Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota godzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Złota godzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2024

5 minut

 Wyrabiać nawyk należy regularnie i tak prosto by nie było miejsca na wymówkę że się nie dało.

Codziennie pięć minut na nawyk bo kto nie ma pięciu minut? A jeśli nawet to dla ciebie to za dużo to niech to będzie minuta. Z jednym ale - należy ustawić sobie otoczenie tak, by przygotowanie do tych 5 minut zajmowało moment, zdecydowanie mniej niż to 5 minut jakie masz mu poświęcić.

Przez to 5 minut poświęcasz się całkowicie, wyłącznie tej jednej rzeczy. Ustaw sobie timer za plecami  albo w szufladzie (żebyś nie patrzał ciągle na niego). Jeśli to 5 minut minie ale ty się wciągnąłeś i zaangażowałeś i ci dobrze idzie - rób to dalej, aż stracisz wenę - wtedy zrób przerwę albo ogłoś koniec na ten dzień, ale to 5 minut jest święte i musi być zrobione każdego dnia.

poniedziałek, 25 października 2010

Nie wystarczy samo rozpuszczenie kamieni

Jeżeli chodzi o złotą godzinę - znowu wciągnął mnie internet - może pół godziny czytałem o kamicy, reszta czasu to typowy miszmasz. Ponieważ zapisuję sformatowane przeze mnie strony internetowe jako pliki html - to czytam je w przeglądarce a stamtąd starczy tylko kliknąć na link żeby wciągnął mnie internet - kończy się na sprawdzaniu RSSów, poczty itp... Muszę coś wymyślić żeby to wyeliminować.

Przeczytałem dokładnie blog na który powoływał się kuszaba opisując rozpuszczanie kamieni żółciowych octem. Były pewne rozbieżności w ilościach przyjmowanego octu. Autor (autorka?) bloga napisał że przez miesiąc zażywał 6 łyżeczek (ok. 2 łyżki) octu dziennie, a teraz prewencyjnie raz w tygodniu łyżkę. Dodatkowo okazało się że kiedy przestał zażywać octu po pewnym czasie znowu dostał atak - już po dwóch tygodniach od ponowienia stosowania octu mógł normalnie jeść bez wywoływania kolejnych ataków.

Tak więc podwoiłem dawkę, z tym że przed wyjściem do pracy piję całą łyżkę octu w szklance soku, a po powrocie drugą (ew. 3 razy po łyżeczce).

Jak widać, samo usunięcie kamieni nie wystarcza - trzeba jeszcze usunąć przyczynę, a wg. mnie główną przyczyną jest niewłaściwa dieta. Ostatnio dowiedziałem się o diecie paleo - w dużym skrócie można opisać jej założenia tak: przez miliony lat ludzie spożywali to co udało im się znaleźć/upolować - zaledwie 10 tysięcy lat temu nastąpiła rewolucja w tym zakresie - zaczęliśmy uprawiać zboża i hodować bydło. Głównym naszym pożywieniem są teraz ziarna zbóż, tłuste mięso zwierząt hodowlanych i mleko. Owoców, warzyw, chudego mięsa dzikich zwierząt jemy o wiele mniej. Ziarna zbóż mają mechanizmy obronne, (np. gluten) do których nasze organizmy jeszcze ewolucyjnie się nie przystosowały. Mleka zwierzęcego dawni ludzie w ogóle nie pili - spróbuj wydoić dzikie zwierzę. W efekcie cierpimy na tzw. choroby cywilizacyjne które są bezpośrednim skutkiem spożywania pokarmów do których nie jesteśmy ewolucyjnie przystosowani. Dieta paleo to powrót do naszego pierwotnego sposobu odżywiania.

Przejdę na dietę paleo za miesiąc, czyli w drugim tygodniu listopada - po sprawdzeniu na USG skuteczności rozpuszczania kamienia żółciowego octem.


niedziela, 24 października 2010

Ocet mi nawet smakuje :)

Stwierdziłem że nie będę się zmuszał na siłę do czytania - podstawową zasadą ma być uważność podczas tej godziny i skoncentrowanie na chwili obecnej i dniu dzisiejszym.

Ponownie wytrzymałem pół godziny rano na czytaniu materiałów. Kiedy stwierdziłem że przestaję chłonąć informacje nastawiłem moje pomodoro (minutnik z Tesco w kształcie jabłka) na pół godziny i położyłem się z notatnikiem i długopisem pod ręką. Rozluźniałem ciało i pasywnie obserwowałem mój umysł. Kiedy moje błądzące myśli natrafiały na jakąś rzecz do zrobienia zapisywałem ją i znowu się rozluźniałem. Kilka z tych rzeczy udało mi się dzisiaj załatwić :)

Tak jak wczoraj napisałem, zacząłem moje pierwsze podejście do rozpuszczenia kamienia żółciowego. Użyłem metody opisanej na blogu kuszaby. Trzy razy dziennie piję szklankę soku jabłkowego wymieszaną z łyżeczką zwykłego octu. Dodatkowo piję codziennie przynajmniej jedną herbatkę miętową. Wrażenia organoleptyczne są jak najbardziej pozytywne - smak octu w soku jest prawie niewyczuwalny - po prostu mi to smakuje.

Zauważyłem że po wypiciu takiej szklanki soku z łyżeczką octu robi mi się gorąco. Uważam to za dobry znak :)

piątek, 22 października 2010

korekta kursu

Dzisiaj obudziłem się stosunkowo szybko i zacząłem znowu wertować internet pod kątem informacji o kamieniach żółciowych. Teraz wiem że to błąd - kiedy jestem w trybie zbierania informacji odkładam jej skonsumowanie i przetrawienie na później, a przecież w tej "złotej godzinie" chodzi właśnie o pokarm informacyjny który będę trawił i przyswajał przez resztę dnia, który zdominuje moje myśli - w myśl powiedzenia "na czym się koncentrujesz to przyciągasz". Jak się można domyślić znowu nie znalazłem okruszka wiedzy który mógłbym natychmiast, dzisiaj użyć - w końcu nie szukałem go tylko wszelkich informacji powiązanych z tematem.

Tak więc korekta kursu - rano czytam jedynie zebrane wcześniej, przygotowane do czytania materiały na temat który chcę aktualnie zgłębić. Wszelkie pytania notuję - nie sprawdzam odpowiedzi na nie na internecie - zbiorę informacje na te tematy później by znów przeczytać je podczas złotej godziny.

Teraz kwestia wizyty u lekarza rodzinnego. Bez niespodzianki - zaczęła natychmiast pisać skierowanie do szpitala na zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego. Kiedy zapytałem czy są inne metody stwierdziła że nie. W takim razie zapytałem jaki specjalista się tym zajmuje. Wydawała się nie rozumieć pytania więc zacząłem wyliczać na palcach - nerkami zajmuje się urolog, płucami pulmonolog, a wątrobą i woreczkiem żółciowym? Stwierdziła że wątrobą zajmuje się gastroenterolog - ale kamieniami w woreczku żółciowym to już tylko chirurg.

Wydawała się zirytowana moim stwierdzeniem że usunięcie organu to działanie nieodwracalne i wolałbym wcześniej wypróbować innych metod aby usunąć same kamienie. Stwierdziła że takich nie ma. Na chwilę oniemiałem, ale policzyłem w myślach do 5 i stwierdziłem że przecież są lekarstwa powoli rozpuszczające kamienie, jest ta, no lito.... - "litotrypsja" podpowiedziała - tak, używa się tej metody ale do nerek a nie pęcherzyka żółciowego. Stwierdziłem że skoro można wyciąć pęcherzyk laparoskopowo to można przecież chyba przemieścić tą samą metodą kamienie z pęcherzyka do jelit?

Straciła cierpliwość, spytała się czego właściwie chcę na co odpowiedziałem że spodziewałem się skierowania do specjalisty, na co wypisała mi skierowanie do gastroenterologa i stwierdziła żebym na przyszłość nie przychodził tak wcześnie rano bo wtedy to przypadki nagłe. Nic nie odpowiedziałem, ale się wkurzyłem - w końcu pracuję - Jak akurat moja rodzinna lekarka nie przyjmuje po południu to nie mogę pójść do niej po pracy, muszę wziąć wolne i pójście wcześnie rano pozwala mi po prostu przyjść tylko godzinę-półtorej później do pracy. No i dla mnie kwestia mojego zdrowia jest zdecydowanie istotna :P

Teraz odwlekam wizytę u gastroenterologa bo najpierw chcę dokładnie przestudiować temat i móc zadawać rozsądne pytania i wnosić sensowne sugestie. Po prostu muszę wiedzieć jasno na czym stoję. Odpukać, ostrego napadu kolki jeszcze nie miałem więc nie muszę działać gwałtownie i w pośpiechu.

No nic. W tej chwili mam już zebranych sporo materiałów i jutro rano mogę je uważnie przestudiować w trakcie złotej godziny a nawet dłużej - w końcu jutro sobota.

Co też uczynię :)

P.S. Pamiętałem że gdzieś na necie czytałem że litotrypsję stosowano do niszczenia kamieni żółciowych. I znalazłem ten wpis na wcześniej cytowanym przeze mnie blogu. Opis jest zniechęcający, ale w tym samym wpisie jest mowa o rozpuszczaniu kamieni wstrzykiwanym igłą bezpośrednio do pęcherzyka roztworem eteru - aplikacja 12 godzin, pobyt w szpitalu 2-3 dni, 90% skuteczność, rozmiar kamieni bez znaczenia.

No ręce opadają...

czwartek, 21 października 2010

Pierwsze koty za płoty

Obudziłem się 20 minut po włączeniu się budzika (nic dziwnego).

Zacząłem przeszukiwać sieć i zapisywać strony. Preferuję czytelność i łatwy dostęp do interesujących mnie informacji, więc staram się oczyszczać strony z niepotrzebnych dodatków. Używam appletu PrintWhatYouLike - jest po prostu nieoceniony, trzeci z kolejno używanych przeze mnie apletów tego typu, pozwala wygodnie wyedytować stronę - nawet połączyć kilka stron co jest przydatne przy łączeniu stron na forach dyskusyjnych - i zapisać ją jako plik html czy pdf. Zapisuję oczyszczone strony jako html bo zajmują mało miejsca - przy otwarciu pliku grafika wczytuje się z sieci.

Zacząłem od zapytania "kamienie żółciowe dieta" bo szukałem sposobu na rozpuszczenie kamieni i uniknięcie operacji - ostatecznie usunięcie woreczka żółciowego jest nieodwracalne a swoją rolę w organizmie on spełnia. No i wyłonił się nieładny obrazek - standardowa rozmówka z lekarzem brzmi:
-"mam kamienie"
-"trzeba usunąć woreczek"
-"jak to, nawet jak uda mi się ich pozbyć?"
-"to znowu się pojawią - trzeba wyciąć i już".

Ręce opadają. Chcę się pozbyć kamieni, nie woreczka żółciowego!

Trafiłem na blog niejakiego kuszaba, który zaparł się rękoma i nogami, woreczka wyciąć sobie nie dał a wyleczył się metodami medycyny niekonwencjonalnej. I to mi się podoba :)

Tak więc taki mam cel. Wykorzystać kamienie jako wyskocznię, trampolinę która pomoże mi się wykatapultować z dotychczasowego trybu życia w nowy, zdrowszy. Łatwiej rzucać złe nawyki żywieniowe i nieruchawy tryb życia jeśli stoi się pod lufą :P

Niestety celu na dzisiaj nie wynalazłem podczas porannego czytania - miałem po prostu za mało czasu. Jednak nie da się ukryć że taki początek dnia zdeterminował mój dzisiejszy dzień, tak więc taki początek wyrabiania tego nawyku jest zachęcający.

Dzisiaj pójdę spać trochę wcześniej :)

Jutro na ósmą rano idę do lekarza rodzinnego z wynikiem USG - i na pewno będę optował za usunięciem kamieni, nie woreczka.

Może to będzie dobrym pomysłem?

Na forum Neureka napisałem:
Jest taka metoda którą załapałem od Briana Tracy - wstawaj godzinę wcześniej i poświęć tę godzinę na czytanie materiałów związanych z tym co robisz. Czy to książki, artykuły z branżowych czasopism, blogi tematyczne - po prostu czytaj uważnie z nastawieniem na wychwycenie czegoś co możesz użyć tu i teraz, dzisiaj. Kiedy złapiesz coś takiego, przerwij czytanie i dokładnie zaplanuj jak, gdzie i kiedy dziś tego użyjesz i zapisz to na kartce razem ze spodziewanym rezultatem.

Kiedy to zrobisz, napisz na kartce co zrobiłeś dobrze i co następnym razem zrobiłbyś inaczej.

Dobrym pomysłem jest założenie poświęconego temu bloga i codzienna jego aktualizacja.
Jako że najlepszym sposobem na postęp jest słuchanie własnych rad, zacznę wpisywać na tym - nie używanym dotąd blogu moje własne perypetie związane z wprowadzaniem tej Złotej godziny.

Mam nadzieję że mnie to zmobilizuje i pozwoli wykształcić ten bardzo pożyteczny nawyk.

A więc pierwsza rzecz:
Ustawiam budzik na godzinę wcześniej (zadzwoni za 2,5 godziny...)
- natychmiast po usłyszeniu sygnału wyskakuję z łóżka (inaczej nie ma szansy że wstanę :) )
- Przeglądam materiały związane z leczeniem kamieni w woreczku żółciowym (dzisiaj mi je zdiagnozowano)
- Wybieram coś co mogę dzisiaj zrobić (tak, dzisiaj :P )

cdn.