Pewność siebie wyrabiasz poprzez konfrontowanie się z rzeczami których unikasz, których się boisz albo które wydają ci się zbyt uciążliwe, niewygodne, nieciekawe więc przed nimi uciekasz chociaż wiesz że powinieneś je zrobić.
Nie chodzi o jakieś wcześniej ustalone "zadania" - chodzi o rzeczy które już są w twoim życiu. Codziennie przelatuje przez twoją głowę sporo myśli że powinieneś coś zrobić. Otóż twoim nieustającym zadaniem, wyzwaniem życiowym, grą o najwyższą stawkę, punktem honoru, niech będzie robienie tego natychmiast jak ta myśl przemknie ci przez głowę - nieważne co powinieneś zrobić - zrób to natychmiast - ta przelotna myśl jest jak nabój wprowadzany do lufy a ty masz oddać strzał natychmiast jak zauważysz że się pojawiła.
Rób tylko to co wiesz że powinieneś zrobić. Nikt ci nie musi tłumaczyć - sam dobrze wiesz, czujesz to w bebechach.
Robienie tego to wyzwanie - trzeba porzucić wszelkie wątpliwości i po prostu to zrobić, bez dywagacji, zastanawiania się a co będzie jak ci się nie uda, co sobie pomyślą inni. Po prostu weź i zrób. Kiedy to robisz bądź jak Godzilla - nie do zatrzymania. Podjąłeś decyzję o zrobieniu tego i zrobisz to choćby się paliło i waliło, choćby to miała być ostatnia rzecz jaką w życiu zrobisz. Poprawka - zrób to tak jakby to była ostatnia rzecz jaką zrobisz w życiu, jakby mieli cię zapamiętać właśnie ze zrobienia tej rzeczy. Zrób to najlepiej jak potrafisz i całkowicie się temu poświęć.
Jeśli siedzisz w domu i nie wiesz co zrobić, nic ci nie przychodzi do głowy, wysyp rzeczy z torby i przeglądnij. Zaraz będziesz wiedział - i sruu do roboty. Myśl - strzał. Bez zastanawiania, ociągania się. Darmowy trening przed poważniejszymi sprawami.
Z każdą zrobioną taką rzeczą będzie w tobie narastało wewnętrzne przekonanie o twojej wartości, twoje przekonanie że dasz sobie radę. To coś co przyciąga do ciebie ludzi.
sobota, 6 października 2012
wtorek, 2 października 2012
Przyjemność działania
Na blogu Joanny Boj przeczytałem wpis o tym jak wyniki badań naukowych sugerują że ciągła koncentracja na celu przeszkadza w jego osiągnięciu - dążenie do niego zmienia się w harówkę i nuży. Natomiast skupienie uwagi na odczuciach towarzyszących działaniu, znajdywanie w nich przyjemności, powoduje że osiągnięcie celu jest efektem ubocznym działań niosących nam zadowolenie. Parafrazując Biblię - jest czas na planowanie, jest czas na działanie - i jest czas na zbieranie owoców działania.
Na celu koncentruj się aby go określić i sprecyzować, ale podczas działania bądź tutaj i teraz i koncentruj się na odczuciach towarzyszących działaniu.
Przypomniałem sobie zdarzenie sprzed wielu lat. Jeszcze w czasach studenckich pewnego jesiennego dnia dnia pomyślałem że fajnie byłoby przetestować moją wytrzymałość na zimno. Postanowiłem że nie będę dostosowywać już ubioru do obniżających się temperatur tylko chodził tak ubrany jak w tej chwili (półbuty, spodnie, koszula i marynarka). Jesień tego roku wyjątkowo szybko stała się zimna i wietrzna (co dodatkowo wzmagało uczucie chłodu). Wkrótce przeklinałem ten pomysł marznąc w podmuchach lodowatego wiatru. Pewnego dnia miałem już dosyć i pchając się pod wiatr do domu stwierdziłem że to koniec, nie ma sensu się tak męczyć. Nagle tknęła mnie dziwna myśl - a co się stanie jeśli wmówię sobie że lodowaty wiatr jest przyjemny?
Nie testowałem tego, ale podejrzewam że w podobny sposób można zmienić swoje odczucia do większości bodźców i czynności. Wyciskanie ciężarów, zmęczenie po treningu, sprzątanie - nawet mycie ubikacji – wszystko to może być źródłem przyjemności jeśli tak to sobie skojarzymy.
W ten sposób zarówno planowanie jak działanie i w końcu cieszenie się osiągnięciem celu mogłoby być źródłem przyjemności. Oczywiście nie ciągłym - nieprzyjemne chwile są nieuniknione, ale zadowolenie odczuwałoby się podczas całego procesu, nie tylko na zakończenie - osiągnięcie celu jest w tym wypadku wisienką na torcie.
Zastanów się, jakie działania podejmowane dla osiągnięcia twojego celu wywołują w tobie największą niechęć. Warto skojarzyć je z przyjemnością by cieszyć się nimi na każdym kroku prowadzącym do celu.
środa, 22 sierpnia 2012
Commitment - to ode mnie zależy.
Gdzieś, głęboko we mnie istnieje podejrzenie że przekonanie „nie mam na to wpływu” jest właśnie tylko przekonaniem – że wpływ mam na wszystko co mnie otacza, ba – jestem kreatorem mojego świata i jestem za niego całkowicie odpowiedzialny.
O wiele łatwiej jednak jest zrzucić winę na innych, na warunki itp. i odebrać sobie moc wpływania na rzeczywistość, ale jednocześnie być „zwolnionym” od odpowiedzialności za to co mnie otacza.
Aktywność w życiu zaczyna się od wzięcia za nie całkowitej odpowiedzialności. Jeżeli czegoś chcę, muszę całym sobą oddać się działaniu w kierunku osiągnięcia tego czegoś. Co ciekawe, jak zauważył już Goethe, kiedy naprawdę poświęcisz się jakiejś sprawie – nagle świat staje się twoim ukrytym sprzymierzeńcem – otwierają się przed tobą ścieżki i przydarzają takie przypadki których w żaden sposób nie mógłbyś wcześniej przewidzieć.
Ludzie uwielbiają pomagać tym którzy wytrwale dążą do realizacji marzenia. Może w ten sposób wyobrażają sobie że przybliżają się do realizacji swoich marzeń?
Jest takie angielskie słowo które to ładnie oddaje: commitment - zaangażowanie i jednocześnie zobowiązanie się do czegoś. Po polsku najbliższym temu co chcę określić jest poświęcenie, niestety jest tak przeładowane że niestety już się nie nadaje.
piątek, 3 sierpnia 2012
Medytacja
Jeśli chodzi o medytację, najlepiej nastawić się na stopniowe wydłużanie czasu pełnej świadomości bez przysłonięcia świata zasłoną myśli. Zajmij wygodną pozycję, rozluźnij się z wyprostowanym kręgosłupem. Jeśli siedzisz na krześle poczuj jego nacisk na pośladki i uda, poczuj podłogę pod stopami, oparcie za plecami. Połóż ręce na kolana, wierzchem do dołu, poczuj jak ich grzbiety dotykają nóg. Wczuj się w dotyk ubrania na twoim ciele - gdzieś uciska, gdzieś cię swędzi, gdzieś jest przyjemne. Wszystkie te sensacje obserwuj, ale nie działaj na nich - potraktuj je jak obserwator który tylko odnotowuje otoczenie i jest go cały czas świadomy. Teraz skoncentruj się na oddechu - weź wdech i poczuj jak rozszerza ci się klatka piersiowa, wypycha brzuch, powietrze wnika przez nos schładzając go, przepływa przez krtań i wlatuje do płuc, przemieszczająca się skóra pociera o ubranie. Teraz wydech - brzuch się chowa, klatka piersiowa kurczy. Staraj się odnotować każdą sensację, każde odczucie jakie jesteś w stanie sobie uświadomić. Kiedy wczujesz się we wrażenia cielesne - dotyk, temperaturę, do tych odczuć dodaj wrażenia wzrokowe i słuchowe - bądź świadomy wszystkich bodźców które docierają.
Wydaje się proste, ale haczyk tkwi w umiejętności utrzymania świadomości. Umysł usiłuje się wtrynić ze swoimi myślami w każdym momencie kiedy jakiś bodziec "odpali" skojarzenie. Ucisk może wywołać myśl o poprawieniu pozycji, pojawi się wyobrażenie ruchów wykonywanych w celu poprawienia pozycji i ułożenia ubrania - i już nie czujesz ciała - w twojej głowie odgrywa się scenka która przesłania ci świat. Wrażenia należy odnotowywać, ale zachowywać wobec nich całkowitą pasywność, brak reakcji. Czujesz ucisk? Dobrze - kolejny uświadomiony sobie bodziec do odnotowania. Pasywnie wczuwasz się w siebie i w otoczenie odczuwając i pasywnie odnotowując kolejne bodźce.
Początkowo możliwe że uda ci się utrzymać świadomość - bez odpalenia myśli i wyobrażeń na jakiś temat - przez kilka sekund. Kiedy się złapiesz na myśli wstań, przeciągnij się jak kot, głęboko odetchnij, usiądź znowu i spróbuj ponownie. Nie przejmuj się tym tylko próbuj i próbuj, stopniowo wydłużając czas milczenia umysłu.
Wprowadź to ćwiczenie jako regularny element twojego codziennego życia. Wypróbuj czy łatwiej jest ci je wykonywać rano, w ciągu dnia czy też wieczorem (a może tak ci się spodoba że będziesz je wykonywał w każdej wolnej chwili?)
Nie należy go lekceważyć - medytacja ma moc wyzwolenia z kajdanów życia codziennego. Nie należy też wykonywać go "po łebkach" - jest chwilą w której twoja świadomość jest na skupiona na najwyższym możliwym poziomie - "niebieskie migdały" są jego absolutna antytezą bo jeśli o czymś zaczniesz rozmyślać, coś sobie wyobrażać, należy natychmiast je przerwać, przeciągnąć się, odetchnąć i ponowić próbę.
Zauważ że napisałem "rozmyślać, wyobrażać" - pojedyncza myśl jest intruzem, bodźcem, który masz sobie uświadomić, odnotować, po czym pozostać pasywnym i nie dawać się złapać w małpią podróż z gałęzi na gałąź - z myśli na myśl w gąszcz skojarzeń. Po prostu uświadamiasz sobie myśl i pozostawiasz ją w spokoju, nie podążasz za nią, tylko ją odnotowujesz i dalej pasywnie obserwujesz i odczuwasz świat wokół ciebie.
Medytacja jest ścieżką która omija nasze wyobrażenia o świecie, które są tylko próbą jego opisu, a zamiast tego pozwala ci odczuć go w pełni - coś o czym zapomnieliśmy w jazgocie naszych umysłów. Jesteś w stanie zobaczyć ten prawdziwy świat tak długo jak długo potrafisz wytrzymać bez wpadnięcia w gęstwinę myśli i wyobrażeń która znów ci go zakryje.
Ścieżka obdarzona sercem
Widzę siebie jako wędrowca który idzie, podziwia widoki ale nigdzie nie zagrzewa miejsca. Dbam tylko o to by moja ścieżka współgrała z moim sercem, tak jak napisał Castaneda w Naukach Don Juana:
Każda rzecz to jedna z miliona ścieżek. Dlatego należy pamiętać, że ścieżka to tylko ścieżka - jeżeli czujesz, że nie powinieneś nią podążać, nie wolno ci na niej pozostać pod żadnym pozorem. Aby osiągnąć taką jasność rozeznania, trzeba prowadzić zdyscyplinowane życie. Dopiero wówczas przekonasz się, że wszelka ścieżka jest tylko ścieżką i że nie ma niczego uwłaczającego samemu sobie lub innym w tym, że się ją porzuca, jeśli tak nakazuje serce. Podejmując jednak decyzję o pozostaniu lub wycofaniu się ze ścieżki, powinieneś wyzbyć się strachu bądź ambicji. Oto moja przestroga: każdej ścieżce przyjrzyj się z bliska i z rozwagą. Wypróbuj ją tyle razy, ile uznasz za konieczne. Postaw pytanie, jakie zadaje jedynie sędziwy starzec. Wspomniał mi o tym mój dobroczyńca, gdy byłem młody, a krew zanadto burzyła mi się w żyłach, bym je zrozumiał. Dziś je rozumiem. Oto ono: Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem?
Wszystkie ścieżki są podobne do siebie: wiodą donikąd. Prowadzą przez gęstwinę lub wgłąb gęstwiny. Mógłbym powiedzieć, że w ciągu mego życia przemierzyłem wiele długich ścieżek, lecz nie znajduję się w żadnym określonym miejscu. Pytanie mego dobroczyńcy nabrało dla mnie sensu. Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? Jeśli tak, jest dobra, jeśli nie, nie zda się na nic. Obie prowadzą donikąd, ale jedna obdarzona jest sercem, a druga nie. Jedna pozwala odbyć radosną podróż; póki nią podążasz, stanowicie jedność. Druga sprawi, że przeklniesz swoje życie. Jedna przyda ci siły, druga cię osłabi.
Kiedy zadajesz sobie pytanie czy ścieżka którą podążasz obdarzona jest sercem wyzbądź się strachu i ambicji. Robisz to co robisz bo boisz się co się stanie jeśli tego nie będziesz robił? Robisz to bo chcesz zaimponować, udowodnić innym? To nie jest droga obdarzona sercem.
Dusza ci gra gdy robisz to co robisz? Twoje działania przynoszą ci wewnętrzną radość? Bingo!
poniedziałek, 30 lipca 2012
Wizualizacja celu
Wielu ma kłopoty z wizualizacją czysto wzrokową i wtedy pomaga to co pokazali w Sekrecie – wyobrażenie dotyku, wrażeń kinestetycznych, wiatru na twarzy związanego np. z jazdą wymarzonym kabrioletem.
Dotyk odkryłem podczas grupowej sesji prowadzonej wizualizacji, gdzie po wygodnym rozdsiadnięciu się na krzesłach, rozluźnieniu i zamknięciu oczu mieliśmy wyobrazić sobie że stoimy na łące na skraju lasu. Instruktor nawijał o trawie, kwiatkach, motylkach a ja niczego nie widziałem. Potem powiedział żebyśmy podeszli do lasu, oglądali drzewa. Dalej nic. Wtedy powiedział - dotknijcie drzewo dłonią, poczujcie korę pod palcami. I dotknąłem! Poczułem chropowatą korę sosny i wtedy ujrzałem ją przed sobą. Spojrzałem w górę i zobaczyłem koronę kołyszącą się na lekkim wietrze, dookoła były inne drzewa. Pomyślałem że skoro podziałało z drzewem to może z łąką też – cofnąłem się i dotknąłem trawę dłońmi – zobaczyłem ją, łąkę a nawet motylki
Jestem b. sprawny manualnie, złota rączka itp., więc u mnie działają dłonie. U kogoś innego może działać w ten sposób słuch, węch, temperatura, kinestezja (np. taniec). Naprawdę warto spróbować – sam byłem zdumiony bogactwem detali jakie dostrzegłem w trakcie tamtej wizualizacji, a im bogatsza wizualizacja wymarzonego celu tym większa szansa jego osiągnięcia.
Oprócz wizualizacji trzeba mieć oczy otwarte i reagować natychmiast na impulsy zrobienia czegoś które przydarzają się nam w ciągu dnia – zadzwonić do kogoś, spotkać się z kimś, kupić los, wysłać zgłoszenie do konkursu – i w nocy – zapisać natychmiast po przebudzeniu pomysł który nam się przyśnił i od razu to zrobić.
Warto dzielić dzień np. na kwadranse i każdą rzecz do zrobienia albo robić od razu, albo jak potrwa dłużej niż kwadrans podzielić na kilka mniejszych elementów – duże sprawy nas onieśmielają, łatwiej nam się zmobilizować do zrobienia czegoś małego – a jak zaczniesz to potem idzie już siłą rozpędu. Zamiast pozycji na liście rzeczy do zrobienia: – pomalować pokój napisz: – przebrać się i przygotować sprzęt do malowania, zakryć podłogę i meble folią, umyć sufit, umyć ściany, pomieszać farbę i nalać do korytka, pomalować sufit wałkiem, pomalować narożniki pędzlem, pomalować drugi raz sufit wałkiem, itd …
Już wizualizując proces malowania pokoju i pisząc taki plan możesz zorientować się że np. nie masz kija do wałka i musisz go kupić – oszczędza ci to czasu i nerwów straconych gdybyś odkrył to w trakcie malowania.
W trakcie realizacji marzeń zdarza się że doznajemy niepowodzeń. W praktyce jest to gwarantowane. Jednak są to nauki konieczne dla nas abyśmy stali się ludźmi którzy są kompatybilni z rzeczami które wymarzyliśmy. Koniecznie trzeba przeanalizować niepowodzenie, wyciągnąć z niego nauczkę i zdecydować co się zrobi „następną razą”.
W zasadzie za każdym razem kiedy coś zrobisz, osiągniesz, zadaj sobie dwa pytania:- „Co zrobiłem dobrze?”- „Co zrobiłbym inaczej?”
Nie pytaj się co zrobiłeś źle, bo w przyszłości jak sytuacja się powtórzy zrobisz to samo.
Trenowałem kiedyś ruchy Tai-Chi w świadomym śnieniu… W „Tybetańskiej Jodze snu” wyczytałem że medytowanie w świadomym śnieniu jest dziesięciokrotnie skuteczniejsze niż na jawie. Podejrzewam, że wizualizacja celu w trakcie świadomego śnienia pozwala na wybicie dziury w suficie (mam na myśli wyuczony pułap tak jak w eksperymencie z pchłami w szklance przykrytej szybką – po pewnym czasie skaczą tak by nie uderzać o „sufit” i nawet jeśli się szybkę zdejmie nie skaczą wyżej – stąd pochodzi pojęcie „szklanego sufitu”.
Poziom sukcesu człowieka zależy od pułapu na którym ma ustawiony szklany sufit. Dostaniesz od życia tyle ile spodziewasz się, oczekujesz. Oczekiwania powodują nastawienie, nastawienie filtruje otoczenie w taki sposób że dostrzegamy tylko to co współgra z nastawieniem (dla młotka wszystkie problemy wyglądają jak gwoździe).
Jeżeli nastawisz się na sukces (czyli będziesz go oczekiwać, spodziewać się), będziesz dostrzegać wokół siebie ścieżki które do niego prowadzą – musisz jedynie nimi podążać i odnajdziesz sukces.
Jeśli nastawisz się na przegraną (czyli będziesz jej oczekiwać, spodziewać się), będziesz dostrzegać wokół siebie ścieżki które do niej prowadzą – zniechęcony nie zrobisz nic – a to jest najpewniejsza ścieżka do przegranej.
czwartek, 26 lipca 2012
Trust, hope and love with all your heart
On the contrary:
Trust, hope and love with all your heart - anything less is insincere and will cost you dearly.
Anytime you feel like you love somebody too much, in fact you love her not enough - because if you'd love her with all your heart it would never occure to you.
It is when you expect reciprocation that you start getting anxious - and that is not love, for love doesn't expect anything in return. And the law of attraction gives you back what you're concentrated on - your worry that you loved her too much, that you can lose what you invested materializes and you're left alone and devastated.
But it wasn't love...
wtorek, 24 lipca 2012
Bo w życiu działa się pomimo deszczu
Najskuteczniejsi znajdują swoje pasje otwierając się na okazje, a robią to stając się nadzwyczaj dobrymi w tym co robią.
Bo tak naprawdę zazwyczaj stawiamy sprawę na głowie - czekamy aż coś nas zainteresuje żeby zacząć się tym zajmować. Tymczasem najczęściej pasja budzi się w nas kiedy robiąc coś najlepiej jak potrafimy widzimy rezultaty naszych działań. Tak - pasja budzi się do życia poprzez działanie. Mogę rozglądać się wokół spod daszku czekając aż deszcz przestanie padać, ale w ten sposób przeżyję życie jako widz - bo w życiu działa się pomimo deszczu. Trzeba zakasać rękawy i zacząć działać - i co dziwne może się okazać że deszcz jest wspaniałym doznaniem - tak jak ja kiedyś odkryłem że lodowaty wiatr może być rozkosznie ciepły.
Podstawową strategią w szukaniu pasji jest działanie - robisz coś i dopiero w działaniu przekonujesz się czy jest to twoja pasja, czy jest to ścieżka obdarzona sercem. Jeśli nie, porzucasz ją i robisz coś innego - i tak do skutku. Jedynie zakasanie rękawów i działanie może dać ci pewność że odnalazłeś pasję - lub że musisz szukać dalej. To o niebo lepsze niż stanie pod daszkiem i czekanie do zas..nej śmierci aż warunki będą doskonałe.
Bo tak naprawdę zazwyczaj stawiamy sprawę na głowie - czekamy aż coś nas zainteresuje żeby zacząć się tym zajmować. Tymczasem najczęściej pasja budzi się w nas kiedy robiąc coś najlepiej jak potrafimy widzimy rezultaty naszych działań. Tak - pasja budzi się do życia poprzez działanie. Mogę rozglądać się wokół spod daszku czekając aż deszcz przestanie padać, ale w ten sposób przeżyję życie jako widz - bo w życiu działa się pomimo deszczu. Trzeba zakasać rękawy i zacząć działać - i co dziwne może się okazać że deszcz jest wspaniałym doznaniem - tak jak ja kiedyś odkryłem że lodowaty wiatr może być rozkosznie ciepły.
Podstawową strategią w szukaniu pasji jest działanie - robisz coś i dopiero w działaniu przekonujesz się czy jest to twoja pasja, czy jest to ścieżka obdarzona sercem. Jeśli nie, porzucasz ją i robisz coś innego - i tak do skutku. Jedynie zakasanie rękawów i działanie może dać ci pewność że odnalazłeś pasję - lub że musisz szukać dalej. To o niebo lepsze niż stanie pod daszkiem i czekanie do zas..nej śmierci aż warunki będą doskonałe.
Wyrzuć to z siebie!
Często ma się poczucie że nie panuje się nad sytuacją bo ma się na głowie kilka ważnych rzeczy naraz. Aaaaa! Nie daję rady!
Rozwiązaniem które mi pomaga jest zapisanie listy rzeczy do zrobienia. Stara dobra technika GTD. Zaskakujące jak człowiek się uspokaja jak wyrzuci troski z głowy na papier. Zazwyczaj biorę kartkę i długopis, piszę "- posprzątać biurko" (bo zawsze jest wtedy zawalone :P ) i biorę rzecz po rzeczy z biurka i albo wyrzucam, albo odkładam na miejsce lub jeśli muszę coś z tym zrobić odkładam na bok i zapisuję na kartce. Jeśli podczas sprzątania przyjdzie mi do głowy że powinienem coś zrobić, dopisuję to do listy i dalej sprzątam.
Po paru minutach mam sprzątnięte biurko i listę rzeczy do zrobienia. Z zadowoleniem zaznaczam ptaszka i wykreślam falowaną linią pierwszą pozycję na liście. Teraz analizuję kolejne sprawy, wybieram najważniejszą z nich i zabieram się do niej natychmiast. Zadowolenie z posprzątania na biurku i w głowie daje mi rozpęd potrzebny do zajęcia się długo odkładaną sprawą. Robię ją tak długo aż ją załatwię. Jeśli jest tak duża że nie jestem w stanie jej dzisiaj skończyć robię to co mogę dzisiaj zrobić żeby ją załatwić.
Po załatwieniu (lub solidnym popchnięciu do przodu) najważniejszej dla mnie sprawy jestem jeszcze bardziej zadowolony i podbudowany. Teraz biorę się za najważniejszą z pozostałych spraw do załatwienia. I tak dalej. Jeśli w trakcie robienia przypomni mi się że muszę coś jeszcze zrobić dopisuję to do listy i robię dalej.
To wbrew intuicji, ale najczęściej w miarę załatwiania spraw w tej kolejności coraz bardziej wzrasta moje dobre samopoczucie i ilość energii. Nawet jeśli nie załatwię wszystkiego, to pozbędę się najcięższych problemów - tych które mi wiszą nad głową i najbardziej mnie męczą.
Warto to robić codziennie.
Rozwiązaniem które mi pomaga jest zapisanie listy rzeczy do zrobienia. Stara dobra technika GTD. Zaskakujące jak człowiek się uspokaja jak wyrzuci troski z głowy na papier. Zazwyczaj biorę kartkę i długopis, piszę "- posprzątać biurko" (bo zawsze jest wtedy zawalone :P ) i biorę rzecz po rzeczy z biurka i albo wyrzucam, albo odkładam na miejsce lub jeśli muszę coś z tym zrobić odkładam na bok i zapisuję na kartce. Jeśli podczas sprzątania przyjdzie mi do głowy że powinienem coś zrobić, dopisuję to do listy i dalej sprzątam.
Po paru minutach mam sprzątnięte biurko i listę rzeczy do zrobienia. Z zadowoleniem zaznaczam ptaszka i wykreślam falowaną linią pierwszą pozycję na liście. Teraz analizuję kolejne sprawy, wybieram najważniejszą z nich i zabieram się do niej natychmiast. Zadowolenie z posprzątania na biurku i w głowie daje mi rozpęd potrzebny do zajęcia się długo odkładaną sprawą. Robię ją tak długo aż ją załatwię. Jeśli jest tak duża że nie jestem w stanie jej dzisiaj skończyć robię to co mogę dzisiaj zrobić żeby ją załatwić.
Po załatwieniu (lub solidnym popchnięciu do przodu) najważniejszej dla mnie sprawy jestem jeszcze bardziej zadowolony i podbudowany. Teraz biorę się za najważniejszą z pozostałych spraw do załatwienia. I tak dalej. Jeśli w trakcie robienia przypomni mi się że muszę coś jeszcze zrobić dopisuję to do listy i robię dalej.
To wbrew intuicji, ale najczęściej w miarę załatwiania spraw w tej kolejności coraz bardziej wzrasta moje dobre samopoczucie i ilość energii. Nawet jeśli nie załatwię wszystkiego, to pozbędę się najcięższych problemów - tych które mi wiszą nad głową i najbardziej mnie męczą.
Warto to robić codziennie.
środa, 18 stycznia 2012
Kolejna dobra rada
Jak zwykle radzę innym to co powinienem zrobić. Jednak dzisiaj napisałem perełkę:
Nie myśl o przeszłości, sraj na przyszłość, popatrz wokół siebie tutaj i teraz, pokontempluj sobie (tylko się nie opluj :) ) i jak zauważysz że coś trzeba zrobić, zrób to - klapki na oczy, kichaj na wszystko póki tej jednej rzeczy nie zrobisz.Genialne w swojej prostocie. I genialne dla mnie - zawalonego po sufit rzeczami do zrobienia.
Potem znowu usiądź i kontempluj i zrób pierwszą rzecz jaką zauważysz że trzeba zrobić
Potem
(...)
A potem do łóżeczka :)
Po kilku dniach zauważysz że coraz dłużej siedzisz i kontemplujesz.
Wtedy pomyśl gdzie chciałabyś być gdyby kasa, otoczenie, w ogóle nic cię nie ograniczało i pokontempluj to.
I zrób pierwszą rzecz jaką zauważysz że musisz zrobić.
(...)
Za chwilę wychodzę więc zrobię jedną czy dwie rzeczy, ale od jutra wprowadzam tę strategię w życie.
piątek, 11 listopada 2011
Cóż, nawet Ogame nie było w stanie zmobilizować mnie do regularnego pisania choć mnie ostatnio non stop zajmuje. W zasadzie nie ma się co dziwić - jak w tym dowcipem ze sprzedawcą hot dogów - "change must come from within"...
Nie mam co liczyć na to że jakiś zewnętrzny bodziec spowoduje jakieś moje regularne działanie - musi ono wyjść z mojego wnętrza, to musi być moja decyzja...
Co do Ogame zbudowałem flotkę do próby księżycowej i nagle przestali mnie atakować :) Myślę że działało wcześniej rozumowanie "Poślę, najwyżej mi zwieje i spalę tylko deuter, ale może go zaskoczę i go ograbię" - i oczywiście w większości wypadków spotykał ich zawód. Jednak teraz na widok gotowej flotki księżycowej wygląda ono prawdopodobnie tak: "Jak wyślę flotkę i on zwieje jak zwykle to mogę mu zrobić księżyc. Eee, niech szuka innego naiwnego".
Najśmieszniejsze że już dwa razy zaspałem i byłem skanowany a potem przez wiele godzin nie byłem przed komputerem. Mimo tego nie byłem atakowany :)
Lepsze od bunkra :)
Mogę co najwyżej podnieść stawkę - składować na planecie miliony surowców żeby ich chciwość przezwyciężyła obawę że nic nie zyskają a jeszcze mi pomogą.
Mógłbym jeszcze zbudować bunkier i umówić się z kimś na wzajemny atak i rozbicie na sobie flot księżycowych. Być może tak zrobię, ale dopiero jak pierwszy sposób nie zadziała - bunkry nie są rozwiązaniem na starym uni gdzie jak ktoś będzie chciał to najedzie każdy bunkier jaki postawię...
Pójdę na kompromis. Zacznę zbierać na fabrykę nanitów 2 - to są miliony surowców, jeśli ją zacznę budować to będę zbierać na jakieś badanie - np. technologię komputerową albo jakiś napęd - ale jak fabryka nanitów się zbuduje to zacznę budować bunkier z min. 50 wyrzutniami plazmy. Za taką osłoną mogę spokojnie latać nawet optymalnymi flotami na ekspedycje nie bojąc się ataku z falangi. Oczywiście główna flota to co innego, ale będę ją po prostu puszczał na długie bezpieczne loty.
środa, 2 listopada 2011
Odbudowa przed rozbudową
Skasowanie floty unaoczniło mi jak bardzo potrzebuję księżyca. Uni1 to prastary wszechświat i niemal każdy gracz i jego pies ma tutaj księżyc z falangą. Na razie nie stać mnie na próby moonowe, ale będę musiał szybko je przeprowadzać - najprawdopodobniej z użyciem odliczonej ilości lekkich myśliwców - najtańszego okrętu.
Do chwili obecnej opierałem się na farm(i)eniu czyli atakowaniu nieaktywnych graczy - takich którzy porzucili grę i nic już nie robią na swoich koloniach. W podglądzie galaktyki gracz który nie grał od tygodnia jest oznaczony "(i)", a ci którzy byli nieaktywni 3 tygodnie mają oznaczenie "(I)".
Jest to niezłe źródło dochodów, zwłaszcza na początku, ale zaczyna powoli nie wystarczać na szybkie przeskakiwanie sąsiadów w statystykach. Jestem za słaby żeby złomować. innych graczy. Wybór padł na ekspedycje - przetestowałem już je i mają duży potencjał - dzisiaj włączyłem Astrofizykę 9 która pozwoli mi wysyłać 3 ekspedycje naraz. Jednocześnie buduję na maksa duże transportery i ciężkie myśliwce które są najlepsze do tworzenia ekspedycji. Jedynym minusem ekspedycji jest jej duża losowość - może przywieźć z powrotem mało, średnio, dużo lub wcale surowca, może walczyć z piratami i obcymi, znaleźć opuszczone statki i je przyholować - ale może też zniknąć bez śladu po wpadnięciu w czarną dziurę.
Buduję duże transportery bo małych transporterów mam wystarczająco dużo na farm(i)enie (są szybsze więc można wypuścić więcej ataków na dzień) a potrzebuję transporterów na przewożenie surowców podczas lotów ochronnych - są pojemne i nie palą dużo. Jednocześnie nie buduję floty bojowej - przynajmniej na razie - będę kompletował ją ze statków przywiezionych z ekspedycji.
Robię szybkie postępu punktowe - dziś odrobiłem już straty punktowe związane ze złomowaniem choć flota jest mniejsza - to dlatego że były wtedy w budowie dwa solidne projekty a ja nie lubię apatii i buduję flotę i badam na potęgę. Do jutra chcę mieć nową idealną flotę do ekspedycji - gotową do lotu w momencie gdy skończy się badanie Astrofizyki 9.
Idealna flota to 96 dużych transporterów, 69 ciężkich myśliwców, bombowiec i sonda szpiegowska. Ta flota maksymalizuje punkty ekspedycji czyli zapewnia maksymalny potencjał dużych znalezisk, zapewnia odpowiednią ładowność, pozwala na znalezienie wszystkich możliwych do znalezienia typów okrętów - a jednocześnie minimalizuje koszt, oraz straty w przypadku napotkania na piratów czy obcych.
wtorek, 1 listopada 2011
Kop w tyłek
Dzisiaj dostałem od brata OPR że nie wpisuję nic na blogu mimo że się zobowiązałem.
Jak już napisałem, pochłania mnie Ogame - stwierdziłem więc że mogę codziennie opisywać moje postępy (i cofki) w tej grze.
Na początek opiszę tę grę tym którzy o niej nic nie wiedzą.
Ogame to tzw. Massive Multiplayer Online Strategic Game (MMOSG) czyli internetowa gra strategiczna w której bierze udział bardzo dużo graczy. Żeby w nią grać wystarczy mieć komputer z dostępem do internetu - grę obsługuje się za pomocą przeglądarki internetowej za pomocą której loguje się na stronie startowej www.ogame.pl - strategia biegnie w czasie rzeczywistym gdzieś na serwerze a ty możesz za pośrednictwem przeglądarki internetowej wydawać polecenia.
W grze wcielasz się w rolę władcy gwiezdnego imperium. Do wyboru jest w tej chwili 78 wszechświatów, w każdym jest 9 galaktyk, w każdej galaktyce 450 układów a w każdym układzie do 15 planet. Zaczynasz bardzo skromnie - na planecie matce z pewną ilością surowców i możesz zacząć budować (dosłownie) swoje imperium - stawiasz kopalnie i zasilające je elektrownie, budujesz magazyny na surowce, laboratoria w których badasz nowe technologie i stocznie w których budujesz statki kosmiczne. Wszystkie czynności trwają jakiś czas - od minut do wielu dni. Jeżeli chcesz coś w tej grze osiągnąć przygotuj się do wielu miesięcy grania. Pięć lat temu, po roku gry skończyłem ją jako dość potężny władca z wieloma planetami, czterema księżycami połączonymi gwiezdnymi wrotami które pozwalają przelecieć w sekundę nawet do innej galaktyki.
Teraz masochistycznie wystartowałem w uniwersum 1, czyli tym od którego gra zaczęła się 8 lat temu. Początkujący gracz w porównaniu do najlepszego jest w nim podobny do roztocza pod paznokciem słonia. Podczas gdy ty zaczynasz latać paroma myśliwcami on może wysłać setkę gwiazd śmierci. W założeniu sytuacja taka miała bardzo zaabsorbować moją uwagę. Mission accomplished.
Dzisiaj kiedy poszedłem na cmentarz wysłałem moją flotę w przestrzeń żeby nie czekała jak na patelni aż ktoś ją zniszczy. Niestety wybrałem sposób wysyłki który jest do namierzenia za pomocą tzw. falangi - stacji namiernikowej na księżycu - która może namierzyć taką flotę i pomóc w dokładnym ustawieniu ataku tak abyś nie miał czasu uciec tą flotą po wylądowaniu. Wróciłem 17 minut przed wylądowaniem floty - sekundę po nim dolatywał atak wysłany przez innego gracza więc nie miałem już czasu na ponowne wysłanie jej gdzie indziej. Na szczęście miałem jeszcze inne statki na planecie i mogłem odlecieć nimi z surowcami więc nie straciłem wszystkich statków. Flotę zniszczyło 1000 pancerników, co można przyrównać do zabicia muchy packą - nie masz szans o ile nie unikniesz ciosu a tego ciosu uniknąć się nie dało.
To już chyba piąte złomowanie, rekordowe na razie co do rozmiaru - szczątków po mojej flocie było tyle że miałem 17% szansy na powstanie z nich księżyca (maksymalnie można mieć 20% szansy). Niestety nie powstał. Gdybym wysłał flotę z księżyca falanga nie mogłaby jej namierzyć czyli jego zdobycie jest dla mnie dość ważne.
Wkurzyłem się na tego gracza ale że uczestniczę w eksperymencie pozytywnego myślenia stwierdziłem że daje mi to świetną motywację żeby mu pokazać gdzie raki zimują. Ten gracz ma prawie 18 razy więcej punktów ode mnie - jeśli będę podwajał swoje punkty co miesiąc to po pięciu miesiącach go przegonię. W chwili obecnej podwajam punkty co dwa tygodnie więc jeśli utrzymam tempo mam szansę go przegonić za 2,5 miesiąca.
W chwili obecnej mam 65.860 pkt - moim pierwszym celem pośrednim jest mieć 131.720 lub więcej punktów za dwa tygodnie, czyli 15 listopada.
wtorek, 25 października 2011
I od początku poślizg - spowodowany oczywiście tym że nie zaplanowałem pisania artykułu do bloga, nie włączyłem go do planu dnia.
Po prawdzie w ogóle nie miałem planu dnia poza pracą...
Mój czas pochłania internetowa gra Ogame do której wróciłem po 5 latach. Praktycznie przyrosłem do monitora. W zamierzeniu miała zaabsorbować mnie, odciągnąć moją uwagę. Zastanawiam się czy nie zrobiła tego aż za dobrze...
Jak zwykle udzielam na internecie wspaniałych rad, które najlepiej byłoby gdybym zastosował w moim życiu. Zacytuję:
Niwelowanie to tłumienie, czyli wydatkowanie energii, czyli jej strata (przy okazji się "wypalasz" kiedy emocje w tobie walczą).
Mówię o uświadomieniu sobie emocji, ogarnięciu jej jak gdyby wewnętrznym wzrokiem - jak chmury pędzonej wiatrem, bez próby stłamszenia jej - jedynie powstrzymanie się od działania pod jej wpływem - takie pasywne, bierne przyglądanie się tej emocji, rozpoznanie że jest ona od ciebie oddzielna, że nie jest częścią ciebie. Niedokarmiana działaniem emocja niknie, przelatuje, rozwiewa się w nicość tak jak chmura. Kiedy przeleci dostrzeżesz to co ci przesłaniała - twój prawdziwy cel. I nie będąc osłabiona walką z chmurą będziesz mogła podążyć w jego kierunku.
Ludzie obserwując tych którym się to udaje dziwią się skąd biorą oni siły na pokonanie przeciwności. Tymczasem ta siła jest w nas cały czas, tylko kiedy nie wydatkujesz jej na walkę z emocjami możesz ją użyć...
Możesz wybierać opcję nierobienia niczego ważnego jeśli czujesz się komfortowo z nie osiąganiem niczego ważnego...Wpisuję do planu na jutro pozycję "napisać posta na blogu".
Pytanie - co jest ważne?
Odpowiedź - usiądź cicho, rozluźnij się, wycisz wewnętrznie, poczuj swój oddech, odczucia twojego ciała - bądź świadoma swego ciała i impulsów dochodzących z otoczenia. Nie reaguj na nie - po prostu je obserwuj tak jak opisałem radzenie sobie z emocjami. W pewnym momencie, sama nie wiedząc kiedy i jak, zobaczysz co powinnaś zrobić. Wstań i zrób to natychmiast.
Za każdym razem kiedy czujesz się zagubiona, kiedy nie wiesz po co robisz to co robisz zastosuj tą technikę.
niedziela, 23 października 2011
Wynurzenie
Na długi czas ten blog zniknął z mojego radaru, po prostu o nim nie pamiętałem. Zaprzestałem również ćwiczeń oraz kuracji octowej poza sporadycznymi sytuacjami gdzie pojedynczą szklanką wody z octem zbijałem ucisk w okolicach woreczka żółciowego - w sumie nie więcej niż 5-7 razy.
Można powiedzieć że zasnąłem na szlaku. Obudziła mnie niespodziewana śmierć bliskiej osoby - uświadomiłem sobie że mój czas na tej ziemi skraca się, nie wydłuża i że marnuję go nie rozwijając się.
Jednym z głównych negatywnych cech mojego charakteru jest słomiany zapał - pomimo zdumiewających początkowych postępów trudno jest mi utrzymać zainteresowanie tematem w miarę jak początkowo duże przyrosty zmniejszają się - innymi słowy rezygnuję kiedy trafiam na mur. Pomyślałem że sposobem na to może być wyrobienie nawyku regularnego działania w jednej dziedzinie - nawyki mają to do siebie że zakorzenione rozrastają się na inne obszary więc mam nadzieję że będzie to tylko "beginning of a beautiful friendship!" jak powiedział pewien francuski policjant...
Jaki to nawyk? Chcę codziennie pisać jednego posta na tym blogu :)
Życzcie mi wytrwałości!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
