

Tak, cokolwiek się stało - pomimo tego co się stało - pytam się co - dzięki temu co się stało - mogę robić żeby dalej móc nadawać sens mojemu życiu.

piątek, 12 kwietnia 2013

Kompas życia


Myśli to tylko myśli i aż myśli. Nie należy ich lekceważyć i nie należy przydawać im nadmiernego znaczenia.

Mamy w głowie miejsce na jedną myśl naraz, ew. kilka którymi żonglujemy, trzymając w danej chwili jedną. Brzmi skomplikowanie i niewygodnie? I takie jest. Nie mamy za bardzo jak porównać myśli w głowie, nie potrafimy ocenić czy to głupoty czy coś ważnego. Żeby to zrobić trzeba myśli wyrzucić z głowy na papier.

Weź kartkę papieru i zapisz myśli którymi żonglujesz w głowie. Od razu poczujesz ulgę bo nie będziesz musiał już nimi żonglować. Pojawią się inne myśli o różnych sprawach. Też je zapisz. Rób to aż poczujesz pustkę w głowie - nic ci nie będzie do niej przychodzić. Teraz, kiedy masz je przed sobą, zapisane na kartce, możesz je poddać analizie, ocenić i odrzucić lub przyjąć do realizacji.

Sporo z nich to po prostu śmieci i kiedy możesz spojrzeć na nie z zewnątrz widać to od razu. Rozpoznanie tego spowoduje że kiedy pojawią się znowu w twojej głowie od razu je odrzucisz.

Niektóre wyglądają na sensowne, ale jeśli wyobrazisz sobie ich realizację czujesz się w środku źle, bebechy ci mówią "nie!" Zaczynasz siebie samego przekonywać "ale słuchaj, to super sprawa - bo to, bo tamto!" Nie. Jeżeli sam siebie musisz przekonywać to te myśli nie są twoje - to obce memy które odbierają twoją energię i nawet jeśli je zrealizujesz nie przyniosą ci zadowolenia - poczujesz wtedy to co ci teraz mówią bebechy. Jeżeli możesz odrzuć je, wyślizgaj się ze zobowiązań i po prostu je odrzuć. Są jak zepsute jedzenie i zatruwają twoje życie. Jeśli wydają się ważne, świadomie obniż ich znaczenie. Rozpoznaj je jako to czym są naprawdę - nic nie znaczącymi dla ciebie śmieciami.

Nie odrzucaj nic na siłę. Rozpoznaj że coś jest śmieciem, świadomie to oceń i poczuj.

Zagłuszone przez rozplenione w głowie chwasty, znajdziesz czasem niepozorne myśli co do których zawahasz się nawet czy je warto zapisać. Nie wahaj się - zapisuj wszystko! Kiedy wyobrazisz sobie ich realizację poczujesz błogość i zadowolenie. Bebechy mówią prawdę - to są twoje cele, nie cele implantowane tobie przez otoczenie. Hołub je i każdego dnia rób coś co prowadzi w kierunku ich realizacji.

Pod koniec ćwiczenia będziesz czuć błogość - odrzuciłeś śmieci i koncentrujesz się na tym co jest ważne dla twojego serca.

Powtarzaj to za każdym razem kiedy czujesz zdenerwowanie, niepokój, zdołowanie. Odrzucaj stare i nowe śmieci i koncentruj się na ścieżkach obdarzonych sercem. Po pewnym czasie nauczysz się rozpoznawać śmieciowe myśli i odrzucać je na sam ich widok, zanim poczujesz się źle.

Zrób sobie listę twoich ścieżek, myśli które sprawiają że czujesz się dobrze. Zaczynaj swój dzień od przeczytania tej listy, pozycja za pozycją, wczuwając się w to co czujesz kiedy wyobrażasz sobie ich urzeczywistnienie. Kiedy w ciągu dnia czujesz skołowanie, wyjmuj tą listę i znowu czytaj wczuwając się. To twój życiowy kompas!

środa, 2 stycznia 2013

Pomóż sobie


Po lekturze wpisu na blogu Michała Pasterskiego o tym że najlepiej pomagamy innym pomagając sobie zacząłem pisać odpowiedź która rozrosła się na tyle że stwierdziłem że zamieszczę ją tutaj.

Dostrzegamy w innych swoje wady i zalety. Dosłownie - non stop dokonujemy nieświadomej projekcji swoich cech na otoczenie. Dlatego pomaganie innym, a szczególnie dawanie im rad jest wspaniałą okazją na to by pomóc sobie.

Od dłuższego czasu bardzo chętnie radzę innym jak poradzić sobie ze swoimi problemami. Napisałem 'swoimi', bo to tak naprawdę moje problemy. I te rady natychmiast stosuję w realu. Np. wczoraj odpowiedziałem tutaj na pytanie jak poradzić sobie z bałaganem - i od razu wcieliłem to w życie, jako wspaniały nawyk do wyrobienia na początku nowego roku. Nawiasem mówiąc sam blog również założyłem z powodu takiej odpowiedzi na pytanie.

Tak więc jak najbardziej jestem za pomaganiem innym. Jesteśmy często ślepi na nasze wady. Dostrzegamy je natomiast niezwykle wyraźnie u innych.

Jeżeli spotkasz kogoś kto budzi twoją silną niechęć z jakiegoś powodu, wyobraź sobie że zapytał cię jak sobie z tym poradzić i odpowiedz mu w formie wpisu na blogu - a następnie przeczytaj ten wpis i zastanów się czy ty sam skorzystałbyś gdybyś zastosował się do tych zaleceń. Założę się że z całą pewnością.

Interakcje z ludźmi są niezwykle cenne. Dają ci okno do głębokiego wglądu w twoje słabe punkty i drzwi do zmiany siebie na lepsze. Kluczem do tych drzwi jest działanie zgodne z radami jakie dajesz innym.

EDIT: I oczywiście inni widząc twoją przemianę mają motywację by zmienić się samemu a więc jest to najlepszy sposób na pomaganie innym - poprzez własny przykład.

wtorek, 1 stycznia 2013

Ogarnij się


Często trafiam na pytania o ogarnięcie bałaganu - coś z czym również walczę na co dzień.

Wyrób sobie nawyk - codziennie, nieważne co by się działo, sprzątaj jedno miejsce w twoim pokoju - np. szufladę, półkę, dno szafy, kąt. Najlepiej zrób to jako pierwszą rzecz po powrocie do domu i zjedzeniu posiłku.

Powiedzmy że to szuflada. Wyłącz komputer, opróżnij ją, wyczyść, po czym bierz po kolei do ręki przedmioty które w niej były i segreguj je na następujące grupy:
  • śmieci: od razu do kosza
  • rzeczy do wydania: do kartonu opisanego "Rzeczy do wydania"
  • rzeczy do naprawienia: do kartonu opisanego "Rzeczy do naprawienia"
  • to co ma być w tej szufladzie: układaj w szufladzie
  • to co powinno być gdzieś indziej: wkładaj do otwartego pudełka
Nie musisz ograniczać się do jednego miejsca - możesz sprzątnąć tyle miejsc na ile będziesz miał ochotę (po sprzątnięciu jednego wpada się w rytm i idzie to bardzo łatwo), ale musisz sprzątnąć minimum jedno miejsce każdego dnia. Jak skończysz, weź pudełko i przejdź się po pokoju/domu, odkładając zabłąkane przedmioty na swoje miejsca. Na koniec wybierz miejsce które chcesz sprzątnąć następnego dnia. Zapisz je na karteczce papieru. Wychodząc rano z domu połóż ją na klawiaturze, żeby zabrać się za sprzątanie zaraz po powrocie, zanim włączysz komputer.

W weekend posegreguj rzeczy do wydania - zapakuj je osobno, opisując komu chcesz je dać, od razu daj je tym których masz blisko a resztę zaplanuj sobie do wydania w nadchodzącym tygodniu - np. "w środę zaniosę książki dla Wojtka". Również w weekend napraw tyle rzeczy ile ci się uda - odłóż je na swoje miejsca.

Jak widać, podstawą jest wdrożenie systemu "Każda rzecz ma swoje miejsce, każda rzecz jest na swoim miejscu". Trzymaj wszystkie swoje przybory do pisania w jednym miejscu, książki na półkach podzielone tematycznie, skarpetki w jednej szufladzie; koszulki, spodnie, swetry - w osobnych kupkach na półkach. Przydatne są opisane pudełka po butach jako pojemniki dodatkowo ułatwiające posegregowanie rzeczy na półce czy w szufladzie.

Kiedy możesz jednym rzutem oka zobaczyć wszystkie swoje koszulki, łatwiej jest ci ocenić czy nie jest ich za dużo - czy nie warto pozbyć się części z nich. Jeśli tak - załóż po kolei. Niewygodna? Nie podoba ci się, nie czujesz się w niej dobrze? Wydać.

Zostawiaj sobie tylko te rzeczy które z przyjemnością nosisz, z przyjemnością używasz. Jeśli masz tylko jeden - niewygodny w używaniu ale potrzebny ci przedmiot, zaplanuj co kupisz kiedy się zniszczy albo dojrzejesz do jego wymiany na lepszy.

Zostawiaj sobie tylko tyle rzeczy ile potrzebujesz. Masz pięć par nożyczek? Może wystarczą dwie? Pudło kredek? Będziesz ich używać? To wybierz po jednej z każdego koloru a resztę razem ze zbędnymi nożyczkami oddaj np. do najbliższego przedszkola - na pewno się ucieszą.

Im mniej masz rzeczy tym łatwiej jest utrzymać porządek, schować wszystko co jest  na wierzchu a nie powinno, zostawiając schludny, czysty pokój bez żadnych gratów. Tym mniej energii tracisz szukając tego co potrzebujesz - wiesz gdzie wszystko jest. Zostawiając sobie przedmioty które lubisz używać a pozbywając się bubli i klamotów bez wahania wybierasz co potrzebujesz i używasz to z przyjemnością.

Każdy przedmiot leżący na wierzchu woła do ciebie "zrób coś ze mną!" Odbiera ci cząstkę energii za każdym razem kiedy na niego spojrzysz. Dlatego na wierzchu nie zostawiaj nic poza rzeczami które powodują że czujesz się dobrze. Kartony do porządkowania chowaj do szafy na dnie i wyjmuj je tylko do porządkowania albo by zająć się ich zawartością. Porządkując swój pokój odzyskujesz energię którą traciłeś co dzień na gnębienie się tym że przygniata cię masa rzeczy z którymi powinieneś coś zrobić. A wystarczy wyrobienie nawyku codziennego sprzątnięcia kawałka pokoju żeby sukcesywnie zniknęły one z twojego pola widzenia. Najlepiej zacząć od widocznych przestrzeni - np. biurka, parapetu, podłogi - po kolei sprzątnij to co widzisz przebywając w pokoju. W ten sposób najszybciej odzyskasz energię.

Jeżeli chcesz przyspieszyć odzyskanie energii możesz zrobić (polecam) - np. w weekend - generalny porządek w pokoju, opróżniając i czyszcząc wszystkie widoczne przestrzenie, wyrzucając śmieci, zapełniając kartony rzeczami do wydania i naprawienia, by zostawić na wierzchu tylko to co wywołuje uśmiech na twarzy, a resztę upychając do szuflad i zamkniętych półek. Kiedy wszystko na wierzchu jest posprzątane możesz sukcesywnie zabrać się za codzienne sprzątanie tego co jest ukryte przed wzrokiem.

Podsumowując - jeśli chcesz trwałych zmian, przyjmij strategię i wyrób nawyk ją podtrzymujący.